Śpiesz się powoli, mówi stare przysłowie, bo w przeciwnym razie wszystko może nieoczekiwanie źle się zakończyć. Co z tego, że przekonujemy się o tym prawie nieustannie, gdy ciągle gdzieś nam śpieszno. Ze wszystkim. Tak było z moim aparatem fotograficznym, o wielkiej dla mnie wartości sentymentalnej, który po 20 latach odmówił pracy w sierpniu tego roku…
Śpieszyło mi się, bo chciałam go zabrać na wrześniową wyprawę i odniosłam aparat do punktu w Szczecinie, który zaraz wysłał go do firmy serwisfoto pod Poznaniem. Po tygodniu miałam zapytać, czy sprzęt można jeszcze naprawić. Zadzwoniłam, ale nagrany głos informował, że z powodu dużej ilości zleceń nie mogą odebrać, trzeba przesłać sms lub maila". Na maila odpowiedzieli, że są w trakcie wyceny, niedługo po tym zadzwonił pan, który powiedział, co jest do naprawienia, co będzie kosztować 620 zł. Po rozmowie przesłał numer konta, na które należało wpłacić tę kwotę. Pieniądze zostały natychmiast przesłane.
I po tym nastała cisza. W telefonie słychać było tylko automatyczną sekretarkę, maile i sms-y pozostawały bez
...