Irina przyjechała do podpolickiej Niekłończycy 12 marca 2022 roku z Orzechowa w obwodzie zaporoskim. Uciekała pod ostrzałem, z 91-letnią matką Aleksandrą, która ma chore serce i orzeczoną niepełnosprawność. Do wyjazdu namówił ją syn - martwił się o matkę i babcię. Sam zgłosił się do wojska.
- Pamiętam, jak po kilkudniowej, wyczerpującej podróży, w pociągu po dwanaście i więcej osób w przedziale, dotarłyśmy tutaj. Zjadłyśmy pyszną zupę i położyłyśmy się w czystej pościeli. W końcu poczułyśmy się bezpiecznie. Tego nigdy nie zapomnimy - mówi Irina.
Dziś ma 61 lat i przez cały czas opiekuje się matką. Jej ukraińska emerytura to 300 złotych miesięcznie. Dorabiają, lepiąc pierożki. Do Orzechowa nie wróci. Bomba zniszczyła jej dom. Zginął w nim jej syn - miał 37 lat. W kolejnym nalocie zginął też jej brat. Miasto jest zrównane z ziemią.
W jednym pokoju z Iriną i jej matką mieszka 79-letnia Walentyna, która przyjechała z Żytomierza koło Kijowa. Uciekała razem z córką - przez cały tydzień chowały się w schronie. W Niekłończycy znalazły dach nad głową, ale córka, Natalia, zachorowała na
...