Świnoujskie kąpielisko to jedna z najważniejszych wizytówek Pomorza Zachodniego. Gdy rok temu wiceprezydent Roman Kucierski ogłaszał wielkie wietrzenie nadmorskich wież ratowniczych, w grę wchodziły także wielkie słowa: cięcie kosztów, pełen profesjonalizm i „lokalny patriotyzm”. Dziś twarde dane z magistratu pokazują, że urzędnicza rewolucja zwyczajnie poszła na dno. Bezpieczeństwo kosztuje drastycznie więcej, a rodowitych wyspiarzy… na plaży ubyło.
Zwalnianie sprawdzonych zespołów w imię politycznych porządków to stały element samorządowej rzeczywistości. W Świnoujściu eksperyment był jednak wyjątkowo ryzykowny. Przez niemal dekadę bezpieczeństwa na najszerszej plaży w Polsce pilnowała zgrana ekipa pod wodzą Adama Wąsika. Bilans ich pracy? Najwyższa jakość i okrągłe zero utonięć. Nowa władza uznała jednak, że potrafi to zrobić lepiej, taniej i bardziej „swoimi” ludźmi. Efekt? W oficjalnych pismach z magistratu urzędowy optymizm brutalnie zderza się z ekonomiczną i kadrową klęską.
Swoi, czyli… obcy
Głównym orężem publicznym wiceprezydenta Romana Kucierskiego była obietnica, że świnoujska plaża zacznie w końcu dawać pracę mieszkańcom Świnoujścia. Zapowiedzi o budowaniu „lokalnych struktur” brzmiały na sesji dumnie, ale rzeczywistość okazała się dla tej narracji bezlitosna. Z dokumentów nadesłanych przez ludzi z Biura Prezydenta Miasta wynika, że w przedrewolucyjnym 2024 roku na wieżach pracowało 3 ratowników ze Świnoujścia. Po wprowadzeniu „nowego ładu” w 2025 roku ich liczba… spadła do dwóch. W trwającym sezonie 2026 magistrat asekuracyjnie informuje, że „planuje” zatrudnienie czterech lokalnych ratowników. Mówiąc krótko: rozbito zgrany przez lata mechanizm pod pretekstem wspierania lokalnej społeczności, po czym na wieże i tak trzeba było ściągać ludzi z Polski.
Podwyżka za to samo
Największy szok wywołują jednak finanse. Urzędnicy, którzy szli do wyborów z hasłami racjonalizacji wydatków, zafundowali miastu gigantyczny skok kosztów. W 2024 roku samo wynagrodzenie ratowników zamknęło się w kwocie 618 721,20 zł. Rok później, po wielkiej reformie kadrowej, kwota ta wystrzeliła do poziomu aż 777 113,82 zł. To blisko 160 tysięcy złotych różnicy w zaledwie dwanaście miesięcy! Co ważne, urzędnicy nie mogą zasłonić się kosztami utrzymania nowej ekipy. – Informuję, że kwoty te obejmują wyłącznie wypłaty dla ratowników. Ich zakwaterowanie w domkach na campingu „Relax” było darmowe i nie generowało dla miasta dodatkowych kosztów – ucina w oficjalnej odpowiedzi Beata Olszewska z Biura Informacji i Konsultacji Społecznych świnoujskiego urzędu. To ciekawe, skoro noclegi w campingu Relax są bezkosztowe, to z chęcią skorzystałoby z nich wiele podmiotów. Pomijając ten niefrasobliwy wtręt, skoro czas pracy wież nie wydłużył się ani o minutę, to inflacja w żaden sposób nie tłumaczy 25-procentowego skoku ceny, wniosek nasuwa się sam.
Gra na wieżach
Co w zamian za tę astronomiczną dopłatę zyskali podatnicy i wypoczywający na Uznamie turyści ze Szczecina czy Stargardu? Dokładnie to samo, tylko w pakiecie z kadrową loterią.
– Liczba ratowników pilnujących bezpieczeństwa w analogicznych okresach pozostała bez zmian. W szczycie sezonu na siedmiu wieżach dyżuruje 35 ratowników, natomiast w okresach przejściowych na kąpielisku Uznam jest ich 24 – wylicza Beata Olszewska ze świnoujskiego magistratu.
Zamiast zgranego monolitu, miasto postawiło na ludzi, którzy często na świnoujskiej plaży uczą się siebie nawzajem od nowa. Eksperymenty na bezpieczeństwie w tak strategicznym punkcie turystycznym regionu, połączone z lekką ręką wydawanymi tysiącami z publicznej kasy, to podręcznikowy przykład, jak lokalne ambicje polityczne potrafią utopić zdrowy rozsądek. Sezon nad morzem w pełni, a mieszkańcy województwa mogą jedynie trzymać kciuki, by za te eksperymenty nikt nie zapłacił ceny wyższej niż wizerunkowa. ©℗
Tekst i fot. (km)