wtorek, 25 września 2018.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Ozorki rosnące do obłędu

Ozorki rosnące do obłędu

Wywietleń: 493

Ciekawa sprawa. Im bardziej Jarosława Kaczyńskiego nie ma, tym bardziej mu rośnie. Pisząc „nie ma”, mam oczywiście na myśli jego nieobecność na widoku – nie w polityce – a pisząc, że mu „rośnie”, myślę rzecz jasna o wzroście zaufania, jakim darzy go suweren. Choć powinienem raczej napisać, że mu maleje. Bo chodzi tu o zmniejszający się procent nieufności do Prezesa. Który ostatnio tak bardzo się zmniejszył (procent, nie Prezes), że w niemiłej politykom rywalizacji, któremu z nich ufamy najmniej, Kaczyńskiego wyprzedził Grzegorz Schetyna.

Abstrahując od tego, co i dlaczego rośnie i maleje Schetynie, można sobie postawić pytanie – czyżby Jarosław Kaczyński odkrył nowy sposób na pozyskiwanie elektoratu? Nie pokazywać się publicznie!

Jeśli tak, ideałem polityka byłby dla nas taki, którego znamy tylko ze zdjęcia, a najlepiej taki, którego w ogóle nie ma. A rządzi!

***

Choćby pisząc listy. A Jarosław Kaczyński właśnie list napisał, acz znalazły się tam słowa zaskakujące: „Te protesty pokazały, że władza nie może sobie pozwolić na wszystko”. Takim linkiem zachęcał do lektury całości Onet.pl.

Szok! Czyżby kolejna – choć trochę poniewczasie – reakcja na vox populi?

Niestety, po wejściu na stronę mogliśmy się przekonać, że słowa te nie odnoszą się do ostatnich protestów w sprawie sądów czy kobiet. A do historii. Bo jest to list na temat radomskiego Czerwca’76. Cytowane zdanie brzmi zaś w oryginale nieco inaczej. Że władza, owszem, „nie może sobie pozwolić na wszystko”, tyle że „komunistyczna władza ograniczona uwarunkowaniami zewnętrznymi”.

Nie po raz pierwszy wredne foki ogryzły nam w sieci tłustego łososia.

***

Dla wyjaśnienia. Chodzi mi o sieć internetu. A pisząc o łososiu, nie mam na myśli Prezesa, ale jego słowa. Kto (lub co) jest w powyższej metaforze foką? Pominę to milczeniem. Foki i bez tego mają ostatnio pod górę. A jak sobie radzi foka pod górę, zwłaszcza lodową, nie muszę chyba tłumaczyć.

***

Mimo to, jest w cytowanym zdaniu Prezesa myśl trafna i uniwersalna, która niebezpiecznie się tam jakoś zaplątała. Bo czy tylko komunistyczna władza nie może sobie pozwolić na wszystko? Zwłaszcza gdy jest ograniczona uwarunkowaniami zewnętrznymi.

Czyżby Jarosław Kaczyński przemycił w tym liście – podświadomie – jakieś własne obawy?

***

Patryk Jaki bywa niezwykle dowcipny. Porażkę Niemców z Meksykiem podsumował memem, na którym Donald Tusk i Grzegorz Schetyna płaczą. Podpis: „Nasi przegrali”. Finezyjność tego dowcipu osłabił niestety fakt, że było to zdjęcie z pogrzebu Stanisława Karpiniuka, jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej.

Kiedy mu to z oburzeniem wytknięto, wyjaśnił, że nie on zamieścił w sieci ów mem, poza tym dziwi się, że ktoś się burzy, bo przecież on, Patryk Jaki, mimo że to nie on, przeprosił.

Rzeczywiście, jak można się tak czepiać człowieka! Wprawdzie puścił publicznie bąka i wesoło zachichotał, ale w końcu powiedział sorry.

No tak, lecz aromat pozostał.

***

Dla równowagi. Radosław Sikorski, komentując plany nazwania Szkoły Orląt w Dęblinie imieniem Lecha Kaczyńskiego, zaćwierkał na Tweeterze: „Zmieścisz się, śmiało”. Przywołując słowa zarejestrowane w kokpicie Tu-164 – i przypisywane gen. Błasikowi – tuż przed katastrofą pod Smoleńskiem.

Żart uznano w sieci za „kontrowersyjny”, była też mowa o „skandalu”.

Sikorski nie po raz pierwszy powinien się ugryźć w język. A może lepiej odgryźć go sobie po prostu. I schować na lepsze czasy. Jako zakąskę. Polskie ozorki powinny przecież w przyszłości zastąpić ośmiorniczki.

***

Zanim jeszcze nasi piłkarze dostali łupnia w Rosji, naród podzielił się na patriotów i zdrajców. Czyli dokładnie tak, jak dzieli się na co dzień.

Tyle że z okazji mundialu patriotami byli ci, którzy kibicowali naszym, malowali twarz na biało-czerwono i wierzyli, że wyjdziemy z grupy, a potem to ho, ho! A zdrajcami ci, którzy mówili, że to wszystko niezbyt miły narodowy amok.

Emblematami sporu stali się: znana aktorka (aktualna) – Krystyna Janda i znany piłkarz (były) – Jan Tomaszewski.

Takie czasy, że zdanie ma ten, kto ma je w mediach.

***

Czy to możliwe, by przed wojną o patriotyzmie – z okazji futbolu – dyskutowaliby publicznie Juliusz Osterwa i Ernest Wilimowski? Nawet pomyśleć się nie da. Nie dlatego że nie było jeszcze telewizji. I nawet nie dlatego że Wilimowski był w zasadzie Niemcem, a wielki Osterwa nazywał się naprawdę Maluszek.

Albo i później, czy to możliwe, by mówili sobie, kto Polski nienawidzi, a kto ją kocha, Gustaw Holoubek i Kazimierz Deyna? No, nie. Choć telewizja już była. A i dlatego nie, że Holoubek był… (no dobrze, każdy prawdziwy Polak wie, kim był Holoubek), ani też dlatego że Deyna to Kaszuba (jak Tusk).

***

Przejdę jednak do konkretów.

Krystyna Janda powiedziała: „Mam absolutną świadomość, jaką piłka nożna ma siłę i jak wpływa na narody i społeczności. Jednak polscy kibice przy byle sukcesie dostają zupełnie irracjonalnego obłędu i manii wielkości, ja tego nie mogę słuchać. Zwycięstwo jest dla mądrych, gdybyśmy zwyciężyli, to nie dałoby się już wytrzymać w tej euforii zwycięstwa”.

Jan Tomaszewski zagrzmiał w odpowiedzi: „Pani Janda, mówiąc te słowa, określiła swoją nienawiść do Polski, bo jak to inaczej nazwać? Jeśli ktoś źle życzy drużynie narodowej, to nie wiem, o co chodzi. Przecież nasi piłkarze reprezentują Polskę, czyli mnie, a nawet panią Jandę”.

Panie Janku! Pani Janda nie „określiła” swoimi słowami „nienawiści do Polski”, a wyraziła nimi po prostu swój niepokój wynikły z przerostu formy (narodowej) nad treścią (futbolową). Jak się zresztą okazało, zupełnie zresztą niepotrzebnie się obawiała, że zwyciężymy. Kogokolwiek.

Pan, Panie Janku, ma teraz większy problem. Bo jeśli „nasi piłkarze” reprezentowali Polskę, czyli Pana, to serdecznie Panu współczuję.

ADL

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu