W tym roku przypada 30. rocznica zatonięcia promu samochodowo-kolejowego „Jan Heweliusz". Była to największa katastrofa morska w powojennej historii polskiej marynarki handlowej. Zginęło w niej 55 osób. Prom zatonął 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku podczas rejsu ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad. Na morzu szalał sztorm, prędkość wiatru dochodziła do 160 km na godzinę. Po godz. 4 nad ranem, ok. 15 mil od przylądka Arkona na niemieckiej wyspie Rugia, statek przewrócił się na burtę, a następnie stępką do góry i po kilku godzinach zniknął pod wodą.
Te fakty przypominamy co roku, od 30 lat. I co roku podczas uroczystego Apelu Pamięci na szczecińskim Cmentarzu Centralnym są wyczytywane nazwiska ofiar katastrofy. Bo - jak często powtarzają przy tej okazji ludzie morza - człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim…
Feralny statek
„Jan Heweliusz" nie cieszył się dobrą opinią.
Prom został zbudowany w 1977 roku w norweskiej stoczni Trosvik Verksted, na bazie dokumentacji technicznej promu „Mikołaj Kopernik". Zamówiły go Polskie Linie Oceaniczne. Wraz z
...