Poniedziałek, 05 stycznia 2026 r. 
REKLAMA

Rusyfikacja Schroedingera

Data publikacji: 2025-12-14 10:14
Ostatnia aktualizacja: 2025-12-14 10:14

„Jeden naród, jedna Rzesza, jeden Führer” – tak opozycyjny rosyjski kulturolog i publicysta Jan Lewczenko skwitował niedawno ogłoszoną przez Moskwę strategię polityki narodowościowej. Z wielu stron słychać podobnego rodzaju komentarze. Dyrektor Centrum Mieroszewskiego Ernest Wyciszkiewicz uważa, że dokument przedstawia wizję państwa w duchu „Jedinaja Rossija, jedinyj narod, jedinyj wożd”. Można odnieść wrażenie, że Władimir Putin postanowił pójść drogą radykalnego nacjonalizmu, żeby nie powiedzieć nazizmu. I teraz to dopiero zasłuży na doklejenie charakterystycznego wąsika na okładkach zachodnich gazet… Czyżby?

Znowelizowaną „Strategię polityki narodowościowej Federacji Rosyjskiej” Władimir Putin podpisał pod koniec listopada. Poprzednia została uchwalona w 2012 r. Ta obecna ma obowiązywać do 2036 r. Zdaniem Lewczenki, Wyciszkiewicza i wielu innych ekspertów Kreml zrobił kilka kroków naprzód w kierunku etniczno-kulturowej unifikacji. Innymi słowy: w kierunku rusyfikacji Rosji. Tak, rusyfikacji. Nigdy dość przypominania, że największe państwo świata nie jest państwem narodowym, tylko wielonarodowym imperium. Teoretycznie nowa strategia miałaby to zmienić. Tak przynajmniej wynika z powszechnej reakcji komentatorów. „Pod warstwą nudnawej biurokratycznej łamigłówki słownej łatwo przeoczyć dążenie walczącego kraju do narodowej unifikacji” – pisze Lewczenko. Jednym z najważniejszych celów, jakie strategia stawia przed państwem, jest „utrwalenie jednoczącej roli narodu rosyjskiego jako narodu państwowotwórczego”. Właśnie ten zapis jest uważany za swego rodzaju przełom, ostateczny zwrot w stronę wielkoruskiego szowinizmu. Tymczasem już w poprzedniej, ogłoszonej w 2012 r. strategii pojawiło się podobnie brzmiące sformułowanie: „Państwo rosyjskie tworzyło się jako zjednoczenie narodów, dla których ogniwem łączącym był naród rosyjski”. Obecna formuła jest bardziej jednoznaczna, ale sens przecież pozostaje ten sam. Wszystko zaczęło się od narodu rosyjskiego. Zabrzmi to może kontrowersyjnie, jednak trudno się z taką perspektywą nie zgodzić. Rosja jest państwem wielonarodowym, ale większość stanowili i stanowią Rosjanie. Obecna strategia jedynie ten fakt podkreśla.

Zarazem dokument przewiduje „utrwalenie statusu języka rosyjskiego jako języka państwowego, jako języka państwowotwórczego narodu i języka ojczystego, jako języka komunikacji międzyetnicznej i jednego z oficjalnych języków organizacji międzynarodowych”. I tutaj też trudno doszukiwać się przełomu. Podobnie było dotychczas. Lokalne języki w nierosyjskich republikach federacji miały status urzędowych. Strategia nie przewiduje zmiany tego stanu rzeczy. Oczywiście, zapewne rola tych języków będzie marginalizowana, ale z tym mieliśmy do czynienia już wcześniej. W zasadzie nie da się zrobić w Rosji kariery bez znajomości rosyjskiego. I też trudno się temu dziwić. W strategii język rosyjski przedstawiany jest jako klucz do „wspólnej tożsamości”. Zdaniem Wyciszkiewicza dokument jedynie „kurtuazyjnie wspomina bogactwo ponad 190 narodów i ponad 300 języków, aby w następnym kroku eksponować rolę Rosjan i rosyjskiego jako większości »cementującej« państwo”. Tyle że jedno drugiego nie wyklucza. Od dawna Moskwa szermuje podobnego rodzaju retoryką. Z jednej strony podkreśla różnorodność, z drugiej zaś strony akcentuje kluczową rolę Rosjan. Kreml będzie próbować – tak jak do tej pory, tylko zapewne śmielej – unifikować rosyjską tożsamość, ale najpewniej będzie w tym – również jak do tej pory – ostrożny. Putin zdaje sobie sprawę z tego, że próba siłowej rusyfikacji chociażby kaukaskich republik, gdzie muzułmanie stanowią ponad 90 proc. mieszkańców, byłaby dla państwa politycznym samobójstwem. Nie ma zresztą takiej potrzeby, ponieważ wciąż Kadyrow trzyma Czeczenię w garści i sam nie zamierza się emancypować. Podstawą spokoju na Kaukazie jest kompromis – polityczna lojalność wobec Moskwy w zamian za relatywną kulturową autonomię (bo przecież samym kijem nie da się utrzymać spokoju – marchewka jest niezbędna).

Natomiast z całą pewnością rusyfikatorski zapał, wyrażony w dokumencie, dotyczy Ukrainy. Odrębność ukraińska jest w strategii ujęta jako efekt „antyrosyjskiej propagandy”. Celem jest więc likwidacja skutków tej propagandy. Czyli: likwidacja ukraińskiej tożsamości narodowej. Ukraińcy mogą funkcjonować jedynie jako część trójjedynego narodu rosyjskiego. Tyle że to też żadna nowość. Putin podobne tezy stawiał już latem 2021 r., w swoim słynnym artykule „O jedności Rosjan i Ukraińców”. Nowa strategia jest więc jedynie kolejnym tekstem, wyrażającym prawdziwy cel Moskwy, jakim jest zniszczenie państwa ukraińskiego.

Komentatorzy podkreślają ponadto, że w dokumencie po raz pierwszy Rosja definiowana jest jako „samodzielna cywilizacja-państwo”. Nowością jest taki zapis w państwowej strategii, ale nie sama koncepcja. O tym, że Rosja powinna stanąć na czele odrębnego, słowiańskiego typu historyczno-kulturowego (czyli cywilizacji) pisał już Nikołaj Danilewski, ideolog panslawizmu, w II połowie XIX w. A w XX w. tę myśl, w zmienionej formie, podjęli teoretycy eurazjatyzmu, z tą jedynie różnicą, że zamiast słowiańskiej, akcentowali eurazjatycką właśnie tożsamość Rosji.

Nowa strategia nie może więc zaskakiwać ani szokować kogoś, kto wnikliwie obserwuje działania Moskwy. Rosja wciąż będzie wielonarodowym imperium, które pozwala na ograniczoną odrębność niesłowiańskim republikom (ze strachu przed ich buntem), za to Ukraińców bezwzględnie rusyfikuje. ©℗

Maciej Pieczyński

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj