Piątek 21 stycznia 2022r. 
REKLAMA

Szczeciński palimpsest

Data publikacji: 2016-10-27 10:19
Ostatnia aktualizacja: 2016-11-14 09:08
Szczeciński palimpsest
 

„Stettin – Wiedergeburt einer Stadt. Szczecin – Odrodzenie miasta” to tytuł dwujęzycznego tomu esejów, który ukazuje się właśnie nakładem działającego w Poczdamie Niemieckiego Forum Kultury Europy Wschodniej. Redaktorem książki jest Basil Kerski, a wśród autorów esejów są: Anna Frajlich, Jörg Hackmann, Inga Iwasiów, Eryk Krasucki, Artur D. Liskowacki, Wojciech Lizak, Jan Musekamp, Krzysztof Niewrzęda, Michał Paziewski, Jan M. Piskorski, Uwe Rada, Leszek Szaruga, Katarzyna Weintraub.

Promocja książki odbędzie się w 11 listopada o godz. 19 w polskiej księgarni buch-bund w Berlinie-Neukölln (Sanderstrasse 8). Wstęp wolny.

Drukujemy dziś wprowadzenie do książki, którego autorem jest Basil Kerski. Śródtytuły pochodzą od redakcji „przez granice”

Redakcja

Basil KERSKI 


Tęsknota za tożsamością – oto motyw przewodni szczecińskich debat ostatnich dwóch dekad. Głównym tematem publicznego dyskursu, jakiego byliśmy świadkami w tej nadodrzańskiej metropolii, była próba odpowiedzi na pytanie o jej znaczenie dla Polski i Europy.

Przypomnijmy, bo przecież nie każdy musi pamiętać, że palimpsest to tekst napisany na pergaminie po wytarciu z niego tekstu starszego. Często bywało tak, że po upływie jakiegoś czasu stary tekst przebijał spod młodszego albo też naukowcy odkrywali go za pomocą specjalnych metod.

Koniec niemieckiego Szczecina

W porównaniu z innymi metropoliami Europy Środkowej odbudowa Szczecina po II wojnie światowej była szczególnie trudna. Oczywiście, to przede wszystkim wojna rozpętana przez nazistowski reżim spowodowała zniszczenie tworzonej tu od setek lat kultury mieszczańskiej, głównie protestanckiej.

Proces niszczenia i wymazywania tradycyjnych związków kulturowych był kontynuowany przez system komunistyczny, a polityczne i ideologiczne podziały odcięły Szczecin od jego zachodniego otoczenia. Po 1945 r. miasto nie mogło już odgrywać roli centrum gospodarczego i kulturalnego, oddziałującego na całe Pomorze. Pierwsze miesiące sowieckiej okupacji były tu wyjątkowe, bowiem roszczenia do miasta zgłaszali zarówno lojalni wobec Moskwy niemieccy komuniści, jak i nowe władze Polski – reżim stalinowski, wspierany w tym przez wszystkie liczące się polskie siły polityczne i społeczne. Podczas gdy organizacją życia w mieście zajęły się dwie komunistyczne władze lokalne, niemiecka i polska, dopuszczane do tego bądź nie przez sowiecką komendanturę wojskową (polski zarząd miasta musiał trzykrotnie je opuszczać), dziesiątki tysięcy Niemców wracało do Szczecina. Sowiecka komendantura przekazała je władzom polskim 5 lipca 1945 roku i dopiero konferencja poczdamska zdecydowała, że także zachodni brzeg Odry ostatecznie przyznano Polsce.

Metropolia polskiej wielokulturowości

Po okresie tzw. dzikich wysiedleń rozpoczęła się w pierwszych miesiącach 1946 r. akcja planowanych, przymusowych wysiedleń Niemców. Na ich miejsce przybyły do Szczecina dziesiątki tysięcy Polaków pochodzących ze wszystkich części kraju, wracających z niewoli robotników przymusowych i więźniów obozów koncentracyjnych, Sybiraków, żołnierzy różnych armii, uciekinierów i wypędzonych z byłych wschodnich terenów Rzeczypospolitej, anektowanych przez Związek Radziecki, repatriantów z innych państw. Miasto w ciągu kilku powojennych lat stało się metropolią polskiej wielokulturowości. Tę zupełnie nową różnorodność dodatkowo wzmocnił napływ Ukraińców (akcja „Wisła”) oraz komunistycznych uciekinierów z Grecji i Macedonii, objętych wojną domową. Z końcem lat 40. XX wieku Szczecin był też miastem z największą grupą ludności żydowskiej. Większość Żydów wyjechała potem z Polski w różnych okolicznościach, a rozpętana w 1968 r. antysemicka kampania doprowadziła do niemal całkowitego wygaśnięcia żydowskiej obecności w nadodrzańskiej metropolii.

Permanentny stan wyjątkowy

Co prawda władze komunistyczne w sposób systematyczny wspierały odbudowę mocno zniszczonego w czasie wojny miasta i rozbudowę miejskiej infrastruktury, przemysłu i portu, lecz polityka sowiecka i propaganda komunistyczna utrudniały faktyczne jego odrodzenie.

Jeszcze do 1955 r. infrastruktura portowa znajdowała się pod kontrolą Związku Radzieckiego. To właśnie tu dokonywano przeładunku zrabowanych (trofiejnych) surowców na statki, które wypływały na wschód. Wszechobecność sowieckich wojsk długo potęgowała wśród szczecinian uczucie permanentnego stanu wyjątkowego. Co prawda propaganda komunistyczna stylizowała Szczecin na stare polskie miasto o rodowodzie piastowskim, w czym w pierwszych latach po wojnie wspierały ją wszystkie siły polityczne i Kościół, lecz wbrew tym patriotycznym hasłom wykorzystywano po 1948/1949 r. historyczną, materialną substancję miasta do odbudowy zniszczonej Warszawy. Historyk Michał Paziewski słusznie określa w tym kontekście Szczecin jako komunistyczną „kopalnię”.

Choć po 1949 roku komuniści wciąż chętnie podkreślali przynależność Szczecina do państwa pierwszych Piastów, miasto – mimo swej wielkości oraz gospodarczego znaczenia portu i stoczni – bynajmniej nie odgrywało w ich polityce symbolicznej pierwszorzędnej roli. Odbudowa historycznego centrum czy chociażby Zamku Książąt Pomorskich (zwano go długo Zamkiem Książąt Piastowskich) nie trafiła na listę ogólnopolskich priorytetów, jak to stało się to w odniesieniu do byłych niemiecko-protestanckich metropolii Gdańska czy Wrocławia. Historia Gdańska, jako nadbałtyckiego miasta-portu I Rzeczpospolitej oraz centrum międzynarodowego handlu, idealnie nadawała się do legitymizacji nowych powojennych granic Polski, co przysłużyło się zachowaniu historycznej tkanki architektonicznej miasta. Z kolei Wrocław, wraz z jego bogatą tradycją uniwersytecką, stał się nowym heimatem dla przedstawicieli świata lwowskiej nauki i sztuki, co dolnośląskiej stolicy zapewniło szczególne miejsce na kulturalnej mapie powojennej Polski.

Mieszanka wybuchowa

Polityczny stan wyjątkowy lat 40. i 50. XX wieku, eksploatacja miasta tuż po wojnie, jego peryferyjne położenie oraz trudności związane z przyznaniem mu eksponowanego miejsca w nacjonalistycznej propagandzie pamięci, mimo że niejedno w tym kierunku czyniono, utrudniały proces kulturowego odrodzenia Szczecina. Kontrastowało to z jego wielkością (ponad

400 000 mieszkańców) i gospodarczym znaczeniem. W czasach kryzysów ekonomicznych i politycznych ten rozdźwięk okazał się mieszanką wręcz wybuchową. Poza Gdańskiem to właśnie w Szczecinie w latach 1970, 1980 i 1988 doszło do największych wystąpień przeciw rządom komunistów. To szczecińscy robotnicy w grudniu 1970 r. po raz pierwszy postawili żądania dotyczące powstania wolnych związków zawodowych. 30 sierpnia 1980 r. podpisano w Szczecinie pierwsze porozumienie między stroną rządową a międzyzakładowym komitetem strajkowym. To właśnie Gdańsk i Szczecin, a nie miasta centralnej Polski, będące tradycyjnymi ośrodkami intelektualnymi, jak Warszawa, Kraków, Poznań czy Lublin, stały się miejscem narodzin nowej kultury demokratycznej, największego pokojowego ruchu społecznego w Europie XX wieku – „Solidarności”.

Wysychające źródło energii

Kilka lat temu Bogdan Borusewicz, inicjator strajku w Gdańskiej Stoczni im. Lenina, zwrócił uwagę na fakt, iż dopiero protest z 1980 r. i zwycięstwo opozycji zrodziły w nim i wśród jego rówieśników poczucie emocjonalnego związku z Gdańskiem. Dopiero wówczas pojawiło się uczucie zakorzenienia. Podobnie było w 1970 oraz 1980 roku w Szczecinie, o czym przypomina historyk Eryk Krasucki w swym tekście, dotyczącym protestów z grudnia 1970 roku i stycznia 1971 roku. Pisarka Inga Iwasiów w swym eseju „Niekochani” opisuje Szczecin jako miasto, które wręcz idealnie nadaje się na scenę robotniczych protestów. Pisze, że są takie miasta, które są stworzone na czasy pokoju i takie, które chłoną atmosferę rewolucyjną. Twierdzi, że Szczecin czerpie źródło miejskiej energii ze swych rozległych terenów przemysłowych, przede wszystkim ze stoczni.

Wielkie zakłady przyniosły wolność i demokrację, jednak nowe czasy okazały się dla nich trudną próbą, stały się testem na międzynarodową konkurencyjność przemysłowych molochów doby socjalizmu. Większość z nich nie przetrwała czasu transformacji, co zachwiało poczuciem własnej wartości Szczecina. W ten sposób wyschło, by raz jeszcze przywołać słowa z eseju Iwasiów, ważne źródło nie tylko przychodów, ale i energii miasta.

Wraz z końcem PRL-u rozpoczął się proces transformacji i modernizacji Szczecina, co ze względu na sposób funkcjonowania powojennej gospodarki socjalistycznej i ekonomiczną zapaść realnego socjalizmu okazało się szczególnie trudnym zadaniem.

Nowe impulsy i obciążenia

Miasto zyskało nowe impulsy rozwoju przede wszystkim z otwarcia polsko-niemieckiej granicy. W okresie komunizmu bliskość granicy polsko-wschodnioniemieckiej dodatkowo pogłębiała poczucie trwania w przestrzeni peryferyjnej. Ta granica, przez propagandę obwołana „granicą przyjaźni“, aż do lat 70. XX wieku była niczym druga żelazna kurtyna. Po 1972 roku na krótki czas stała się nieco bardziej otwarta, kiedy wprowadzono bezpaszportowy ruch graniczny. Z obawy przed wirusem wolności, który rozsiewała „Solidarność“, NRD jesienią 1980 roku ukróciła tę polsko-wschodnioniemiecką swobodę podróżowania.

Upadek radzieckiego imperium całkowicie zmienił charakter granicy na Odrze i Nysie. Pojawiła się szansa na kulturowe i gospodarcze zbliżenie przygranicznych terenów Pomorza, a tym samym na powstanie europejskiego regionu pogranicza. Nagle Szczecin nie leżał już na peryferiach, lecz w sercu Europy, w bezpośredniej bliskości stolicy najważniejszego sąsiada, zjednoczonych Niemiec, oddalonej o niecałe dwie godziny jazdy samochodem.

Rozszerzenie Unii Europejskiej w 2004 r. i przystąpienie Polski do traktatu z Schengen dodatkowo polepszyły geopolityczne położenie Szczecina. Niemiecki rynek pracy otworzył wielu szczecinianom nowe perspektywy zawodowe i uchronił niektórych przed bezrobociem. Mimo tych nowych szans Szczecin wciąż jeszcze jest miastem, w którym stopa bezrobocia jak na polskie warunki jest dość duża, dwa razy większa niż we Wrocławiu czy Gdańsku.

Obciążeniem dla Szczecina jest ekonomiczna słabość sąsiadujących z nim wschodnioniemieckich powiatów. Jednak coraz więcej polskich rodzin osiedla się w niemieckich gminach, dotkniętych problemem migracji do miast. Dla tych gmin Szczecin stał się centrum usług, zakupów i centrum kultury. A dla szczecinian Berlin jawi się nie tylko jako główny rynek pracy, lecz również magnes kulturalny.

Poczucie porażki

Niestety, dla tej nowej polsko-niemieckiej rzeczywistości miasta wciąż brak strategicznego wsparcia ze strony politycznych centrów. Niemiecka kolej nie wykazuje zainteresowania modernizacją linii Berlin – Szczecin, po długich latach oczekiwań w końcu modernizuje się autostradę. Z kolei Warszawa inwestuje miliardy w budowę nowoczesnej sieci autostrad i kolei w Polsce, jednak wciąż brakuje szybkiego połączenia kolejowego czy drogowego ze Szczecina do Warszawy i Gdańska. Takiej inwestycji nie przewidziano też w najbliższych latach.

Infrastrukturalne braki oraz ignorancja ze strony elit centralnej Polski wobec regionu Dolnego Nadodrza powodują, że wśród szczecinian odżywają stare kompleksy, pogłębia się też uczucie odrzucenia. Bliskość Berlina, metropolii o światowym formacie, jest dla Szczecina szczególnym przywilejem, a jednocześnie zwierciadłem, w którym miasto ze swymi 400 000 mieszkańców dostrzega własne oblicze charakterystyczne dla przedmieść. Widoczny w ostatnich latach sukces ekonomiczny Gdańska czy Wrocławia, czemu towarzyszy rozmach w rozbudowie atrakcyjnej infrastruktury kulturalnej, rodzi wśród wielu szczecinian poczucie, że należą do przegranych okresu transformacji.

Miejsce nowych możliwości

Niemniej jednak debata na temat własnej, szczecińskiej historii, szczególnie w kontekście tabuizowanych przez komunistów niemieckich dziejów miasta, nie tylko wzbogaciła kulturę Szczecina, lecz jeszcze wyraźniej pokazała wyjątkowość (a może lepiej powiedzieć: samotność?) własnej historii. Tak, samotność, bowiem historia miasta nie współbrzmi z dominującymi narracjami w historii Polski, a jednocześnie ze względu na okresu powojenny nie można tej miejskiej historii wpisać w narracje niemieckie. Ta wyjątkowość może stanowić stabilny fundament dla nowego patriotyzmu lokalnego, jednak wśród tych, którzy dążą do uznania przez główny nurt narodowy, raczej pogłębi poczucie niepewności.

Artur Daniel Liskowacki opisuje ten kulturalny klimat w taki oto sposób: „Szczecin przez lata był zagadką sam dla siebie. A i dziś – wciąż jeszcze – nie jest siebie pewny. Pewny swego. Miejsca na mapie kraju, w jego historii i planach. A ta niepewność przekształca się w kompleksy. Te z kolei pogłębiają ukształtowany tu przez lata brak poczucia własnej wartości i powodują rozchwianie tożsamości”.

Znam to opisane przez Liskowackiego cierpienie, wynikające z braku homogenicznej tożsamości, braku spójności z dominującą polską narracją. Doświadczyłem go podczas wielu szczecińskich spotkań. Ale ta zagadka Szczecina może mieć wielką moc przyciągania obcych, innych. Jako obcy postrzegam ten niedoskonały Szczecin jako miejsce wielu nowych możliwości. Zagadki i pęknięcia budzą ciekawość, bo zostawiają miejsce dla tego, co nowe. Przy czym konfrontacja z tradycyjnymi, narodowymi wyobrażeniami na temat tożsamości wcale nie ujawnia braków Szczecina, raczej wskazuje na granice powstałych głównie w okresie komunistycznym narodowych narracji, które nie są w stanie przyswoić sobie historycznych doświadczeń tego miasta.

Szczecińska tożsamość

Podziwiam szczecinian za to, że w ostatnich latach, mimo wyczerpującego, ciągłego narzekania na własną peryferyjność, zdołali wytyczyć sobie ambitne cele i że chcą tę polską, europejską narrację wzbogacić o własne doświadczenia. O istnieniu tych ambicji świadczą nowe instytucje kultury, jak na przykład szczecińska filharmonia, tak zachwycająca architektonicznym rozmachem. Podobnie rzecz się ma z otwartą w 2016 roku w Centrum Dialogu „Przełomy” wystawą stałą, która opowiada dzieje powojennego Szczecina. W miejscu podpisania porozumień szczecińskich w 1980 roku Instytut Pamięci Narodowej i miasto Szczecin planują otwarcie Centrum Solidarności. To wszystko inicjatywy zmierzające do tego, by Szczecin na mapie kulturalnej i politycznej Polski i Europy był bardziej widoczny.

Nie ufam tezie o braku szczecińskiej tożsamości. Ona istnieje, jest efektem bogatej powojennej historii miasta, społeczeństwa, ludzi. Trzeba tylko chcieć i potrafić ją (publicznie) odczytać i zinterpretować, bez fałszywego mitotwórstwa. Trzeba w tej tożsamości dostrzec wszystkie jej sprzeczności, które powodują, że wymyka się ona dominującym narracjom, że nie wyklucza i nie kieruje się przeciwko innym, a raczej nakierowana jest na integrację. Historia powojennego Szczecina nie mieści się w wąskim gorsecie polskich czy niemieckich wyobrażeń na temat tożsamości. Tożsamość tego miasta jest po prostu inna, potrzeba tylko woli odczytania tego szczecińskiego palimpsestu i akceptacji jego odmienności. Sprzeczności, z jakich się składa, pasują do ducha naszych czasów; czasów naznaczonych wielką zmianą, której siłą napędową jest digitalizacja, doświadczenie otwartych granic, globalizacja. W takich czasach tożsamości stają się bogatsze, biografie bardziej heterogeniczne, a kultury bardziej złożone.

Basil KERSKI

Dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, redaktor naczelny polsko-niemieckiego magazynu „Dialog”

(Na prośbę wydawcy esej pisany był w języku niemieckim. Tłumaczenie: Marcin Wiatr)

 

 

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

R.
2016-11-14 07:53:51
Ciekawe tylko szkoda, że Centrum Dialogu Przełomy po wygraniu konkursu architektonicznego okazuje się prowincjonalną, zle finansowaną i siedzącą w kącie instytucją, która o rozmachu i debatach w gdańskim Centrum Solidarności może tylko pomarzyć. A przy okazji: skoro piszecie o książce to może warto poinformować gdzie ją może kupić i przeczytać zwykły odbiorca? Ot, taka zwykła dziennikarska powinność.

Dodaj komentarz

HEJT STOP
0 / 500


REKLAMA