Sobota, 16 maja 2026 r. 
REKLAMA

Noc, w której Szczecin nie zasypia

Data publikacji: 2026-05-16 09:14
Ostatnia aktualizacja: 2026-05-16 09:14

Są takie wieczory, kiedy miasto przypomina sobie, że ma duszę. Nie tę urzędową, zapisaną w strategiach rozwoju i folderach promocyjnych, ale prawdziwą – ukrytą w murach starych kamienic, w zapachu archiwów, w skrzypieniu muzealnych schodów i w rozmowach ludzi, którzy nagle przestają się spieszyć. Noc Muzeów jest właśnie takim momentem.

Przez większą część roku mijamy te same budynki obojętnie. Zamek Książąt Pomorskich? „Kiedyś się wybiorę”. Muzeum Narodowe? „Może w weekend”. Filharmonia? „Jak będzie coś ciekawego”. A potem przychodzi jeden majowy wieczór i okazuje się, że wszyscy jednak chcieli tam być od dawna. Rodziny z dziećmi, studenci, seniorzy, turyści, ludzie wracający po pracy z tramwaju – nagle całe miasto rusza w stronę kultury. Idą też zakochane pary, aby współdzielić niespotykane dotąd emocje. Bo w Szczecinie jest co oglądać i jest co przeżywać.

I właśnie to jest w Nocy Muzeów najcenniejsze: nie sama liczba wydarzeń, nie darmowe wejściówki i nawet nie wyjątkowe ekspozycje. Najważniejsze jest poczucie wspólnoty. Szczecin, który na co dzień bywa rozproszony, zamknięty w swoich dzielnicach i codziennych obowiązkach, tej jednej nocy zaczyna oddychać razem.

W 2026 roku szczególnie mocno widać, jak bardzo mieszkańcy potrzebują takich wydarzeń. Duże zainteresowanie już teraz budzi otwarcie dla zwiedzających gmachu Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego przy Wałach Chrobrego. To właśnie tam będzie można zobaczyć miejsca na co dzień niedostępne – zachowane w oryginalnym stanie archiwum urzędu czy odrestaurowaną Salę Rycerską. Szczególne emocje zapewne wzbudzi wystawiony rękopis pierwszego polskiego prezydenta Szczecina Piotra Zaremby z meldunkiem o wciągnięciu polskiej flagi na gmach urzędu 30 kwietnia 1945 roku. Dla wielu mieszkańców będzie to nie tylko historyczny eksponat, ale także symbol powojennej tożsamości miasta.

Niecodziennym elementem tegorocznej edycji będzie również zaangażowanie samych władz województwa. Wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski i wicewojewoda Dawid Krystek mają osobiście opowiadać zwiedzającym o historii budynku i związanych z nim ciekawostkach. Możliwość wejścia do gabinetu wojewody czy podziwiania panoramy Szczecina z wieży urzędu ma przypominać, że historia miasta nie kończy się w muzealnych gablotach – nadal żyje w miejscach, które na co dzień mijamy bez większej refleksji. Kolejki przed instytucjami nikogo nie zniechęcały. Wręcz przeciwnie – ludzie cierpliwie czekali, rozmawiali, pytali siebie nawzajem, co jeszcze warto zobaczyć. Ktoś polecał wystawę fotografii, ktoś inny koncert w industrialnej przestrzeni, jeszcze ktoś zachwycał się możliwością wejścia do miejsc na co dzień niedostępnych.

To ciekawe, że kultura najskuteczniej działa właśnie wtedy, gdy przestaje być „obowiązkiem”. Podczas Nocy Muzeów nikt nikogo nie zmusza do zachwytu. Nie ma szkolnych wycieczek, odhaczania programu ani sztucznej powagi. Jest za to autentyczna ciekawość. Dzieci pytające przewodników o stare mapy miasta. Nastolatki robiące zdjęcia detalom architektury, których wcześniej nie zauważały. Dorośli odkrywający, że historia Szczecina wcale nie jest nudnym dodatkiem do codzienności.

Szczecin ma szczególny potencjał do takich wydarzeń. To miasto zbudowane z warstw pamięci – polskich, niemieckich, portowych, powojennych, współczesnych. Wiele miejsc opowiada tu jakąś historię, nawet jeśli na co dzień jej nie słyszymy. Noc Muzeów działa trochę jak wzmacniacz: na kilka godzin wydobywa z miasta głosy, które zwykle giną w hałasie codzienności.

I może właśnie dlatego to wydarzenie cieszy się taką popularnością? W czasach cyfrowych, gdy większość doświadczeń oglądamy przez ekran telefonu, ludzie wciąż chcą prawdziwego kontaktu – z miejscem, z historią, z drugim człowiekiem. Chcą spacerować po mieście nocą bez pośpiechu. Chcą słuchać opowieści przewodników.

Noc Muzeów przypomina też, że kultura nie musi być elitarna. Nie trzeba znać się na sztuce współczesnej ani pamiętać dat z podręcznika historii, żeby przeżyć coś ważnego. Wystarczy ciekawość. Reszta dzieje się sama.

Być może właśnie dlatego po każdej takiej nocy zostaje lekki niedosyt. Człowiek wraca do domu zmęczony, ale jednocześnie ma wrażenie, że zobaczył swoje miasto inaczej niż zwykle. Jakby Szczecin na kilka godzin odsłonił przed mieszkańcami bardziej osobistą, mniej oficjalną twarz.

A potem przychodzi poranek. Miasto żyje wg ustalonego rozkładu: tramwaje jadą od pętli do pętli, ludzie spieszą się do pracy, a drzwi muzeów wracają do codziennego rytmu. Po tej nocy pozostaje jednak świadomość, że kultura wciąż potrafi łączyć ludzi. Ale Noc Muzeów nie jest tylko wydarzeniem kulturalnym. To krótki moment, w którym miasto przypomina sobie i nam wszystkim, kim jest i skąd pochodzimy. ©℗

Krzysztof ŻURAWSKI

Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj