Z Arturem Danielem LISKOWACKIM, pisarzem, byłym prezesem i redaktorem naczelnym „Kuriera Szczecińskiego", rozmawia Alan SASINOWSKI
- W swojej najnowszej powieści „Zimno" przenosi Pan czytelników do Szczecina w grudniu roku 1970. Bohater tekstu to nastolatek, syn redaktora lokalnej gazety - tuby władzy - uwikłanego w „grudniowe wypadki". W grudniu 1970 roku miał Pan 15 lat, Pana ojciec, Ryszard Liskowacki, był wtedy ważną postacią szczecińskich mediów. „Zimno" to powieść autobiograficzna?
- Raczej paraautobiograficzna. Bohater mojej powieści jest zresztą chłopcem 11-12-letnim, ja w Grudniu ‚70 byłem już licealistą. Ale tak, sięgam do swojej pamięci, przywołuję pewne postaci ze swojego dzieciństwa, dziennikarski świat, który wtedy dobrze znałem, ale ubieram to w fikcję, w fabułę.
- Grudniową rewoltę opisuje pan z perspektywy ludzi władzy. To prowokacja…
- „Prowokację" proszę ująć w cudzysłów. Od tej strony Grudzień ‚70 jest rzadko opisywany. Co jest naturalne. Tych, którzy go z tej perspektywy pamiętają, jest coraz mniej. A ci, którzy pozostali, niekoniecznie chcą swoją wersję
...