środa, 18 lipca 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Wietrzenie konika w Wiśle

Wietrzenie konika w Wiśle

Wywietleń: 721

Posłowie PO i Nowoczesnej, w liczbie sporej, nie wzięli udziału w głosowaniu nad skierowaniem do komisji projektu „Ratujmy Kobiety”. A trójka z PO nawet głosowała. Przeciw. I projekt przepadł.

Ale nie tylko projekt. Wiele wskazuje na to, że przepadły szanse PO i Nowoczesnej na zdystansowanie PiS w wyborach. Takich czy siakich.

Może by tak zgłosić do Sejmu projekt „Ratujmy Opozycję”? Przed nią samą.

* * *

Współdziałanie grupy posłów, którzy odmówili choćby dyskusji nad projektem, mogłoby wskazywać na ich ponadpartyjną wspólnotę. Jeśli tak, platformę ich współpracy i porozumienia mogłaby tworzyć jedna nazwa, powstała z połączenia dotychczasowych.

PO-Nowoczesna zgrabnie się wszak łączy w słowo ponowoczesna. Znane skądinąd kulturze.

Tyle że ponowoczesność w kulturze to postmodernizm. A „ponowoczesność” owych posłów to wstyd.

* * *

Trwa wojna o ulice, place i aleje, nazywane masowo i pod rygorem prawnym imieniem Lecha Kaczyńskiego. Miasta bronią się, jak mogą. Choć mogą coraz mniej. Bo ustawa o dekomunizacji – bardzo dyskusyjna, także jeśli idzie o szczegóły i konkretne rozwiązania, a przypominająca raczej… komunizację – utrudnia wszelki opór.

Bronią się jednak, podkreślając, że nie chodzi tu o dyskredytowanie pamięci zmarłego tragicznie prezydenta, ale o szacunek dla ich własnej tożsamości. A także o tryb, w którym narzucono im nowe nazwy ulic, lekceważąc wolę mieszkańców i lokalną tradycję.

Najsmutniejsze, że do „dekomunizacji” rozumianej w ten sposób użyto – właśnie tak: użyto – Lecha Kaczyńskiego. W niektórych wypadkach również jego żony Marii Kaczyńskiej.

Wielu z tych, co go znali, przypomina, jak skromnym i szanującym demokratyczne reguły człowiekiem był Prezydent. Narzucać przemocą jego nazwisko to zaprzeczać jemu samemu.

* * *

Nie wiem, czy przyjdą kiedyś czasy, kiedy miasta będą dekomunizować PiS-owskie ustawy o nazwach ulic i zdejmować tabliczki z imieniem Lecha Kaczyńskiego, tak masowo, jak dziś są przybijane.

Ale sądzę, że to, co się stało dotąd, jest dla pamięci Lecha Kaczyńskiego krzywdą. I trudno będzie ją odrobić. Bez względu na przyszłe miana owych ulic.

* * *

Szefowie czterech frakcji Parlamentu Europejskiego chcą odwołania Ryszarda Czarneckiego z funkcji wiceprzewodniczącego PE, w związku z jego wypowiedzią na temat europosłanki Róży Thun. „Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein” – powiedział słynny krasomówca w wywiadzie dla niezalezna.pl.

A potem Czarnecki skomentował sam siebie. Tłumacząc, że postępowanie Róży Thun nie dziwi, „skoro wiadomo, że wcześniej była ambasadorem Unii Europejskiej w Polsce, a więc reprezentowała interesy Unii, a potem ruchem konika szachowego przeskoczyła na funkcję europosła z Polski”.

Nie mam pojęcia, jaki będzie los Czarneckiego jako wiceprzewodniczącego PE, ale chciałbym przypomnieć, że szmalcownicy brali pieniądze od wrogów swej ojczyzny. A któż, jak nie Czarnecki, nie tak znów dawno poseł w biało-czerwonym krawacie, uznawał UE za wroga Polski i u boku swego ówczesnego wodza bulgotał przeciw wejściu Polski do Unii. A dziś kosi euro bez mrugnięcia okiem w coraz bardziej okrągłej od dostatku twarzy.

