„W Polsce nie wypracowano żadnych odgórnych mechanizmów ochrony, finansowego wsparcia mediów lokalnych” – ubolewa Paulina Olechowska z Uniwersytetu Szczecińskiego,
autorka wydanej właśnie książki „366. Szczeciński (nie)codziennik medialny”. Opowiada ona o dziennikarstwie w naszym mieście i regionie od 1945 do 2022 roku.
– Pomysł na jej powstanie zrodził się podczas zajęć seminaryjnych, kiedy poszukujemy tematów studenckich prac badawczych. Młodzież koncentruje się wokół mediów społecznościowych, ewentualnie tych ogólnopolskich. Poszukiwałam formuły, aby ich zainteresować mediami lokalnymi, tymi z epoki przed i – pointernetowej. W efekcie powstała książka dostosowana do oczekiwań młodego czytelnika – teksty są krótkie, aby oddać „ducha” opisywanych czasów zachowano oryginalny język mediów, przez co część wpisów – mam nadzieję – jest zabawna – opowiada „Kurierowi” Paulina Olechowska. – Drugą grupę odbiorców stanowią osoby w moim wieku, ci, którzy pamiętają albo dzięki książce przypomną sobie lokalne media z lat młodości. Po trzecie – jest to książka dla wszystkich szczecinian, gdyż opowieść o mediach jest częścią opowieści o mieście, pamiętając jednak, że czytając media, nie dowiemy się całej prawdy o życiu.
W książce nie mogło zabraknąć materiałów poświęconych „Kurierowi Szczecińskiemu”. Autorka pisze między innymi o jednej z najważniejszych dla lokalnej kultury inicjatyw „Kuriera” – konkursie „Bursztynowy Pierścień” organizowanym od… 1965 roku. Badaczka z US przypomina także, jak „Kurier” z popołudniówki stał się gazetą poranną.
Autorka ze szczególną uwagą przygląda się latom 90. ub. wieku.
– Lata 90. były rewolucją, wystarczyło zarejestrować tytuł. Nie znamy liczb, ale w pierwszej pięciolatce lat 90. w Szczecinie na potęgę powstawały nowe pisma, ich intensywny rozwój trwał krótko, jedynie dekadę – mówi Paulina Olechowska. – Państwowe radio i telewizja bezpowrotnie straciły monopol. Pierwsze prywatne „pirackie” stacje, jak np. Radio AS czy TV „Morze” nie miały czasu na próby. Te media były tworzone spontaniczne, przez pasjonatów – ale jednak z wyczuciem. Gdy przeglądam prasę z tamtych lat, dostrzegam autentyczną swobodę wypowiedzi, o mieście pisano krwiście, nie opakowując lokalnej polityki w odpowiedni celofanik. Media tamtych lat są znakiem czasów, które cechuje amatorskość, krzykliwość, zabawność, czasem nawet kiczowatość. Za tak zróżnicowanymi, kolorowymi mediami tęsknię. Dziś komunikacja lokalna siedzi w internecie, jest po prostu inna.
Badaczka przypomina także o tytułach, o których dziś mało kto pamięta, a które miały swoją niepowtarzalną aurę. Na przykład o piśmie „Cybuch”.
– Jego redakcję tworzyli członkowie Klubu Fajkowego „Cybuch”, archiwiści i historycy z archiwum. Autorzy w przezabawny sposób przekonywali o wyższości fajczarstwa nad papierosowym nałogiem – zdradza Paulina Olechowska. – W jednym z tekstów czytamy, że „dym z fajki rozjaśnia umysł, konserwuje płuca, sama świadomość posiadania pod ręką fajki może przynieść ulgę, rozluźnienie, wprowadza w bardziej swojski nastrój”. W sumie to ponadczasowy tekst i trudno się z nim nie zgodzić…
Jaką rolę autorka widzi dla mediów lokalnych?
– Truizmem jest twierdzenie, że media lokalne są bardzo ważnym ogniwem społeczeństwa obywatelskiego. To zrozumiałe, że żyjemy w małych społecznościach, i chcemy wiedzieć, co się u nas dzieje. W dyskusjach na temat mediów lokalnych znacznie częściej niż o ich rolę pada pytanie o ich przyszłość. Są państwa, które mając świadomość roli najmniejszych podmiotów medialnych – wspierają je, tworząc systemy ulg i funduszy pomocowych. W Polsce nie wypracowano żadnych odgórnych mechanizmów ochrony, finansowego wsparcia mediów lokalnych, celem zagwarantowania pluralizmu i niezależności tego segmentu mediów – zauważa Paulina Olechowska.
Promocja książki „366. Szczeciński (nie)codziennik medialny” rozpocznie się dzisiaj o g. 17 w Sali im. Zbigniewa Herberta w Książnicy Pomorskiej. Spotkanie poprowadzi prof. Eryk Krasucki z US. ©℗
Alan SASINOWSKI