poniedziałek, 19 listopada 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Weselny toast płynną lawą

Weselny toast płynną lawą

Wywietleń: 246

W Marszu Niepodległości wziąć mieli udział – na zaproszenie prezydenta – „wszyscy Polacy”, bez względu na poglądy i barwy partyjne. Tymczasem wygląda na to, że chodziło o drobne nieporozumienie językowe. Bo wezmą w nim udział nie wszyscy Polacy, ale Wszech Polacy.

***

Poseł Tadeusz Cymański (Solidarna Polska), czołowy gawędziarz i facecjonista rodzimej sceny politycznej, tak się z Polską zsolidaryzował, że odrzucił wszelkie wątpliwości związane z uczynieniem przez Sejm dniem wolnym 12 listopada. I dowodził przed kamerami, że przecież chodzi o sto lat niepodległości. Taka rocznica! ręce rozkładał (bo bardzo jest w gestach wymowny), a jednego dnia wolnego Ojczyźnie żałować?! Gdybym ja miał stulecie małżeństwa, wołał, to bym chciał mieć wolne nie jeden dzień, a sto dni!

Krąży po kraju żart, że szczytem pecha jest mieć Tadeusza Cymańskiego za sąsiada przy weselnym stole.

No to teraz można już sobie wyobrazić tego pecha szczyt szczytów: ekstrapoprawiny, czyli studniowe wesele w jego towarzystwie.

***

Paweł Kukiz, artysta estradowy (chwilowo były) i przewodniczący ugrupowania Kukiz’15, poszedł na całość. Przynajmniej na swoim Twitterze. I sypnął na nim wulgarnymi dowcipami na temat kolegów ze swojego ugrupowania i ław poselskich. Po czym, następnego dnia, wszystkiemu zaprzeczył, twierdząc, że ktoś mu grzebał w koncie.

Nie minęło wiele czasu, a przyznał na tymże Twitterze, iż to jednak on sam – w powyborczych emocjach oraz z okazji piątku – popłynął i wspomniane świństwa wypisywał. Za co przeprasza i solennie obiecuje poprawę.

No cóż, nie wiem, czy skończy się na zdrowaśkach za pokutę, ale byłoby to ryzykowne. Choćby ze względu na fakt, iż zdrowaśki mógłby Kukiz przerobić na popularny toast: Na zdrowie!

Choć dziś pewnie wolałby wznieść inny, jak Gajos – za Kondratem – w filmie „Psy”: Na pohybel! Czarnym i czerwonym! Na pohybel wszystkim!

***

Dziennikarze i politycy z różnych frakcji pożartowali sobie – jak ja powyżej – na ów tweetowy temat, nie zabrakło jednak wyrozumiałych, którzy oświadczyli, że nie ma sprawy, bo przecież każdemu zdarza się od czasu do czasu popłynąć.

Nie wiem, na czym dziś pływa Kukiz i w jakiej skali (procentach) trzeba by mierzyć jego aktualne sztormy, ale sprawa jest jednak zdecydowanie nieśmieszna. Bo abstrahując od faktu, że jest Kukiz członkiem sejmowej komisji do spraw specjalnych (co z niepokojem zauważyła część opozycji), więc jak sobie przypali albo chlapnie, to może potem chlapnąć za dużo, jest jeszcze coś takiego jak zwykła przyzwoitość. Której powinno się wymagać nie tyle od polityków, ile od ludzi życia publicznego w ogóle.

Niestety, nasze życie publiczne staje się coraz bardziej publiczne. I to w jednym dość szczególnym tego przymiotnika znaczeniu, przypisanym do rzeczownika „dom”.

***

Jak to było w tym popularnym kiedyś haśle zachęcającym nas do aktywności obywatelskiej? „Jesteśmy wreszcie we własnym domu!”.

No właśnie: własnym. Tyle że kiedy niektórzy zaczynają traktować ów dom jak ten publiczny, to inni z kolei traktują go tak, jakby był tylko ich własnością.

***

W programie TVP Info mój ulubiony poseł Jacek Żalek (PiS, choć warto pamiętać, że kiedyś PO), perorował niedawno o „naszym narodzie”. Na co posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska (PO, choć warto pamiętać, że kiedyś PiS) zapytała go ironicznie: „Waszym narodzie?”.

Żalek ironii nie zauważył, a przynajmniej udał, że nie widzi i potwierdził z zapałem: „Tak! To NASZ naród!”. Po czym zasugerował śmiało, że Kluzik-Rostkowska to naród inny, bo nie zna konstytucji.

Pozwolę sobie zacytować – lekko oryginał trawestując – Adama Asnyka: „Daremny Żalek, próżny trud – bezsilne złorzeczenia…”.

***

Przypomina się też inny Adam. Mickiewicz: „Nasz naród jak lawa, / Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa; / Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi, / Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi”.

Miał nosa nasz wieszcz z tym stuleciem, które ognia nie wyziębi. Nie wyziębiło! Pozostaje kwestią interpretacji, co dalej ze skorupą.

I kto może na nią plwać.

***

Prezydent Andrzej Duda też korzysta z Twittera. Zachęcony zdaje się do tego mocno przez prezydenta Trumpa, który również sobie ćwierka chętnie.

Ostatnie ćwierknięcie prezydenta Dudy pojawiło się po spotkaniu czworga polityków w Stambule. Putin, Merkel, Erdogan i Macron rozważali tam sprawy Syrii, którą dotknęła wyniszczająca, okrutna wojna domowa. I ustawili się z tej okazji na wspólnym zdjęciu, które nasz prezydent opatrzył podpisem: „Urocze…”.

Ależ dowcipny i jakże polityczny wpis!

Błysk taki, że i Edison nie potrzebowałby wynaleźć żarówki (o ledowych w ogóle tu oczywiście nie mówię), by się nam rozjaśniło we łbach.

***

Eh, smutny i bezsilny ten mój żart powyżej. W czasach gdy mężowie stanu mówią (ćwierkają) bez opamiętania (a żony mężów stanu milczą), można już tylko westchnąć z ulgą, że Twitter wymyślono tak późno (tzn. tak niedawno).

Już sobie wyobrażam ćwierkania Władysława Gomułki czy Nikity Chruszczowa (acz ładnie by to się rymowało: tweety Nikity), że o czasach dawniejszych nie wspomnę, bo włos się jeży (no dobra, może byłyby i odstępstwa na plus; taki np. Juliusz Cezar ćwierknąłby pewnie w sieci: „Veni, Vidi, Vici”).

***

Małgorzata Rozenek-Majdan uczyniła wstrząsające wyznanie, a Onet to zacytował: „Długo o tym myślałam”.

O czym Rozenek-Majdan myślała długo? Ano o tym, czy ściąć włosy.

Słusznie, Samson w porę nie pomyślał i co z tego wynikło? Choć może i niesłusznie. Czasem nadmiar myślenia bywa dla niektórych niebezpieczny.

Królowej celebry polskiej polecam tu więc uwagę Podstoliny z „Zemsty” Fredry: „Bo ja rzadko kiedy myślę, alem za to chyża w dziele”.

ADL

Komentarze

PiSzcząca bida
Piosenkarze powinni pozostać przy śpiewaniu, bo to im lepiej wychodzi. Pamiętam, jak przed wielu laty Kukiz spóźnił się na koncert z okazji Dni Morza, które odbywały się na Wałach Chrobrego. Gdy dotarł, pijackim bełkotem wyjaśniał powód spóźnienia oraz opowiedział "żart" o chłopie, który jadąc motorem pier-lnął w drzewo. Inny hip-hopper niejaki Liroy ostatnio się sKorwninił porzucając Pawełka. A pomyśleć, że kiedyś niektórzy oburzali się na Partię Przyjaciół Piwa. Za to teraz mamy ministra kultury w randze wicepremiera.
2018-11-07 19:43:54

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu