19-latek zginął w pożarze, do jakiego doszło we wtorek późnym wieczorem w kamienicy przy ul. Księcia Barnima III Wielkiego w Szczecinie. Mieszkańcy wciąż nie mogą wrócić do swoich domów. Jeszcze w środę rano zabierali rzeczy i przenosili się do rodzin lub znajomych. Przyczyny wybuchu ognia nie są dotąd znane. W sprawie zatrzymano jedną osobę.
O pożarze w budynku na Niebuszewie straż pożarna otrzymała zgłoszenie o godzinie 21.09.
- Najpierw ktoś zadzwonił domofonem, potem rozległo się pukanie do drzwi. Wtedy też moja żona zaczęła wyczuwać woń spalenizny - opowiada nam pan Sylwester, mieszkaniec kamienicy przy ul. Księcia Barnima III Wielkiego. - Otwarłem drzwi do mieszkania. Zobaczyłem dym i młodego mężczyznę, który zbiegał ze schodów. Stwierdziłem, że dym jest zbyt gęsty, aby wraz z żoną i córką wydostać się przez klatkę. Uciekliśmy do pokoju, zamknęliśmy drzwi i otworzyliśmy okno. Krzyknąłem do osób w oficynie, potem pojawili się w mieszkaniu strażacy, którzy dali nam aparaty tlenowe i nas wyprowadzili na zewnątrz.
Pożar wybuchł w mieszkaniu socjalnym na parterze. Mieszkali w nim ojciec z synem.
- Czasami odbywały się tam libacje alkoholowe i podejrzewaliśmy, że to wszystko kiedyś się tak skończy - mówi pan Sylwester.
Widok na klatkę schodową jest zatrważający. Ściany i drzwi pokryte są czarną sadzą, spalone i zwęglone. Osoby postronne nie mogą tam wchodzić, ale to, co można dostrzec z poziomu ulicy, uświadamia, jak duża jest skala zniszczeń i jak niebezpieczna była sytuacja tamtego wieczoru.
To właśnie zadymienie klatki schodowej było powodem, dla którego większość mieszkańców pozostała w swoich mieszkaniach i czekała na straż pożarną.
W akcji, jak podaje kpt. Franciszek Goliński, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie, zadysponowano 4 samochody gaśnicze.
- Akcja ratunkowa była bardzo wymagająca. Strażacy ewakuowali mieszkańców nawet z balkonów ze względu na duże zadymienie. Na klatce schodowej pojawiły się również płomienie. Na razie nie znamy przyczyn pożaru - dodaje.
- Przez zadymienie nie miałem jak uciec, czekałem u siebie na trzecim piętrze. Bałem się o swojego kota, nie mogłem go odnaleźć, ale strażacy jakoś go złapali. Dzisiaj zabieram jego miski, jedzenie, kuwetę, bo to wszystko jest mu potrzebne - opowiada starszy pan, mieszkaniec budynku przy ul. Księcia Barnima.
Agata Jankowska