sobota, 07 grudnia 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Pokątna sfera uwodzenia

Pokątna sfera uwodzenia

Wywietleń: 2086

List otwarty do Pani Premier - podpisany Obywatele Kultury, Obywatele Nauki - z żądaniem „natychmiastowych działań w kwestii realizacji Paktu dla Kultury i stworzenia prawnych gwarancji misji mediów publicznych" pojawił się w minionym tygodniu, w formie całostronicowego ogłoszenia, w prasie.

Przypomnijmy: cztery lata temu Donald Tusk, jako premier, podpisał wspomniany Pakt, w którym rząd zobowiązał się m.in. do odpolitycznienia TVP. Efekt? Jakby odwrotny. Rada Nadzorcza TVP SA przeprowadziła niedawno niejawny konkurs na prezesa i zarząd TVP, nie dopuszczając do udziału w nim ludzi szeroko rozumianej kultury, kompetentnych, sprawdzonych w działaniu menadżerskim, ale spoza partyjnego systemu rozdań.

Oceniając podpis Tuska z dystansu, można więc chyba rzec, że był to nie tyle Pakiet, ile Kokiet dla Kultury. Tyle że jemu chciało się jeszcze chociaż kokietować.

* * *

Po debacie prezydenckiej emocje opadły, wzmagają się kolejne, w oczekiwaniu na wybory jesienne, a ktoś, kto by chciał usłyszeć jakieś zdanie od rządzących - lub predestynujących do rządzenia w naszym kraju - na temat kultury, wciąż ma wrażenie, że ogłuchł. Bo nic na ten temat nie słyszy. To nie tylko przykre, ale i zastanawiające, że polskim politykom nie chce się nawet udawać, że sprawy te zajmują ich w minimalnym choćby stopniu. Ba, nie chce się im nawet szafować pustymi obietnicami z tej sfery naszego życia. Widać sztaby wyborcze uznały ją za tak błahą, że nie warto na jej temat nawet kłamać.

* * *

Jedynym bodaj elementem w kampanii wyborczej z kulturą związanym była zaczepka prezydenta Komorowskiego wobec kandydującego na urząd - odwołująca się do wiersza Juliana Kornhausera, prywatnie teścia Andrzeja Dudy. Wiersz mówi o pogromie kieleckim z 1946 roku. Andrzej Duda o wierszu nie powiedział nic.

O pogromie kultury polskiej też mowy na razie nie ma. Ale i programie dla niej - nie bardzo.

* * *

Nic dziwnego, że hasło „rewolucja w sferze uwodzenia", choć mogłoby dotyczyć polskiej polityki ostatnich tygodni, jest jedynie hasłem pewnej kampanii reklamowej w sferze bielizny damskiej i dotyczy wyłącznie biustonoszy.

* * *

Swoją drogą wiara, że w „sferze uwodzenia" możliwa jest jeszcze jakakolwiek rewolucja - zważywszy na metody, jakie testuje na nas od tysięcy lat ewolucja - wydaje się cokolwiek naiwna. Rzekłbym nawet, że tą sferą rządzą raczej tradycyjne zasady. Choć, owszem, niektóre z nich mieszczą się w biustonoszu.

* * *

Skłonność do rewolucji w hasłach reklamowych nie jest odkryciem polskim ani tym bardziej nowym, ale rzuca się dziś u nas w oczy jakby bardziej. „Wieczór, który zmieni bieg historii". To nie hasło telewizyjnej batalii prezydenckiej, a gali walk KSW transmitowanej niedawno przez Polsat.

Jedno się zgadza i było tu wspólne dla sportu (hmm...) i polityki: KSW dopuszcza wszelkie (niemal) chwyty, a szczególnie sobie ceni ciosy zadawane leżącemu przeciwnikowi. 

* * *

Opisała „Rzeczpospolita" aktualną sytuację legendarnego, zasłużonego dla polskiej kultury wydawnictwa PIW. Już jakiś czas temu postawionego w stan likwidacji, ale broniącego się przed nią dzielnie. Ostatnio na przykład zaczął PIW przynosić zysk. Choć przecież jako wydawnictwo nienastawione na komercję nie jest do tego predestynowane.

Okazuje się jednak, że niewiele to zmienia w rządowych wobec PIW-u planach. Bo PIW wciąż ma długi, a sprawa przekazania mu kamienicy, w której ma siedzibę, wlecze się i nie rokuje dobrze.

Symbolicznym niejako wyrazem sytuacji zasłużonego wydawnictwa, a raczej zainteresowania nią w tzw. społeczeństwie, jest efekt, jaki osiągnąłem, szukając w sieci nowych informacji pod hasłem PIW. W pierwszej kolejności pojawił się szereg newsów o podobnej treści: „dystrybucja piw..." - i tu następowały nazwy piwnych producentów i gatunków.

Można się spienić, ale w sumie i tak gorzko.

* * *

Choć odrobina goryczki bywa smaczna i służy nie tylko piwu. Zwłaszcza gdy daje się nam do picia samą słodycz. W tym przypadku myślę o szczecińskiej filharmonii. Wyróżnionej ostatnio dużej rangi nagrodą. Tymczasem Zbigniew Wodecki, oceniając nowe sale koncertowe w Polsce, rzekł na łamach „Wyborczej": „Byłem w nowej filharmonii w Białymstoku, bardzo ładnie zrobiona. Szczecin mniej mi się podoba - to fajny pomysł, tylko może w innym entourage’u byłby lepszy. Biała bryła bez okien, a sala moim zdaniem troszkę za ciemna. Wszystko sterylne, automatyczne drzwi, nie ma atmosfery sztuki".

Tytuł wywiadu z Wodeckim, w którym te słowa padły: „Uczę się bawić". Czy rozbawił nimi Szczecin, nie jestem pewien. Ale zgaduję, że nieprędko w nim znów zabawi.

* * *

Mecz Final Four Ligi Mistrzów piłki ręcznej: FC Barcelona - Vive Kielce. Relacja na żywo w Canal Plus. Reporter rozmawia przed meczem z trenerem Barcelony. Trener odpowiada na pytania krótko. Reporter, zakłopotany, przeprasza widzów, że jego rozmówca „odpowiadał na pytania pokątnie".

* * *

Synonimy słowa „pokątnie" - na czarno, na dziko, półjawnie - stosowane na ogół w handlu i biznesie - w tym przypadku brzmią intrygująco. I sugerują, że z coachem Barcelony jest coś nie tak. Choć, o ile dobrze to wydarzenie widziałem na ekranie telewizora, trener nie miał na nosie czarnych okularów, nie zasłaniał twarzy notatkami ani kołnierzem marynarki, nie stał tyłem do kamery, a jego głos nie został - dla bezpieczeństwa - zniekształcony.

Nie mogę więc wykluczyć, że reporter z mikrofonem chciał po prostu rzec, że trener odpowiadał na jego pytania zdawkowo, półsłówkami, wymijająco.

Ale jeśli chciał tak powiedzieć, a nie umiał, to może on pracuje w Canal Plus... pokątnie? Obawiam się jednak, że nie. Że to pełny legal.

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu