Jerzy Mikołajewski z Kołobrzegu to człowiek, który udowodnił, że podróż wokół świata za jeden uśmiech i dziesięć dolarów w kieszeni jest możliwa. Pokazał to na dodatek w czasach niesprzyjającej międzynarodowej turystyce minionej epoki ustrojowej. Dziś prezentujemy drugą część opowieści.
Przerwana podróż za 20 dolarów
Z Birmy Jerzy Mikołajewski dostał się do Malezji, a konkretnie do stolicy tego kraju Kuala Lumpur. Był też w Malakce. Na jednej z jej głównych ulic jest ciągnący się przez kilkaset metrów stół, na którym serwowane są dania kuchni malajskiej, hinduskiej i chińskiej. Z Malezji pan Jerzy dojechał pociągiem do Singapuru.
– To najczystsze miejsce na świecie. Tam za rzucenie papierka na ulicę nakładana jest kara wysokości kilkumiesięcznej pensji, a za złamanie gałęzi lub zniszczenie ptasiego gniazda grozi grzywna sięgająca półtorarocznego wynagrodzenia.
Potem skierował się w stronę Cejlonu, czyli Sri Lanki. Tam zwiedził między innymi plantację herbaty, której właścicielem był szwedzki ambasador. Poznał tajniki wytwarzania i zaparzania czarnej odmiany
...