Poniedziałek to dzień obchodów 50. urodzin szczecińskiego pasztecika. Wprawdzie oficjalnie ten kultowy już produkt obchodzi święto 20 października, ale w tym roku przypadło ono w niedzielę. Promocyjne ceny i inne atrakcje dla klientów zaplanowano więc na dzisiaj.
Oficjalnie pasztecik pojawił się w Szczecinie w 1969 r. Początkowo w lokalu przy al. Wojska Polskiego naprzeciwko kina „Kosmos”, gdzie przechodzący chodnikiem przez witrynę mogli obserwować, jak z poradzieckiej maszyny wyskakują kolejne partie pachnących przekąsek. Potem pojawił się lokal przy ul. Wielkiej, a w połowie lat 70. ub.w. w al. Wojska Polskiego 46, gdzie do dziś pracuje najstarsza i oryginalna maszyna. Przez lata obrósł legendą, na której pojawiły się rysy.
– Pasztecik nie może funkcjonować od 1969 r., ponieważ pojawił się wcześniej – zapewnia Ewa Ignaczak, córka ówczesnego zastępcy dyrektora ds. gastronomii w Wojewódzkim Zjednoczeniu Przedsiębiorstw Handlowych. – Maszynę mogło kupić każde województwo, ale zakontraktował ją tylko mój tata, Władysław Ostrowski. Była rzeczywiście radziecka, ale na pewno nie z poligonu, jak się to od lat przedstawia.
Pani Ewa neguje też, że sukces pasztecika można przypisać „Społem”. Z jej relacji wynika, że dzisiejszy produkt regionalny mógł być wprowadzony wyłącznie dzięki zjednoczeniu, w którym pracował jej tata, bo „Społem” w tym czasie nie zajmowało się gastronomią. Spółdzielnia posiadała zaledwie jedną restaurację w Szczecinie, zajmowała się też żywieniem zbiorowym w zakładach pracy.
Do przedstawianej historii zastrzeżenia zgłasza też Jacek Chaustow. Jego ojciec był pierwszym ajentem dzisiejszego lokalu „Pasztecik” w al. Wojska Polskiego 46.
– Tata włożył całe swoje serce w ten lokal – zapewnia pan Jacek. – Wcześniej było to mieszkanie, potem zakład fotograficzny. Tata zainwestował własne pieniądze, osobiście układał mozaikę, którą można podziwiać do dziś, a lokal prowadził do swojej śmierci w roku 1980. Potem zakład przejęła siostra.
Nie na długo jednak. Po kilku latach na prośbę „Społem” przejęła go Bogumiła Polańska, która pasztecikiem zajmowała się od pierwszych dni. To dzięki niej możemy się nim od 50 lat cieszyć.
– Ja nie neguję, że pan Chaustow uruchomił lokal, w którym do dziś prowadzę działalność – przyznaje. – Ale z pasztecikiem, jako produktem, jestem związana od pierwszych jego dni, kiedy moi szefowie wpadli na ten pomysł.
Do tematu wrócimy. ©
Tomasz Tokarzewski
Fot. Anna Gniazdowska