piątek, 19 lipca 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Rekordowy bój na wyspie

Rekordowy bój na wyspie

Wywietleń: 294

Magister prawa, sprawujący urząd ministra, chce podać do sądu profesorów prawa, w tym – jak można się domyślić – wielu spośród swoich nauczycieli, za to, że wydali opinię nie po jego myśli. Do tego kuriozalnego aktu jednak nie dochodzi, bo magistra powstrzymuje prezes partii politycznej. Co stanowi kolejne kuriozum. Zwłaszcza że magister minister do tejże partii nie należy, za to jest od niej zależny.

Na koniec pojawia się kuriozum trzecie: przedstawiciele owej partii uznają to wszystko za dowód praworządności i sprawnego działania państwa.

Efekt? To co powinno być uznane za wstyd i blamaż ekipy rządzącej, przyczynia się do wzmocnienia autorytetu władzy.

* * *

Pominąłem tu znane powszechnie nazwiska, by nie wpadać w tak typowe narracje personalne, a uwidocznić zjawisko w stanie czystym.

Układa się ono przecież w klasyczną przypowieść, bajkę w stylu starochińskim albo greckim (Ezop!). A więc: urzędnik magister mógłby być tu na przykład Hieną, profesorowie – stadem Owiec (że nie powiem: Baranów), a prezes partii rządzącej Lwem.

Hurra! Dożyliśmy bajkowych czasów!

* * *

Polityk pod parasolem władzy może być dziś oskarżony o wszystko, a nic z tego nie wyniknie czy też – mówiąc mniej gramatycznie, ale dosadniej – wyniknie z tego nic (polska składnia języka daje tu szanse ładnej stylizacji języka, że wspomnę: „Nie będzie z tego nic!”, rzucane Baśce przez Pana Michała).

Zarzuty? Dowody? Uśmiech i wzruszenie ramion.

Na niewygodne pytanie nie musi odpowiadać (od tego są konferencje prasowe, tam się właśnie nie odpowiada na takie), na inne, jeszcze trudniejsze, odpowiedzą za niego inni.

Za cały argument też mając uśmiech, ewentualnie słowa: „to nieprawda”. A dlaczego nieprawda? „Bo to kłamstwo”. A dlaczego kłamstwo? „Bo wiem, że nieprawda”. A skąd pan wie? „Bo wiem”. I znów uśmiech.

* * *

„Westerplatte broni się jeszcze…”.

O pole bitwy, od której zaczęła się II wojna światowa, walczy Miasto Gdańsk z polskim rządem (choć może raczej na odwrót).

Gdybyśmy sami tego nie wymyślili, musieliby to za nas uczynić złośliwi obcokrajowcy w ramach tzw. polish jockes.

Czekam niecierpliwie na bój o Psie Pole.

Miasto Wrocław vs. europoseł Karski (hełm, zbroję i miecz już ma, więc na pewno da radę Krzyżakom).

* * *

Intrygująca jest argumentacja PiS w sprawie „rozbioru Polski” w ramach samorządowego projektu wyborczego części opozycji. Otóż Polska rozebrana, podzielona na landy, wydana zostanie na żer potężnym sąsiadom.

Hmm. Załóżmy, że to prawda i że jeden z nich, nasz główny partner gospodarczy w UE, Niemcy, tylko czyha, by rzucić się nam do gardła.

Ale idąc dalej za tą logiką, nie ma się czego bać! Przecież Niemcy podzielone są na landy, samorządne i bardzo niezależne, na dodatek od dziesiątków lat, a więc totalnie rozbite i słabe jak kaszka na mleku!

* * *

Wróciła (na krótko, jak wszystko dziś) sprawa drukarza, który odmówił wykonania usługi działaczom LGBT. Sądy drukarza skazały, ale Trybunał nasz tak Konstytucyjny, że niezawisły nawet od siebie samego, uznał (niejednogłośnie, bo wciąż panoszą się w nim złogi po sędzi Rzeplińskim), że konstytucja nie ma tu nic do gadania, gdyż znajdujący się w niej przepis, w związku z którym drukarza skazano, jest niekonstytucyjny.

Nie drukarza trzeba więc ukarać, rzekł Trybunał, a przepis – z konstytucji go usuwając.

Oczywiście, żeby więcej wolności było.

* * *

Na co odezwały się głosy, iż wpłynie to fatalnie na życie publiczne i wolności obywatelskie, bo wyrok Trybunału i usunięcie przepisu z konstytucji sprawią, że rozhula się dyskryminacja i każdy, kto uzna, że jego usługa jest niezgodna z jego sumieniem i światopoglądem, będzie mógł jej odmówić.

Kelner o poglądach patriotycznych nie będzie musiał np. obsługiwać „kodziarstwa” i gejów, ze sklepu dla prawdziwych Polaków wyproszą Murzyna albo Ukraińca, a niżej podpisanemu, gdy niebacznie uda się do prawicowego salonu fryzjerskiego, nie przystrzygą siwej brody, bo rozpoznają w nim autora „Zapisków”, czyli lewaka, sodomitę i krypto-syjonistę.