* * *

Jeśli zaś chodzi o „konika szachowego” i jego ruchy. Przeskakiwanie z partii do partii to zdaje się specjalność Ryszarda Czarneckiego. Kiedyś członka ZChN, który pewnie w ramach samoobrony przeskoczył potem z Samoobrony do PiS.

Czy to są ruchy konika szachowego? No nie wiem. Zważywszy na wdzięk tych ruchów trzeba by go raczej nazwać perszeronem. Albo koniem pociągowym. Ze względu na pociąg do polityki. Natomiast gdyby pozostać na szachownicy, to można by go nazwać laufrem. No dobrze (Ryszard Czarnecki ma uraz do wszystkiego, co niemieckie), powiedzmy to po polsku: gońcem.

* * *

Ryszard Petru nie ustaje w twórczych wysiłkach. Właśnie stworzył stowarzyszenie Plan Petru. Nie chciałbym zniechęcać twórcy Nowoczesnej, ale ruchy polityczne z nazwiskiem przywódcy nie kończyły się raczej sukcesem. Że wspomnę Ruch Palikota. I dzisiejszą obecność – a dokładniej: nieobecność – Palikota w polityce.

Z nazwą Plan Petru i ten kłopot, że łatwo w niej coś przekręcić. Wystarczy usunąć jedną literkę i już mamy: Pan Petru. A to trochę tak, jak Piotruś Pan (ewentualnie: Pan Piotruś. Z nieodżałowanego Kabaretu Olgi Lipińskiej).

No a Pan Petru w takiej partii Pań jak Nowoczesna (abstrahując od faktu, że głosowanie w Sejmie nad projektem „Ratujmy Kobiety” właśnie Nowoczesna załatwiła odmownie) to już zgrzyt dodatkowy.

* * *

Jeżeli kogoś nie bawi polityka, zawsze może liczyć na sport. Zwłaszcza tytuły ze sportowych mediów. Wynotowałem sobie ostatnio kilka.

Pierwszy: „Wietrzenie szatni może być niebezpieczne”.

To słowa Stefana Białasa wyniesione do rangi tytułu w „Przeglądzie Sportowym”. Zgadzam się z byłym trenerem Legii. Szczególnie wietrzenie szatni męskiej. Po treningu. Wpuszczenie do niej świeżego powietrza usunie z pomieszczenia cały testosteron.

* * *

Drugi: „Brakujące ogniwo”. To o pewnym piłkarzu, którego zdjęcie „Przegląd Sportowy” zamieścił obok tegoż tytułu. A że piłkarz ów brodaty, więc tytuł rzeczywiście jak się patrzy. Zwłaszcza z perspektywy neandertalczyka i innych przodków homo sapiens.

* * *

Trzeci: „Pierwszy raz Weroniki Nowakowskiej”. To z „Gazety Wyborczej” akurat. Tytuł miał być pewnie z erotycznym oka mrugnięciem. Tyle że z owym „pierwszym razem” Weroniki nie korespondują jakoś słowa tuż po tytule, informujące, że jest już ona „matką bliźniaków”.

* * *

I czwarty, mój ulubiony, z onet.pl: „Wymowne słowa Kuby: Chcę skończyć w Wiśle”. Taką – „wymowną” przecież – deklaracją Kuby Błaszczykowskiego – powinny się zająć różne służby. Ratunkowe. Bo kto wie, może Kuba skoczy.

A że pod tytułem – jak się już kliknie – jest informacja, że Kuba chciałby po prostu zakończyć piłkarską karierę w Wiśle Kraków? Cóż. Nie każdy kliknie. Ale niektórzy powinni się puknąć. W czoło.

ADL

Komentarze

Honorat
Panie Redaktorze, z tą "ponowoczesną" trafił pan w samo sedno. W głębinach internetu znalazłem takie stwierdzenie: "W odróżnieniu od modernizmu postmodernizm nie ma ambicji awangardowych". Nasza "ponowoczesna" nie ma chyba żadnych ambicji. Znawcy mówią, że po postmodernizmie następuje hipermodernizm, nazwa ukuta od skojarzenia z hipermarketami, w których dominuje tzw. popkultura, która raczej nie ma wysokich aspiracji. Wydaje mi się, że nawet ta popkultura jest zagrożona, gdyż planuje się zamykać hiper- i supermarkety w niedziele.
2018-01-18 14:45:51

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu