sobota, 24 sierpnia 2019.
Strona główna > Kultura > Grzegorz Turnau: Każdy dzień to świąteczny cud

Grzegorz Turnau: Każdy dzień to świąteczny cud

Grzegorz Turnau: Każdy dzień to świąteczny cud
Data publikacji: 2017-11-26 13:04
Ostatnia aktualizacja: 2018-11-08 02:47
Wywietleń: 1759 302474
Rozmowa z Grzegorzem Turnauem

– Z okazji pana 50. urodzin ukazał się album z kilkoma płytami CD i DVD – „L”. Można powiedzieć, że sam pan sobie sprawił prezent urodzinowy.

– To było wbrew moim planom, bo ja bardzo nie lubię żadnej celebry. Nie chciałem zatem żadnych specjalnych wydawnictw. Ale pewien człowiek – detektyw archiwista Wiktor Czajkowski – zaczął pokazywać mi rzeczy, o istnieniu których nie miałem pojęcia. Po tej jego kwerendzie okazało się, że jest dużo nagrań, które są całkiem niezłe. Zatem album składa się z rzeczy, które nigdy nie zostały wydane – nagrania z koncertów czy tzw. demo. Z powodu skłonności do formalizowania różnych wykopalisk zgodziłem się je opublikować. Ale zaznaczyłem: „Jak jeszcze kiedyś coś wykopiesz, to zakop”.

– Jak pan świętował 50. urodziny?

– Od wielu lat grałem w imieniny koncert imieninowy, a w urodziny – urodzinowy. Była zatem praca, a nie świętowanie. Teraz było podobnie. Zresztą dla mnie każdy dzień to jest świąteczny cud. To, że coś robimy, pracujemy, staramy się, żeby to nie było błahe, to już jest świętowanie.

– Czy kiedy kończy się te 50 lat, to przychodzą do głowy zupełnie nieoczywiste wcześniej pomysły, choćby o kupnie motocykla czy hodowli gadów?

– Ale mnie bierze pani pod włos, że niby mężczyzna ma potrzebę udowodnienia czegoś… Nie, chyba nie mam takich skłonności. Bardzo podoba mi się kupowanie motoru albo – jak to zrobił mój młodszy kolega – drezyny. Ale tytuł mojej płyty „L” trochę wygląda na okładce jak fotel w samolocie przed startem, zatem może być: „leć”. Jestem za tym, by lecieć. A „leż” – to już później…

Okładka płyty Grzegorza Turnaua

– Pamięta pan ten pierwszy moment, gdy dotarło do pana, iż jest rozpoznawalny?

– Tego nie pamiętam, ale pamiętam, jakim przeżyciem było pierwsze śpiewanie do mikrofonu. To było na festiwalu międzyszkolnym w Krakowie. Wtedy usłyszałem swój głos przetworzony przez mikrofon. Szczerze mówiąc, to jest narkotyczne przeżycie. W jakimś momencie ludzie zaczęli mnie rozpoznawać, bo pojawiałem się w telewizji. ©℗

Cały wywiad w „Kurierze Szczecińskim”, e-wydaniu i wydaniu cyfrowym z 24 listopada 2017 r.

Rozmawiała Monika Gapińska

Fot. Tomasz Sikora

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
20
na godz. 21:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zawieszanie i zdejmowanie baneru z siedziby PiS

Sonda

Czy należy rozdzielić funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie