20 października Lwowska Rada Obwodowa uznała rok 2027 rokiem Romana Szuchewycza i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Szczeciński ekspert: – Tę decyzję należy uznać za ogromny skandal. Jeśli Ukraińcy chcą mieć w Polsce wroga – proszę bardzo.
Polityka historyczna Ukrainy od dawna stanowi powód napięć między Ukraińcami a Polakami. Rząd Ukrainy, która od 2022 roku jest w stanie wojny z Rosją, nie chce oficjalnie odciąć się od zbrodni i ludobójstwa popełnianych na Polakach na Wołyniu. Czarę goryczy przelała informacja o tym, że podczas nadzwyczajnej sesji, radni obwodu lwowskiego zdecydowali o ustanowieniu roku 2027 rokiem Romana Szuchewycza, głównego dowódcy Ukraińskiej Powstańczej Armii, Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), organizacji odpowiedzialnej za masowe zbrodnie na polskiej ludności cywilnej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, oraz Ołeha Olżycza, poety i działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, związanego z frakcją melnykowską.
Na reakcję polskiej opinii publicznej nie trzeba było długo czekać. Zareagowali też Władysław Kosiniak-Kamysz, Ambasada RP w Kijowie oraz Radosław Sikorski. Minister spraw zagranicznych podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w RP radnego Lwowskiej Rady Obwodowej Swiatosława Szeremety, rekonstruktora Galizien Waffen-SS, autora pomysłu ustanowienia roku 2027 rokiem wspomnianych postaci i UPA.
Sprawę skomentował również Instytut Pamięci Narodowej.
– Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej wpisuje się w długotrwały proces budowy oficjalnego kultu Szuchewycza i innych zwolenników ukraińskiego radykalnego nacjonalizmu. Upamiętnienie tego zbrodniarza należy uznać za cios wymierzony w pamięć o ofiarach dokonanego na jego rozkaz ludobójstwa – czytamy we wpisie IPN.
IPN przypomniał, że Szuchewycz był działaczem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, zaangażowanym w działalność terrorystyczną. W 1943 r. Szuchewycz stanął na czele UPA. Był odpowiedzialny za kontynuowanie zbrodni na polskiej ludności Wołynia oraz rozszerzenie antypolskiej akcji na Małopolskę Wschodnią na przełomie 1943 i 1944 r. Na samym Wołyniu ukraińscy nacjonaliści zamordowali około 60 tys. Polaków. Liczba ta nie obejmuje ofiar w Małopolsce Wschodniej.
– Z polskiej perspektywy, ale też z punktu widzenia prawdy historycznej, tę decyzję należy uznać za ogromny skandal. Tak też ją oceniam. Ale też nie jestem zdziwiony. Po pierwsze, Lwów jest nieformalną stolicą kultu OUN i UPA, Bandery i Szuchewycza. To Piemont ukraińskiego nacjonalizmu – zarówno w wymiarze historycznym, jak i w sferze polityki pamięci. To właśnie tutaj z inicjatywy bohaterów obecnej wojny ma powstać nowy (kolejny już!) pomnik Szuchewycza. Odbudowa muzeum tego zbrodniarza, zniszczonego przez Rosjan, jest dla lokalnych władz punktem honoru. Co istotne, największą frakcję w radzie ma Solidarność Europejska – partia Petra Poroszenki, opozycyjna wobec Wołodymyra Zełenskiego. To jednak nie oznacza, że władze w Kijowie nie mają z tym nic wspólnego. Poroszenko jako prezydent był promotorem kultu UPA. Zełenski umiejętnie wszedł w te same buty. Jest pojętnym uczniem swojego śmiertelnego wroga politycznego. Przypomnijmy, że to Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię „Bohaterów UPA”, której to decyzji on i jego współpracownicy następnie bronili niczym Kijowa przed najazdem rosyjskim. W ukraińskim głównym nurcie polityczno-medialnym dominują trzy zasady: po pierwsze, winni zbrodni wołyńskiej są zarówno Ukraińcy, jak i Polacy; po drugie, Ukraina ma prawo do własnych bohaterów, niezależnie od opinii Warszawy; po trzecie, Polska, krytykując kult UPA, staje ramię w ramię z Putinem – uważa dr Maciej Pieczyński, ukrainista, rusycysta i literaturoznawca w Instytucie Literatury i Nowych Mediów na Wydziale Humanistycznym US.
Zdaniem eksperta takie decyzje ze strony ukraińskiej to woda na młyn dla antyukraińskich nastrojów w Polsce.
– Jeśli Ukraińcy chcą mieć w Polsce wroga – proszę bardzo, niech podejmują więcej tego rodzaju decyzji. Mogą oczywiście do znudzenia powtarzać, że mają prawo czcić tych, kogo my uważamy za zbrodniarzy, ale widać wyraźnie, jak bardzo samobójcza jest to retoryka – podkreśla Maciej Pieczyński.
Badacz uważa, że strona polska powinna podejmować konkretne działania w kierunku umiędzynarodawiania zbrodni wołyńskiej.
– Zachód jest czuły na kwestie nacjonalizmu, czystek etnicznych, ludobójstwa itp. Trzeba to wykorzystać. I coraz dobitniej tłumaczyć naszym ukraińskim przyjaciołom, że z Szuchewyczem do UE nie wejdą. Ale nawet to może nie poskutkować. Na Ukrainie już bowiem słychać głosy, że bardziej opłacalny jest „romans bez zobowiązań” – czyli korzystanie z pomocy z Zachodu, bez konieczności spełniania wyśrubowanych norm w żmudnym procesie integracji. Ale naciskać w sprawie Wołynia po prostu trzeba.
Maciej Pieczyński uważa, że decyzja o zakazie wjazdu Swiatosława Szeremety do strefy Schengen to dobry krok. Zakazem tym, twierdzi ekspert, powinni zostać objęci wszyscy radni Lwowskiej Rady Obwodowej, którzy głosowali za uhonorowaniem zbrodniarzy.
Kijów odciął się od decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej i zapewnił, że uchwała nie wejdzie w życie. To jednak nie oznacza zmiany w podejściu Ukrainy do własnej historii, a jedynie próbę zażegnania kryzysu dyplomatycznego.
– Za każdym razem, gdy wybucha jakiś kolejny konflikt na linii Kijów-Warszawa o historię, Ukraińcy reagują na dwa sposoby. Jedni obrażają się na Polskę i tupią nóżką, zapewniając, że wrednym Lachom nie oddadzą ani guzika. Drudzy apelują o złagodzenie tonu. Tak jest i obecnie. Tyle że ta różnica w podejściu niekoniecznie oznacza różnicę w poglądach na historię. Również wśród polityków nawołujących do ustępstw dominuje przekonanie, że na Wołyniu doszło do obustronnej tragedii, a nie jednostronnego ludobójstwa. Ich stanowisko wynika więc często nie z zakwestionowania kultu UPA, lecz z bardziej pragmatycznego podejścia do stosunków z Polską. Ale to i tak sporo. Bo gdyby cała klasa polityczna Ukrainy zrozumiała, że sprawa Wołynia może ich krajowi realnie zaszkodzić, być może ten pragmatyzm ostatecznie zwyciężyłby z kultem UPA – uważa Maciej Pieczyński.
Skontaktowaliśmy się ze Związkiem Ukraińców w Polsce oraz Urzędem Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego. Poprosiliśmy o ustosunkowanie się do sprawy, czekamy na odpowiedź. Do tematu wrócimy. ©℗
Agata JANKOWSKA