Od 24 września trwa w Szczecinie 26. Festiwal Polskiego Malarstwa Współczesnego. To największa tego typu impreza w Polsce, a nawet w tej części Europy. Podobnie jak w latach poprzednich Festiwal Malarstwa przyciąga tłumy. W przeciwieństwie do tak zwanej sztuki współczesnej, która – mimo instytucjonalnego i finansowego wsparcia – okazała się mało atrakcyjna dla publiczności… Zamknięta w swoim „eliteryzmie” nie budzi tak pozytywnych emocji.
Ogłoszona przed laty przez krytyków i kuratorów „śmierć malarstwa”, okazała się pozorna i… przedwczesna. Wręcz przeciwnie w Europie malarstwo ma się świetnie. Świadczą o tym wystawy i emocje towarzyszące prezentacjom sztuki, której autorzy dysponują nie tylko „ideą” czy „koncepcją” ale również umiejętnościami warsztatowymi, znajomością zasad, technik, no i przede wszystkim – talentem, który tworzy wspólnotę autentycznych doświadczeń estetycznych, a nie li tylko ideologicznych, zazwyczaj też poprawnych politycznie, wpisujących się w bieżącą politykę kulturalną.
Pomysł stworzenia Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie zrodził się w środowisku artystycznym związanym ze znanym szczecińskim klubem „13 Muz”, gdzie spotykała się lokalna inteligencja twórcza, w tym literaci, dziennikarze i artyści. Dość powszechnie ideę przypisuje się malarzowi Ziemowitowi Szumanowi, choć pomysł imprezy można by przypisać także „autorowi zbiorowemu”. Był on bowiem efektem swoistej burzy mózgów, w której uczestniczyło środowisko młodych malarzy, w tym głównie z grona absolwentów „szkoły sopockiej”. Pomysł zrodził się więc w głowach bardzo młodych twórców, dwudziesto, trzydziestolatków, członków ZPAP, wśród których wyróżniał się Jerzy Brzozowski. Pomysłodawcy szybko wówczas uzyskali wsparcie instytucjonalne i finansowe. Organizacją zajął się Zarząd Okręgu ZPAP w Szczecinie przy finansowym i politycznym wsparciu ówczesnych władz. Przedsięwzięcie wpisywało się bowiem w potrzebę wypełnienia kulturowej próżni na ziemiach odzyskanych i w autentyczny głód sztuki mieszkańców obszarów niedawno na powrót włączonych do polskiego państwa.
Festiwal przeżywał również trudne chwile. Tak było w czasie stanu wojennego, kiedy to reżim gen. Jaruzelskiego zdelegalizował Związek Polskich Artystów Plastyków, który to był organizatorem tego biennale, a także w burzliwych latach 90. i w pierwszej dekadzie XXI w., kiedy to kilkukrotnie ogłaszano śmierć tradycyjnego malarstwa. Były to jednak na szczęście tylko fake newsy.
(RC)