Polskie rybołówstwo morskie w tej chwili praktycznie nie istnieje - twierdzą eksperci. Nie tylko eksperci jednak, ale także ludzie pamiętający lata 90. nad Bałtykiem gołym okiem mogą dostrzec różnicę - w portach niemal nie ma kutrów, a w sklepach i restauracjach królują ryby z Morza Północnego. Symbolem tego, co stało się z polskim rybołówstwem bałtyckim, jest Park Etnograficzny w Niechorzu. Zwiedzający szybko dostrzeże tam rosłą postać rybaka. Tyle tylko, że jest to manekin, fragment ekspozycji muzealnej.
W latach 90. i wcześniej polscy rybacy ekonomicznie mieli się całkiem dobrze. Podobno rybak, który zza burty kutra rzucił przynętę na sznurku, w ciągu kilku minut łowił worek dorszy na śniadanie. Oczywiście nie licząc setek kilogramów ryb w sieci za rufą łodzi.
- Upadek polskiego rybołówstwa morskiego spowodowany był przełowieniem Bałtyku i korzeniami sięga początku lat 2000, jeszcze zanim Polska wstąpiła do Unii Europejskiej - mówi Henryk Gmyrek, wieloletni rybak i założyciel Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Niechorzu. - Kryzys rybołówstwa dotyczy nie tylko Polski. W innych
...