sobota, 14 grudnia 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Policzek z pazurkami

Policzek z pazurkami

Wywietleń: 385

Nominacje Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza do Trybunału Konstytucyjnego sprawiły, że po raz kolejny pogrążyliśmy się w głębokich analizach problemu „co się za tym kryje?”.

Do głębokich analiz (wrzutka PiS, żeby odwrócić uwagę od…, ustawka z prezydentem Dudą, by mógł ogłosić triumfalnie: „Nie podpiszę!” i zdobyć punkty wyborców, radosne zabawy Prezesa, który lubi drażnić opozycję) dołączyliśmy emocje („wstyd”, „policzek wymierzony demokracji”, „upokarzanie państwa”).

A ja się po prostu cieszę. Naprawdę!

* * *

Nie analizuję i powstrzymuję złe emocje. Cieszę się i wołam: jeszcze! Cieszę się i kibicuję! Krystynie oraz Stanisławowi, żeby uwierzytelnieni podpisem prezydenta zasiedli w Trybunale.

Ponieważ wtedy właśnie skala zjawiska, to zdrowe i potężne Drzewo Prawa i Sprawiedliwości, jakiego są zarazem ziarnem i owocem, ukaże się nam w całej swej postaci. I docenimy wreszcie, oniemiali i porażeni blaskiem, czym być może, gdy sypnie swoimi żołędziami, kokosami i gruszkami.

* * *

Z podobnych powodów jestem fanem Mariana Banasia. Im dłużej Banasia w NIK, tym przyszłość rysuje się piękniej.

Jego niezatapialność i kryształowość dają nadzieję, że mówić się będzie o nim, a i o tych, którzy go namaścili, długo jeszcze. I coraz ciekawiej się zrobi.

Ile tchu wołać więc będę – jak w latach, gdy byłem zagorzałym kibicem Górnika Zabrze – Banaś, Banaś, Banaś!

* * *

Kpię tu sobie trochę, ale to tylko kwestia stylistyki, w istocie bowiem całkiem poważnie stawiam na stare hasło: „Im gorzej, tym lepiej”.

Wiem, bywało ono bronią bezsilnych. A może się też stać bronią obosieczną, bo zrani demokrację śmiertelnie. Nie powinno się zresztą budować nadziei na ruinie państwa (a tymczasem wygląda na to, że ku niej zmierzamy, teraz już naprawdę). Mimo to uważam, że wciąż są jeszcze jakieś granice, po których przekroczeniu ostrzegawczy dzwonek zmienić się może w dzwon na trwogę.

Ale czy będzie tak w tym przypadku? Nie wiem. Może zadzwonię do Banasia i zapytam?

* * *

Całkiem zresztą możliwe, że ekipa Prezesa przejmie również ów dzwon i użyje jako dzwoneczka do sań (w końcu święta tuż). A wtedy zabrzmi nam wesoło jako „dżingel bell, dżingel bell!” i polecimy z górki.

Na pazurki? A może raczej: w pazurki czyjeś? Wpadniemy. Śmiejąc się tak wesoło, że w ogóle tego nie zauważymy.

* * *

Jeszcze o Banasiu, a raczej jego koledze z hoteliku na godziny.

Media opisują go wciąż – ponieważ to akurat, w przeciwieństwie do zasnutej mgiełką twarzy, było widać – jako mężczyznę „ze złotymi sygnetami na dłoni” i „złotym łańcuchem na szyi”. Śledzę te relacje i rzuciło mi się w oczy oraz w uszy, to co najwyraźniej nie rzuciło się innym komentatorom. A może im się też rzuciło, ale woleli się powstrzymać od komentarza. Szkoda. Jako że sprawa ma wymiar symboliczny. W czasach, gdy nabiera wagi i powagi dyskusja o kształcie Kościoła oraz wykorzystywaniu religii w życiu politycznym oraz publicznym.

O czym mówię? O tym, że zawieszony na szyi sutenera i byłego (?) gangstera „złoty łańcuch”, na którym mogło by się utrzymać dziesięć kłódek plus kowadło, zwieńczony był ogromnym złotym krzyżem.

Bolesna to kpina z wiary, gorzka drwina z religijnego symbolu. A nie słyszałem, by ktokolwiek – z kościelnej hierarchii, publicystów katolickich czy po prostu ludzi wierzących – oburzył się z tego powodu, a choćby się zgorszył.

O, gdyby był to krzyż tęczowy!

* * *

Burmistrz warszawskich Włoch, Artur W., wpadł jak oliwka w pizzę. To porównanie jest oczywiście aluzją – wynikającą z nazwy miasta-dzielnicy – do jego mafijnych zbytków i „włoskich” układów z miejscowymi deweloperami, z których jeden wrzucił mu do auta teczkę z gotówką.

À propos pizzy. Jest taka, którą zamęczają reklamy. Zjada ją groteskowy emeryt i nabiera takiego wigoru, że potrząsa za policzek pewnego siebie mafiosa.

Jeśli to skojarzyć z warszawskimi Włochami, rodzi się pytanie, kto na tym obrazku byłby cherlawym emerytem, który jednak potrząsa, a kto mafiosem, którego złapano za twarz?

* * *

Artur W. miał w strukturach stołecznego PO pozycję wysoką, więc użyty został zaraz ochoczo przez media rządowe do dyskredytacji opozycji.

Co oczywiste i zrozumiałe. Budzi też uznanie, że złapano go tak chyżo i na gorącym uczynku. Mniej oczywiste i zupełnie niezrozumiałe natomiast, że tyle innych gorących uczynków w kręgach partii rządzącej znika z pola widzenia choć oczy wytrzeszczamy, by ich z oczu nie stracić.

Srebrne Wieże Prezesa, KNF i prezes Marek Chrzanowski, Misiewicz, dwórki Glapińskiego, majątek premiera, afera GetBack (Amber Gold razy trzy!), miliony w błocie Polskiej Fundacji Narodowej, nagrody, które się „należały” ministrom Beaty Szydło… A mówię tu tylko o aferach finansowych.

Tak, Włochy są nie tylko we Włoszech. I nie tylko w Warszawie. Rzecz w tym, niestety, że owe Włochy otaczają nas zewsząd.

* * *

Były polityk bardzo konserwatywny i niepodległy, Artur Zawisza, potrącił na pasach rowerzystkę (co skończyło się poważnymi obrażeniami), a był pod wpływem i nie miał prawa jazdy. Od lat, bo mu je już raz zabrano (też za jazdę po pijaku). Żeby było ciekawiej: tego samego dnia zatrzymano go znowu.

Ma zostać wszczęte postępowanie, ale obawiam się, że rycerz Artur Z. (drugi już, niestety, Artur w tych zapiskach) postępować będzie dalej po swojemu. Tacy rycerze, jakie czasy. Na Zawiszy nie można więc dziś wprawdzie polegać, ale za to można (oby nie!) od niego polec (na drodze).

* * *

Dyrektor krakowskiego Teatru Bagatela oskarżony został przez dziewięć kobiet z tegoż teatru o notoryczne wieloletnie molestowanie.

Przez dziewięć tylko? Teatr!

Potem poszła wieść, że kobiet jest kilkanaście.

Kilkanaście? Bagatela.

A na koniec zaczęło wyłazić, że to dopiero początek. No, to już Teatr Wielki.

Mówiąc serio, najzabawniejsze z kolei jest to, że dyrektor krakowskiego teatru z największą radością wystawiał u siebie „Seks dla opornych”. No faktycznie.

ADL

Komentarze

@Piotr Wójcicki
Najsztub nie pasuje...? Jako bezwzględny recenzent życia politycznego Polski de facto uprawiający quasi-politykę (quasi bo unika demokratycznej weryfikacji swoich poglądów) - pan Najsztub w swojej antypolskiej nienawiści (tradycyjna antypolskość zwielokrotniona gorliwością neofity który niedawno odzyskał tożsamość narodową?) prowadzący regularne seanse nienawiści (Prawda nas zaboli"), obłudny moralizator który łamie prawo, zasady społeczne i żebra 75 letniej kobiety... A uniewinniony (wolne sądy) Najsztub to przecież sprawa nieodległa... dlaczego Zawisza miałby ponieść inną odpowiedzialność niż Najsztub? Skoro przedstawiciel "najwyższej kasty" uniewinnia jednego celebrytę to czemu nie innego? Z Zawiszy taki sam polityk jak z Najsztuba... obaj powinni siedzieć w wiezieniu - OBAJ! I na tym polega hipokryzja felietonisty ADL - mówimy o standardach, o normach, o równości wobec prawa... uniewinniając Najsztuba sad uniemożliwia ukaranie Zawiszy chyba że sąd zdecyduje się złamać Konstytucje RP (Art 32).
2019-11-15 19:43:10
Piotr Wójcicki
"wspomniany już Najsztub, Cimoszewicz, Gawłowski, Adamowicz, Nitras, Śledzińska Katarasińska, Iwulski, Rzepliński, Święcicki, Dyduch, Arłukowicz - w przeciwieństwie do redaktora ADL nie mam klapek na oczach i dostrzegam bezprawie, degrengoladę i antypolskość obu stron tego dyskursu medialnego..." Najsztub tu akurat jak pięść do nosa pasuje. Nie jest politykiem. Na tej zasadzie moglibyśmy wymieniać każdą znaną osobę złapaną "pod wpływem" (z Durczokiem na czele), a chyba nie o to chodzi. Hipokryzji też tu szczególnej nie widzę - Zawisza to sprawa świeża, więc nie dziwne, że akurat o niej autor pisze, a nie np. o Nitrasie czy Rzeplińskim,
2019-11-13 22:47:55
no to jedziemy z hipokryzją redaktora ADL
wspomniany już Najsztub, Cimoszewicz, Gawłowski, Adamowicz, Nitras, Śledzińska Katarasińska, Iwulski, Rzepliński, Święcicki, Dyduch, Arłukowicz - w przeciwieństwie do redaktora ADL nie mam klapek na oczach i dostrzegam bezprawie, degrengoladę i antypolskość obu stron tego dyskursu medialnego...
2019-11-13 22:06:18
Wawrzek
A Najsztub? kak?.
2019-11-13 20:56:58
gość
Cytat z felietonu powyżej:" Artur Zawisza, potrącił na pasach rowerzystkę (co skończyło się poważnymi obrażeniami), a był pod wpływem i nie miał prawa jazdy.". Trawestując jednego z bohaterów (kultowego) filmu "Vabank", Kramera, trzeba by napisać: no tym razem to pan przeholował, panie ADL. O ile zgadza się że były(na szczęście) poseł potrącił rowerzystkę na przejściu i nie posiadał uprawnień by w ogóle siadać za kółkiem gdyż mu je odebrano(za prowadzenie w stanie nietrzeźwym) to akurat w tym momencie nie był pod wpływem alkoholu, co niewiele daje na obronę, ale jednak. Gdyby był pod wpływem to by wylądował "na dołku" i nie miałby okazji(o zgrozo!) być złapanym ponownie tego samego dnia za jazdę bez uprawnień. Czyli "Artur Z"., jak z lubością pisze pan redaktor, rzeczywiście zachował się jak niedojrzały, mało rozgarnięty, niepoważny osobnik(to najłagodniejsze określenia które mi przychodzą na myśl), ale mimo wszystko do kompletu pod wpływem alkoholu NIE BYŁ, więc niech się pan ADL nie zapędza i nie przemienia swoich życzeń w fakty dokonane. A felieton tradycyjnie jak wszystkie od kilku lat: napisany od sztancy antypisowskiej, czyli nudy panie, nuuuudyyyy. Pozdrawiam.
2019-11-13 17:06:00

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu