To, że moja Mama jest świętą osobą ze swoją empatią, spokojem i zaufaniem do bliźniego, to wiedziałam zawsze. Ale przed Świętym Piotrem mógłby stawić się też mój niewierzący Tato. Podziwiam ich. A wszystko za sprawą Stasia. Ta poniższa historia jest jak najbardziej prawdziwa. Ci, co zechcą, to się w niej odnajdą. Inni w nią zamieszani może chociaż przez chwilę zastanowią się, a nawet - choć w to mocno wątpię - zawstydzą. Świat zawsze dzielił się na tych, co siedzą przy stole i tych, którzy są w menu.
Patrz w serce
Kim był świętej już pamięci Stasiu? Zanim go poznała moja rodzina, Stasiu był dobrze prosperującym, krawcem mieszkającym w pewnym szczecińskim bloku wraz z żoną i synem. Nie wiedział wtedy jeszcze, że na zdjęciu z rodziną to najlepiej ustawiać się pośrodku, bo w któryś dzionek mogą Cię zwyczajnie odciąć. Pewnego dnia, z nieznanego nam powodu, Stasiu znalazł się w znanym ośrodku dla psychicznie chorych. Gdy z niego wyszedł - jego życie zawaliło się bezpowrotnie. Żona nie wpuściła go już do wspólnego mieszkania. Zwątpił w ojcostwo swojego syna.
...