* * *

Dobrze, może zbyt sobie schlebiam – pisząc, że mnie gdzieś rozpoznają – ale przecież może się zdarzyć trochę inaczej i na przykład jakiś weterynarz o poglądach skrajnie lewicowych odmówi obsłużenia kota należącego do polityka PiS.

No i co wtedy?

* * *

Wicepremier Jarosław Gowin oznajmił z pogodnym uśmiechem, że na naszej „wyspie wolności” mamy wolność prawdziwą, a więc każdy może sobie poszukać i wybrać takiego drukarza (tu dodam od siebie: a więc i weterynarza), który nie ma sumienia albo ma poglądy zgodne z naszymi, co na jedno wychodzi.

Niestety, nie można sobie wybrać innego wicepremiera. Przynajmniej na razie.

* * *

Poseł Tomasz Rzymkowski (Kukiz’15) też cieszył się z wyroku Trybunału („Fakty po Faktach” TVN 24), dowodząc, że prawo do nieobsługiwania niemiłych nam klientów to nasza przyrodzona wolność. A przymus usługi był domeną PRL, choć rodził sytuacje odmienne i groteskowe, na co przykładem pewna znana komedia. Prowadząca program red. Małgorzata Łaszcz podpowiedziała, że chodzi mu zapewne o „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” Barei – scenę, w której kierownik sklepu (Janusz Gajos) fotografuje przemocą dwóch panów, a na tablicy w sklepie umieszcza ich zdjęcia z podpisem: „Tych klientów już nie obsługujemy”.

Poseł Rzymkowski poprawił ją, mówiąc że chodzi tu o inny film Barei: „Nie lubię poniedziałku”.

A ja posła Rzymkowskiego.

* * *

Pomijając już argumenty, którymi się posłużył, i wyłącznie ze względu na Bareję. Jako że wspomniana scena pochodzi jak najbardziej z „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz” Barei, a „Nie lubię poniedziałku” to zupełnie inny film, na dodatek Tadeusza Chmielewskiego.

* * *

Poseł Zjednoczonej Prawicy Tadeusz Cymański – z typową dla siebie emfazą weselnego biesiadnika – stanął w obronie prawa do rodzicielskiego klapsa i wyznał, że w młodości zdarzyło mu się „skarcić” klapsem (wymierzonym zapewne prawicą) przewijane przez siebie dziecko. Bo się wierciło i wrzeszczało.

Panie Tadeuszu złoty! Czyś Pan ze stołu biesiadnego spadł?! Dziecko w pieluchach to niemowlę! Któż to klapsem uczy moresu niemowlęta?! Na starość się czasem dziecinnieje (czego Panu nie życzę), więc uchowaj Boże, by i Panu kiedyś, przy zmianie pieluch, ktoś klapsa nie wymierzył, żeby Pan nie wierzgał.

ADL

Komentarze

do @ a
" A może by tak w Bieszczady wyjechać ?" Już tworzą partyzantkę, czy UPA się reaktywowała (oficjalnie)?
2019-07-11 15:56:56
a
Aleśmy czasów dożyli Proszę Pana. Nie tego nas uczono w LO V. A może by tak w Bieszczady wyjechać ?
2019-07-11 15:25:38
:)
Ból pupy trwa. I jeszcze długo poboli. PiS ma zapewnione co najmniej dwie następne kadencje.
2019-07-11 15:18:23
Wawrzek
Pan Redaktor ma rację, wpierw należałoby sprawdzić zasadność używania tytułów profesorskich przez wielu "naukowców" być może są tam "nominaci" po "Uczelni" Radomskiej. którą założył i prowadził fachowiec bez średniego wykształcenia a jak sprawa wyszła na jaw zwiał do Izraela a ten nie wydaje nam takich.
2019-07-11 00:12:42
teść pasierba
Panu "redaktoru"coś się za_PO_mniało i pisze; "Wróciła (na krótko, jak wszystko dziś) sprawa drukarza, który odmówił wykonania usługi działaczom LGBT. Sądy drukarza skazały, ale Trybunał nasz tak Konstytucyjny, że niezawisły nawet od siebie samego, uznał (niejednogłośnie, bo wciąż panoszą się w nim złogi po sędzi Rzeplińskim), że konstytucja nie ma tu nic do gadania, gdyż znajdujący się w niej przepis, w związku z którym drukarza skazano, jest niekonstytucyjny." Tenże typ (ADL) nie czyta "chlebodawcy" (własnego), cyt z "chlebodawcy";https://24kurier.pl/aktualnosci/wiadomosci/kontrowersyjne-posiedzenie-frakcji-parlamentarnej-afd-w-szczecinie/ "Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, szczeciński hotel Radisson Blu anulował rezerwację sal konferencyjnych, w których miało się odbyć spotkanie posłów niemieckiej partii Alternative für Deutschland (AfD)." Niech ADL wyjaśni dlaczego "weterynarz (Radisson) o poglądach skrajnie lewicowych odmówił obsłużenia kota należącego do AfD.
2019-07-10 13:00:21

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu