czwartek, 13 grudnia 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Pięta delfina w amoku

Pięta delfina w amoku

Wywietleń: 867

Zdecydowano - podobno drogą plebicytu - że na autokarze reprezentacji Polski podczas mistrzostw świata w piłce nożnej widnieć będzie hasło: „Polska dawaj!”. Wypada wierzyć, że drużyna Nawałki zrekompensuje swą grą obecność tego paskudztwa na swoim pojeździe i w naszej świadomości.
Paskudztwa ponieważ: 
1. Słowo „dawaj” to oczywisty rusycyzm. Czyżbyśmy chcieli przy jego pomocy zaskarbić sobie sympatię gospodarzy?
2. Cały zwrot jest użyty niegramatycznie. Powinien w nim przecież pojawić się nie mianownik, ale wołacz. Czyli nie: „Polska dawaj!”, ale „Polsko, dawaj!”. 
3. A jeśli już tak by to brzmieć miało, to dla logiki raczej w odwróconej kolejności: „Dawaj, Polsko!”.
*
Hasło reprezentacji budzi zresztą refleksje mieszane także z innego względu. Przecież zawołanie „Polska dawaj!” zdaje się sugerować, że to Polska ma coś dawać. Ergo: że to nam zabiorą, a nie, że my sobie weźmiemy.
Skądinąd wpisuje się tym ono w dość powszechne przekonanie suwerena, że tak właśnie jest. Bo kiedyś Moskwa, a dziś Bruksela woła do nas: Polsko dawaj! I nie pomoże Szczęsny w bramce, ani Glik (niemieckie Glück - to szczęście) w obronie, gdy rywale, sędzia i FIFA krzykną: dawaj! I zabiorą nam zwycięstwo. Tak samo jak nam wszyscy zawsze zabierali, nieprawdaż?
*
Minister MSWiA Joachim Brudziński wziął udział w spotkaniu na temat polskiej piłki nożnej, podczas którego dyskutowano m.in. o bezpieczeństwie na stadionach. Ale każda okazja jest dobra, by rzec coś o opozycji. Tym razem było więc o tym, że rząd PO mówił „idziemy po was”, organizował akcję „widelec”, ale w praktyce nie zrobił dla tego bezpieczeństwa nic. 
Nie sprzeczałbym się tu przesadnie z Joachimem Brudzińskim, gdyby nie zagadkowe słowa, które towarzyszyły jego wypowiedzi. Otóż rzekł minister, że jego poprzednicy z PO wypowiadali się „z totumfacką emfazą”. Że z emfazą, to jeszcze potrafię zrozumieć, ale że z totumfacką? Hmm. Totumfacki to taki zaufany lizus, zausznik, który płaszczy się przed swoim szefem. Czyżby minister Brudziński sugerował, że Donald Tusk i Bartłomiej Sienkiewicz tylko na pozór grozili kibolom, bo w rzeczywistości podlizywali się stadionowym chuliganom, których uznawali za swoich przełożonych? 
*
Słynny już list ministra Brudzińskiego, ostrzegający „delfinów”, widzących się na miejscu Jarosława Kaczyńskiego, by nie łudzili się zbytnio, iż nastąpi to wkrótce, wywołał liczne komentarze. Niektóre były zaskakujące. Zwłaszcza te, wygłaszane przez polityków PiS. Którzy gremialnie nie brali listu do siebie. Na przykład Adam Bielan wyjaśniał, że ów list to ostrzeżenie, owszem, lecz nie dla delfinów. A dla opozycji, by nie rozsiewała plotek na temat zdrowia Prezesa. 
To trochę tak, jakby przysłowie „Nie śmiej się dziadku z czyjegoś wypadku” interpretować jako przestrogę dla Pogotowia Ratunkowego.
*
Wiele wskazuje na to, że to szczeciński pisarz marynista Jerzy Pachlowski, mógł być natchnieniem szczecińskiego posła Joachima Brudzińskiego. Przynajmniej w kwestii delfinów. To przecież Pachlowski napisał głośną kiedyś książkę „Delfiny idą po wiatr”. 
Warto tu zwrócić uwagę na pewien szczegół. W tytule jest „po wiatr”, a nie „pod wiatr”, jak często tę fazę przekręcano. 
List ministra zdaje się doskonale o tym pamiętać, bo nie chodzi w nim przecież o delfiny, które by zamierzały iść pod wiatr, czyli pod prąd, ale właśnie o te, co chciałyby popłynąć z wiatrem. Tymczasem prognozy ministra są jasne. Już nie to, że wiatr słaby i umiarkowany. Ale że nie ma wiatru w ogóle. Flauta po prostu. 
Przy takiej pogodzie nawet delfiny mogą potonąć. Zwłaszcza te dmuchane.
*
Dziennik „Fakt” znów z rozkoszą żeruje na czyimś romansie. Tym razem żerowisko jest wyjątkowo smakowite. Bo dogrzebano się na nim, że uwiódł, wykorzystał i porzucił - król etyki, wzór cnót chrześcijańskich - poseł Pięta. 
Przyzwyczailiśmy się już, że język Pięty (jakkolwiek by to zabrzmiało) bywa brutalny dla wrogów politycznych i światopoglądowych. Choć zasadza się na obłudzie i hipokryzji. Dlatego nie zamierzam współczuć posłowi, że napisano o nim niezbyt elegancko i okrutnie zraniono w romansowe serce. 
Ale wyznam, że jestem trochę zaskoczony. Pięta romansuje? Okazuje się, że tak. I to przez bliski kontakt. Podobnie jak w sportach walki. W oktagonie MMA i KSW. Z głową przeciwnika. 
*
Wypowiedź Grzegorza Schetyny, przewodniczącego PO: „Kształt unijnego budżetu to kara i ostrzeżenie [ze strony Brukseli] za politykę rządu” portal w.Polityce opatrzył tytułem: „Schetyna w amoku”.
No cóż, brzmi apetycznie. Prawie jak indyk w maladze albo ozorki w galarecie. 
Im bliżej wyborów, tym bogatsze i smakowitsze menu.
*
Dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka był w ostatnio w centrum zainteresowania mediów. Głównie z powodu protestu odbywającego się na sejmowych korytarzach. Trudno się dziwić, że zobligowany do takich a nie innych działań przez marszałka tłumaczył się mediom mało wiarygodnie i popełniał różne błędy. 
Przy okazji wydało się, że i w nazwisku ma dwa. Bo słowo gżegżółka (inna forma: kukułka) pisze się przez ż (i to dwa razy), a nie przez rz (i to dwa razy). Kto pamięta jeszcze słynnego Gżegżółkę z „Teatrzyku Zielona Gęś” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, ten również może się zaniepokoić. Zwłaszcza, że Wikipedia w haśle „Teatrzyk Zielona Gęś” charakteryzuje go - za Poetą - jako „szczerego młodzieńca uwydatniającego wady społeczeństwa”. 
I chyba jest w tym coś na rzeczy.

ADL

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu