Wtorek, 14 kwietnia 2026 r. 
REKLAMA

Sąd wyda wyrok ws o zaszczepienie 40 dzieci nieznaną substancją

Data publikacji: 14 kwietnia 2026 r. 14:44
Ostatnia aktualizacja: 14 kwietnia 2026 r. 14:44
Sąd wyda wyrok ws o zaszczepienie 40 dzieci nieznaną substancją
Fot. zdjęcie poglądowe/archiwum  

We wtorek po godz. 14 Sąd Rejonowy w Szczecinku wyda wyrok na pielęgniarkę oskarżoną o zaszczepienie 40 dzieci nieustaloną substancją. Ewa B., wezwana ponownie przez sąd, odmówiła odpowiedzi na pytania. Sąd zamknął proces. Strony podtrzymały wygłoszone 12 stycznia br. mowy końcowe.

REKLAMA

Sędzia Katarzyna Brambor-Kwiatkowska wezwała ponownie oskarżoną 64-letnią Ewę B., by zadać jej dodatkowe pytania i wysłuchać wyjaśnień, ponieważ na rozprawie 5 marca uprzedziła strony, że nie wyklucza zmiany kwalifikacji zarzucanych pielęgniarce czynów.

Zastrzegła możliwość wymierzenia surowszej kary wobec Ewy B. wynikającej już nie tylko z art.160 par.1 kk, czyli narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 40 dzieci, szczepiąc je nieustaloną substancją, ale także z par. 2 tego przepisu karnego. Mowa jest w nim o obowiązku opieki nad osobą narażoną na niebiezpieczeństwo. Niedopełnienie tego obowiązku podlega karze od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Ewa B. we wtorek pojawiła się w sądzie. – Odmawiam składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania sądu – powiedziała na rozprawie.

W takich okolicznościach sędzia Brambor-Kwiatkowska uznała dowody za zebrane i zakończyła proces. Wcześniej do akt sprawy włączyła, na wniosek obrony oskarżonej, kartę badania dotyczącą aktualnego stanu zdrowia Ewy B.

Oskarżyciel publiczny podtrzymał wygłoszoną w styczniu mowę końcową, w której wniósł o uznanie oskarżonej za winną zarzucanych jej czynów i przyjęcie, że stanowią one ciąg przestępstw. Prokurator zażądała kary trzech lat pozbawienia wolności, grzywny 50 stawek dziennych po 20 zł każda oraz orzeczenia wobec oskarżonej zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat, oraz obowiązku naprawienia szkody poprzez zapłatę rodzicom kwoty, która została od nich pobrana.

Pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego, radca prawny Łukasz Sękulski zażądał zmiany kwalifikacji czynów zarzucanych Ewie B., na surowszy paragraf. Wniósł także o zadośćuczynienie na rzecz pokrzywdzonej dziewczynki z rodziny, którą reprezentuje.

We wtorek w uzupełnieniu wniosków Sękulski zwrócił uwagę na dowody wskazujące na to, że producent nie sprzedał wskazanych serii szczepionek, recepty na nie zostały zrealizowane. W jego ocenie podanie preparatu o nieustalonym składzie wyczerpało znamiona bezpośredniego narażenia na utratę zdrowia i życia pokrzywdzonych dzieci.

- Oskarżona była położną, uprawnioną do wykonywania szczepień, była gwarantem bezpieczeństwa dla tych niemowląt. Rodzice nie wiedzą, co podano im dzieciom, do końca życia się tego nie dowiedzą. Jedno przeszło ciężkie zakażenie pneumokokowe. Oskarżona podważyła zaufanie do zawodu pielęgniarki – mówił pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego na sali sądowej.

Obrona Ewy B. podtrzymała wcześniejsze wnioski z mowy końcowej. Chce uniewinnienia oskarżonej od zarzucanych jej czynów, a przynajmniej od tych dotyczących narażenia dzieci na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia. - Dowody nie wskazują na sprawstwo i winę oskarżonej – mówiła pełnomocniczka oskarżonej aplikantka adwokacka Kinga Suchora.

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie oskarżyła Ewę B. o narażenie 40 dzieci, w większości niemowląt, na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utraty życia poprzez zaszczepienie ich nieustalonym preparatem. Kobieta, według ustaleń śledztwa, pobrała od rodziców dzieci pieniądze za nierefundowaną szczepionkę skojarzoną, ale jej im nie podała. Tym samym wprowadziła rodziców w błąd i doprowadziła do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu uzyskania korzyści majątkowej. Wyłudziła od rodziców dzieci łącznie nie mniej niż 16 tys. zł.

Proceder miał trwać w latach 2016-2019, gdy oskarżona była pielęgniarką do spraw szczepień ochronnych w jednej ze szczecineckich przychodni.

Ewa B. na pierwszym terminie rozprawy nie przyznała się do zarzucanych jej czynów. - Nigdy mi się nie zdarzyło zaszczepić dziecka niewłaściwą substancją czy niezgodnie z kalendarzem szczepień. Szczepienia ochronne wykonywałam od prawie 30 lat – mówiła 22 kwietnia ub.r. w sądzie.

Przyznała jedynie, że przez rutynę mogła pomylić się we wpisie serii i daty podawanej szczepionki, z presji czasu w ogóle ich nie wpisać w dokumentację medyczną dziecka, ale to „nie rzutowało na wykonaną pracę”. We wtorek w sądzie powiedziała, że „nie ma nic do dodania”.

Sprawa wyszła na jaw w 2019 r. Jedna z matek zorientowała się, że koszt szczepienia u pielęgniarki jest niższy niż cena tego preparatu w aptece. Zwróciła się bezpośrednio do producenta szczepionki, by potwierdził istnienie konkretnej serii i numeru preparatu, który miało przyjąć jej dziecko. Ten poinformował, że on takiej szczepionki nie wyprodukował.

Inny rodzic podczas wizyty lekarskiej dowiedział się, że ma źle prowadzoną książeczkę zdrowia dziecka, bo jest w niej np. data szczepienia, a nie ma serii i numeru podanej szczepionki. (PAP)

Logo PAP Copyright

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA