Znamy więcej szczegółów dotyczących śledztwa, jakie prowadzi szczecińska prokuratura w sprawie rzecznik praw dziecka, Moniki Horny-Cieślak. Śledczy sprawdzają, czy urzędniczka nie przekroczyła uprawnień.
Jak informuje Prokuratura Okręgowa w Szczecinie, śledztwo prowadzone jest w sprawie "mającego miejsce w sierpniu 2026 r. w Warszawie, w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego - Rzecznika Praw Dziecka poprzez fałszywe oskarżenie ustalonych rodziców kilkuletnich dzieci przed organem powołanym do ścigania w sprawach o przestępstwa o niewłaściwe sprawowanie opieki wskazujące na popełnienie przestępstwa znęcania się nad dziećmi".
Prokuratura przyjrzy się także wywieraniu nacisków na policję, sąd, opiekę społeczną. Nacisków, w wyniku których wobec rodziców zastosowano takie środki zapobiegawcze jak zakaz zbliżania się do dzieci, a ponadto "odizolowano dzieci od swoich rodziców i umieszczono w placówce opiekuńczo- wychowawczej, czym działano na szkodę interesu publicznego oraz interesu prywatnego wyżej wymienionej rodziny".
Temat nagłośnił portal Zero. Monika Horna-Cieślak podczas spaceru zobaczyła, jak kobieta szarpie i krzyczy na dziecko, które wcześniej wbiegło na ulicę. Wezwała policję. Dzieci odebrano rodzicom, trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Ale sąd nakazał ich powrót. Ocenił, że to, co zrobiła RPD, miało "znamiona przemocy instytucjonalnej", a "machina państwowa i urzędowa została uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".
Monika Horna-Cieślak odpowiadała na łamach mediów, że troszczyła się o bezpieczeństwo dzieci, wskazała też, że rodzina z Białołęki była objęta procedurą Niebieskiej Karty. ©℗
(as)