Upalny, burzowy lipiec tego roku i niewieloma dniami oddzielona śmierć dwojga aktorów szczecińskiego teatru: Henryka Gęsikowskiego (1951-2026) i Niny Grudnik (1936-2026). Osobowości na scenie (nie bez kozery zaangażował ich u siebie Maciej Englert), choć jakże różnych, podobnie jak w życiu - ale ważnych dla życia kulturalnego Szczecina. A choć od lat nieobecnych na dużej scenie, wpisanych w jego historię wyraziście. Historię teatru, lecz nie tylko; oboje bowiem - każde na swój sposób - współtworzyli artystyczne oblicze miasta; jako osoby oryginalne, twórcze. Dla Henryka Gęsikowskiego - postaci charakterystycznej, rozpoznawalnej przez kolejne pokolenia widzów - teatr był zawsze bardzo ważny, a on sam należał do „teatralnej rodziny", do końca żył z myślą o nim i swoimi wobec niego planami; dla Niny Grudnik - odeszła w pięknym wieku lat 90., ale jej rodzinny teatr to byli też jej najbliżsi, własna rodzina, która zapisała się - i wciąż zapisuje - w historii sceny; jej mężem był przecież wybitny scenograf Jan Banucha, jej córką jest Katarzyna Banucha - kontynuatorka