niedziela, 20 maja 2018.
Strona główna > Alfabet > P jak Polak, czyli dokąd zmierzasz, rodaku?

P jak Polak, czyli dokąd zmierzasz, rodaku?

P jak Polak, czyli dokąd zmierzasz, rodaku?
Data publikacji: 2015-11-07 16:30
Ostatnia aktualizacja: 2015-11-08 12:26
Wywietleń: 2234 33347

Być Polakiem na obczyźnie. Co to znaczy? Niezależnie od tego, ile się o emigracji naczytacie, ilu socjologów, politologów i polityków debatować będzie i prawić, czemu to z walizką z Polski uciekają, nikt prawdy się nie dowie i nie doszuka. Nie pomogą liczby i statystyki, spisane wspomnienia, raporty z londyńskich ulic, a nawet moje własne alfabety. Emigrację zrozumie tylko emigrant.

Ktoś, kto kupił bilet w jedną stronę. Bo uciekał przed nudnym/biednym/miałkim życiem w Polsce. Bo uciekał przed byłą żoną/więzieniem/alimentami. Bo potrzebował pieniędzy na dom/samochód/narkotyki/życie. Bo chciał coś zmienić, sprawdzić siebie, zacząć od nowa, inaczej. Każde nazwisko w paszporcie to inna historia i nie sposób opowiedzieć ich wszystkich. Ale na przekór antyemigrantom, na czele z szanownym profesorem Mikołejko, który wiele miesięcy temu w felietonie w „Wysokich Obcasach Extra” nakazywał nam, emigrantom, siedzieć cicho (wciąż krew mnie zalewa, gdy przypomnę sobie te starcze wydumane dyrdymały) ja o emigrantach ciut opowiem. Bez koloryzacji, tylko prawdę. I co mi pan zrobi, profesorze M.?

Polak - to brzmi dumnie?
23-letnia Polka znaleziona poćwiartowana w walizce wyłowionej z Tamizy. Podejrzani jej chłopak i jego dwóch kolegów. Polacy. Młode małżeństwo na wakacjach w Turcji po libacji wdało się w bójkę z obsługą hotelu, a po zatrzymaniu przez policję kobieta z zemsty obsikała tamtejszy komisariat. Oboje zostali deportowani do Wielkiej Brytanii, gdzie aktualnie mieszkają. Obywatelstwo: polskie. 55-letni brytyjski wykładowca skatowany we własnym domu. Winni: czterech emigrantów z Polski, wszyscy z imponującą przeszłością kryminalną. I tak dalej, i tak dalej. Dzień w dzień brytyjskie gazety „bombardują” Anglików podobnymi historiami, a Polacy ślepo dokładają im „amunicji”. I wystawiają sobie okrutną laurkę. Szkoda, bo miliony osób pracują na dobrą opinię o naszych rodakach. Setki za to – byłych (i pewnie przyszłych) kryminalistów, handlarzy narkotyków, alkoholików i zwykłych prostaków bez pomysłu na siebie - wzbudzają obrzydzenie i przerażanie. I to o nich słyszą Brytyjczycy, i to ich „osiągnięcia” poznają, z niedowierzaniem pytając: kto tych bydlaków wpuścił na Wyspy? Pytają nie tylko oni, ale także ich rodacy na emigracji. Ci, którzy codziennie odprowadzają dzieci do szkoły, idą do pracy, płacą podatki, a w weekendy jeżdżą na wycieczki na pobliskie plaże albo do londyńskich muzeów. Ci, o których Anglicy mówią, że podnoszą z kolan gospodarkę na Wyspach i są gwarancją pracowitości i solidności. Polacy, którzy zaryzykowali i zainwestowali w siebie i własny biznes, giną w cieniu oprychów z kronik kryminalnych. Mimo uczciwej i ciężkiej pracy prawie dwóch milionów Polaków na Wyspach wciąż walczymy ze stereotypem emigranta menela, podtrzymywanym niestety także wśród tych, którzy pozostali w kraju.

Quo vadis, Polaku?
Internetowe fora huczą od podobnych opinii: na emigrację to się wybrała „sama patola” i „robi nam wiochę”, w Wielkiej Brytanii mieszkają wyłącznie niewykształcone „łyse karki” i przestępcy. Jednym słowem, najgorsze ścierwo i nieudacznicy. Bo jak ktoś jest uczciwy, to w Polsce może zrobić porządną karierę. Oj, nieładnie tak na swoich mówić… Przyznaję: tak, są i tacy Polacy, za których – uwierzcie – wstydzimy się my, emigranci z dyplomem, umową o pracę, za to bez policyjnej kartoteki. Udajemy, że nie słyszymy wulgarnej awantury polskiego małżeństwa na ulicy, oburzamy się, kiedy z podsłuchanej rozmowy dwóch młodych rodaczek dowiadujemy się o ich planach zamiany metek, by za przecenione buty zapłacić mniej, bo przecież „nikt się nie kapnie”, dość mamy odpowiedzi na pytania angielskich kolegów o agresywnych Polaków po kolejnym ciekawym artykule w tabloidzie. My: druga strona emigracyjnego medalu. Polacy, którzy wyjechali dla lepszego życia, którzy zbierają pieniądze na dom w Polsce albo na mały pensjonat w górach, bo zawsze marzyli o agroturystyce, ci, którzy myślą o lepszej przyszłości swoich dzieci lub o dzieciach w ogóle, wreszcie ci, którzy chcą żyć i być na swoim, a nie pomieszkiwać kątem u rodziców, bo w wieku 28 lat po dwóch fakultetach i na dwóch etatach „wyciągają” zaledwie 1200 złotych. Wyjazd - nieważne, czy na Wyspy, do Włoch czy Holandii - daje jakąś nadzieję i szansę. Nie jest to jednak szansa, jaką miała na myśli była już prezydentowa. Bo czy szansą jest stanie przy zmywaku? Sprzątanie toalet w podrzędnych hotelach? Skręcanie żarówek? Sadzenie kwiatów? Nie dla kogoś, kto lata siedział w murach uczelni, licząc na to, że z dyplomem podbije świat. Podbija, owszem, kartę pracy w fabryce w Wielkiej Brytanii. Każdy, kogo poznałam na emigracji, ba – ja sama – zaczynał od tej najniższej, najtrudniejszej pracy. Trzeba było schować dumę do kieszeni i zasuwać na nocną zmianę. Niektórzy przez to przeszli i dziś mają dobrą stabilną posadę. Niektórzy poszli na skróty, handlują narkotykami i pracują na czarno. Inni wciąż stoją przy taśmie produkcyjnej, jeszcze inni wahają się przed wieloma decyzjami, zwłaszcza przed najtrudniejszą: może jednak… wrócić?

Szansa czy porażka?
Niemal każdego dnia zadajemy sobie to pytanie: jeśli inni w Polsce żyć mogą, to czemu ja nie? Mijają jednak lata i trudniej się jest spakować, bo dom nie jest już w Polsce, lecz na emigracji. Wśród Polaków z różnych stron, z różnych rodzin, z różną przeszłością w kraju i przyszłością na obczyźnie, z różnym poglądem i planem na życie, z różną wiedzą o świecie i wykształceniem. Wszyscy starają się jakoś żyć razem i obok siebie. Integrują się z Anglikami (Brytyjczycy chętniej wiążą się z Polkami, mniej szczęścia mają nasi panowie), zakładają rodziny, otwierają własne biznesy, szkoły, domy kultury, plotkują po mszy w polskim kościele i wymieniają się przepisami w polskim supermarkecie. Mogą piąć się po szczeblach kariery, mogą pracować za minimalną, ale wystarczającą pensję. Ktoś może powiedzieć, że tworzą nowe państwo na obczyźnie, a raczej iluzję kraju, który opuścili. Czy ich emigracja okazała się wykorzystaniem szansy, czy porażką? Jeśli ja sama nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie, oni zapewne też nie. Jeszcze nie. Z całym przekonaniem stwierdzam jednak, że chlebem i solą (nawet w stroju ludowym) przywitam na Wyspach państwa Komorowskich. Niech skorzystają z własnej rady i pochwycą szansę, jaką daje im emigracja. Toalet i restauracji ci w Anglii pod dostatkiem, polować też można hobbystycznie, a jak słyszałam - byli lokatorzy Pałacu Prezydenckiego mają teraz sporo wolnego czasu. ©℗
Joanna Flis

Fot. Dariusz Gorajski

Komentarze

Nixxx
Pogratulować tylko pewności siebie, bezczelności i stopnia idiotyzmu... I typowej dla Polek, urządzających się na obczyźnie za pośrednictwem wiadomej części ciała, faryzejskości, kryjącej się w zdaniu: "Brytyjczycy chętniej wiążą się z Polkami, mniej szczęścia mają nasi panowie".Zatem, krzyż na drogę!
2015-11-07 22:50:32

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
11
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zwiedzanie z prezydentem
Opóźnienia na szczecińskim dworcu
Otwarcie groty
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy