Poczekalnia dworca w Chociwlu przypomina wnętrze komunistycznego bunkra. Nie ma też toalety. Zamiast niej stoi toi-toi. Urzędnicy i mieszkańcy okolic mówią, że… kiedyś było jeszcze gorzej.
Poczekalnia dworca kolejowego w Chociwlu przez wiele lat była zamknięta. Pasażerowie mogli jedynie korzystać z wiaty postawionej przez kolej, co szczególnie zimą było bardzo uciążliwe. Sześć lat temu, pisaliśmy o tym w „Kurierze”, dzięki staraniom gminy i po długich negocjacjach z PKP, udostępniono pasażerom dworcową poczekalnię.
– Kiedyś, jako dziecko, pierwszy raz jechałam sama pociągiem, właśnie ze stacji w Chociwlu. Pamiętam zdezelowane wnętrze poczekalni i plamy krwi na podłodze. Pewnie po jakiejś bijatyce – mówi pani Magda. – To był 2009 rok.
Od kilku lat, dzięki temu, że miasto Chociwel wynajęło poczekalnię od PKP SA, jest nieco lepiej.
– Zamontowaliśmy nowe drzwi i okna. Chyba jest także monitoring – mówi Edyta Nowicka, sekretarz gminy – postawiliśmy też krzesełka.
Mimo tych prac poczekalnia wciąż nie sprawia dobrego wrażenia. Krzesełka różnej wielkości pochodzą prawdopodobnie z jednej ze szkół. Gołe ściany siermiężnego wnętrza przypominają celę więzienną.
– Kiedyś powiesiliśmy zegar, ale ktoś go ukradł. Próbujemy coś robić, ale generalnie kradną. Nie możemy też dużo zmieniać w poczekalni, bo tylko ją wynajmujemy – mówi sekretarz gminy. – My jako miasto chcieliśmy wydzierżawić cały budynek dworca, ale PKP SA nie zgodziło się, argumentując, że mają jakieś plany względem stacji w Chociwlu.
Kontaktowaliśmy się z działem prasowym PKP SA. Firma wstępnie nie potwierdza planów jakichkolwiek prac na dworcu. Na dokładną i oficjalną odpowiedź musimy jednak poczekać kilka dni – usłyszeliśmy. ©℗
Tekst i fot. Karol CIEPLIŃSKI