sobota, 22 września 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Powolna siła kieszonkowej prowokacji

Powolna siła kieszonkowej prowokacji

Wywietleń: 651

Nie bez pewnej ulgi przyjąłem odpadnięcie polskiej drużyny futbolowej z bojów o Kreml. Nihil novi zresztą. W 1610 Kreml wprawdzie był nasz, ale i tak przyszło nam stamtąd pryskać ze wstydem (1612).

Moja ulga nie wynika jednak z historycznych analogii – na szczęście zresztą i tym razem nasi władcy nie przyjęli prawosławia – a z przyczyn zupełnie serio. Zalew biało-czerwonych barw, które opanowały nasz handel i jego marketing, był już nie do wytrzymania. Przez owe barwy właśnie.

Bo wycierano nimi sobie piwne gęby, tankowano je filtrując przez koszulki na stacjach paliw, oklejano nimi domy i czipsy, a trener Nawałka zerkał z helikoptera na miasto ustrojone w polskie flagi na okoliczność reklamy pewnego browaru.

Rozumiem, że sport to dziś wielki reklamowy rynek. Globalny, a czasem niestety narodowy. Ale czy akurat takiego piwa – jak na tych mistrzostwach – musimy sobie naważyć, by zobaczyć, że to piwo i kwaśne i gorzkie? I że nie wszystko jest na sprzedaż?

***

„Mamy do czynienia z powolnym odradzaniem się polskiej piłki nożnej, tak jak powolnie odradza się polska myśl państwowa, solidarnościowa. Po zapaści lat 90. i 2000. zobaczyliśmy, że z naszych piłkarzy można zbudować drużynę, i za to należą się gratulacje trenerowi Nawałce i zawodnikom” – rzekł tygodnikowi „Sieci” premier Mateusz Morawiecki.

Jeśli „powolne odradzania się polskiej myśli państwowej” ma wyglądać tak, jak „powolne odradzanie się polskiej piłki nożnej” z perspektywy tego mundialu, to może faktycznie coś było na rzeczy w wypowiedzi pewnego dziennikarza, który na konferencji prasowej, na której Nawałka pożegnał się z reprezentacją, zwrócił się do niego per „panie premierze”.

***

I jeszcze raz premier Morawiecki. Tym razem tłumacząc się z pierwszej wersji ustawy o IPN, ustawy – dodajmy – która na jego życzenie (a raczej na życzenie USA i Izraela) została właśnie zmieniona przez sejm – oświadczył, że ta pierwsza wersja, która oburzyła świat, to była zamierzona „prowokacja”.

W domyśle, że zrobił mniej więcej tak, jak w „Potopie” hetman Czarniecki wysyłając Kmicica przez rzekę na Szwedów. Kmicic zrozumiał fortel i wycofał się wraz ze swoimi Tatarami, pociągając za sobą goniących go Szwedów. „Tegom chciał” – rzekł wówczas Czarniecki i rozbił zaskoczoną kontratakiem jazdę nieprzyjaciela.

Przemyślność premiera większa była jednak niż hetmana i Kmicica, bo wbrew temu, czego doświadczyli oni, on najpierw dał się bić, i to przez blisko pół roku. Ale są i podobieństwa. Kmicic odwołał swoich Tatarów gwizdkiem. Premier też. Choć nie Tatarów. No i w gwizdek dmuchał jednak kto inny.

***

Mówiąc trochę poważniej, filmowa bitwa pod Prostkami zakończyła się prawdziwym zwycięstwem. A zwycięstwo polskiego rządu, które ogłosił premier Morawiecki, było zwycięstwem, które ogłosił premier Morawiecki.

***

To skądinąd kolejny w ostatnim czasie podobny sukces jego ekipy.

Przedtem był taki sobie sukces w Brukseli dotyczący migrantów (na drzewo z nimi). Sukces drugi, polegający na rejteradzie z głównych punktów ustawy o IPN, premier określił więc – dla podkreślenia jego wagi – jako „sukces gigantyczny”.

Już zdaje się cytowałem tu Pyrrusa, króla Epiru, który w roku 279 p.n.e., po bitwie z Rzymianami pod Ausculum, odpowiedział gratulującym mu generałom: „Jeszcze jedno takie zwycięstwo, i jesteśmy zgubieni”.

Może na czas jakiś cytat ten powinien stanowić motto moich „Zapisków, odprysków”?

***

Premier rzekł też przy tej okazji obrazowo, że dla dobrego wizerunku Polski ta zła ustawa o IPN, czyli owa „prowokacja”, zrobiła więcej niż „dziesięć hollywoodzkich filmów” o naszej historii. Oczywiście, gdyby je nakręcono.

No cóż, jeśli nakręcono by je według scenariusza pana Premiera, byłyby to zapewne tragikomedie.

***

To skądinąd ciekawe, że Mateusz Morawiecki, bankowiec, daje się od pewnego czasu poznać jako mistrz propagandy, bijący pod tym względem nawet sekretarza Gierka.

Nie zapomnijmy jednak, że młodszy Morawiecki to także, z racji pierwszego dyplomu, historyk. A historia to ziemia urodzajna dla propagandy.

Mamy skądinąd szczęście! Nie do historii może, ale do historyków u władzy. W odwodzie czeka przecież Grzegorz Schetyna. Też historyk z dyplomem. Że nie wspomnę już o Donaldzie Tusku. Magistrze historii przecież.

***

Marszałek Marek Kuchciński ogłosił potrzebę „wzmocnienia siły miękkiej”. Twardo odpowiadam, że są na taką potrzebę lekarstwa.

Szczególnie à propos brzmi tu reklama pewnego preparatu z hasłami: „Musisz być twardy” i „Mężczyzna nie wymięka”.

***

Zupełnie nie wiedzieć czemu zaroiło się od tych reklam w telewizji przy okazji piłkarskich transmisji z Rosji. A TVP obfitowała w nie zwłaszcza podczas meczów polskiej reprezentacji.

Widać futbolowa indolencja naszych chłopców pomyliła się komuś, a może tylko skojarzyła, z impotencją.

Tej reklamy akurat przy mundialu nie było, ale osobiście bym ją polecił chłopcom Nawałki. Zaczynała się od kwestii: „Jeśli twój facet jest bez formy…”

***

Jan Rokita, były poseł i niedoszły „premier z Krakowa”: „zaciekłość [polskiej] opozycji budzi w Brukseli konsternację”.

I kto to mówi! Autor słynnych słów: „Ratunku! Niemcy mnie biją!”.

Wtedy, oczywiście, żadnej konsternacji nie było.

***

Jeszcze na temat posła Pięty. Zaczął się sezon ogórkowy.

Choć w tym wypadku tego typu skojarzenia mogą się wydać zbyt dosłowne. Ale cóż, jak wyznaje Izabela, poseł Pięta „od początku naciskał na seks”.

Tak. Kiedy się jest posłem, trzeba patrzeć, na co się naciska.

Bo to może być odcisk. Pięta tego nie lubi. Żadna.

***

Przed jednym ze szczecińskich lokali gastronomicznych zauważyłem kuszącą ofertę: „Kieszonki z piersi”.

No, no.

ADL

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu