Mama zdążyła wsiąść do autobusu, ale drzwi zamknęły się tuż przed tym, jak do pojazdu weszły jej dwie córki w wieku 11 i 6 lat. Dzieci zostały na przystanku Wyszyńskiego w Szczecinie, a autobus odjechał. Do zdarzenia doszło we wtorek rano podczas przesiadki z tramwaju nr 7 do autobusu linii pospiesznej A.
Pisaliśmy o tym w czwartkowym „Kurierze”. Do sprawy, po analizie monitoringu, odniósł się przewoźnik.
Jak mówi Wojciech Jachim, rzecznik prasowy SPA Klonowica (przewoźnika, do którego należy autobus linii pospiesznej), kierująca autobusem nie zauważyła, aby opisywana sytuacja wymagała reakcji. Nie widziała zamieszania i przede wszystkim obserwowała całą scenę.
– Obejrzeliśmy monitoring z tego zdarzenia. Widać, że pani wsiada do autobusu w momencie sygnału albo bardzo krótko przed nim – mówi Wojciech Joachim. – Kobieta kierująca autobusem widziała sytuację. Na przystanku był spory tłok i nie zauważyła, aby zdarzenie wymagało jakiejś reakcji. Nie było widać, aby działo się coś niepokojącego z tymi dziećmi. Na nagraniu widać też, że mama dziewczynek od razu usiadła w pojeździe, nie podeszła do kierowcy.
Przypomnijmy, że kobieta szybko skontaktowała się z córkami telefonicznie. Dziewczynki wsiadły do najbliższego tramwaju i spotkały się z mamą na umówionym przystanku. Sytuacja została opanowana, ale pani Danuta chciała jednocześnie zwrócić uwagę na fakt, że w szczecińskiej komunikacji miejskiej do podobnych sytuacji dochodzi znacznie częściej.©℗
(aj)