„Upadłem, ale nie zostałem zdegradowany”, powiedział z uśmiechem, podtrzymując rękę, którą złamał, przewracając się po zakończeniu audiencji w Watykanie. Upadnie potem nie raz, bo choroby i ciężkie operacje nieustannie osłabiały organizm, ograniczając swobodę ruchu. Ale nie osłabiły ducha. Cierpiący Jan Paweł II do końca realizował swój iście morderczy rozkład zajęć, a na końcu, w ciągu ostatnich dziewięciu dni życia, stał się wręcz ikoną cierpienia, napisał George Weigel, amerykański pisarz i biograf papieża.
Papież z dalekiego kraju
Pontyfikat Jana Pawła II, jeden z najdłuższych w historii papiestwa, trwał prawie 27 lat. Wyliczono, że w tym czasie odwiedził raz albo kilkakrotnie 132 państwa i ok. 900 miejscowości, wygłosił ponad 2400 przemówień. I pozostawił olbrzymią spuściznę, w tym 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji apostolskich, 43 listy apostolskie, adresowane do wybranych środowisk i do całej ludzkości. „Pozostawił po sobie ogromny dorobek duszpasterski, który Kościół i świat analizować będą przez stulecia”, napisał amerykański biograf. Nazywano go „papieżem z dalekiego kraju”, był wyjątkową postacią schyłku XX i początków XXI wieku, od samego początku – w centrum zainteresowania świata, który zaskakiwał, łamiąc ustalone od wieków procedury i odwieczne uprzedzenia, zdumiewał talentem krzewienia tradycji nowoczesnymi metodami, zadziwiał swoją popularnością. Był w swoim czasie jedną z największych medialnych gwiazd. Nawet ci, którzy krytykowali papieża z Polski, nie zgadzali się z jego naukami, musieli docenić jego zaangażowanie w najważniejsze sprawy, którymi żył świat. Międzynarodowe agencje, opiniotwórcze środowiska stawiały go nieustannie w czołówce rankingów najbardziej wpływowych ludzi świata. „Właściwie żadne ważne dla Kościoła lub świata zagadnienie nie pozostało niezauważalne w jego encyklikach, listach apostolskich, czy przemówieniach. Był człowiekiem ważkich idei, wniósł najbardziej oryginalny wkład w myśl katolicką, a chyba także w kulturę światową” – podkreśla G. Weigel w książce „Boży wybór”.
Ostatnia lekcja
Gdy przed świętami wielkanocnymi roku 2005 stan Jana Pawła II bardzo się pogorszył, przed kliniką Gemmelli stanęły kamery telewizji z całego świata i gromadziły się tłumy. Potem wszyscy przenieśli się na plac św. Piotra i zaczęło się wielkie czuwanie pielgrzymów zjeżdżających się ze wszystkich kontynentów, w tym zadziwiająca dla znawców społecznych zachowań, mnogość młodych ludzi. Odchodzenie Ojca Świętego na oczach świata trwało przez cały Wielki Tydzień. Była to jego ostatnia encyklika o cierpieniu i śmierci. I miłosierdziu. Ostatnia lekcja przypominająca światu o godności chorego, jego prawie do troski i szacunku. I ostatnia lekcja za życia – godności cierpienia i umierania. A po godzinie 21.37 2 kwietnia „Rzym zapłakał” – pisały gazety. I świat kochający tego papieża razem z nim. Stało się to w przeddzień niedzieli Bożego Miłosierdzia. „Żaden dzień nie mógł być bardziej odpowiedni do odejścia tego wielkiego papieża, bo to on ustanowił dla Kościoła katolickiego pierwszą niedzielę po Wielkanocy świętem Bożego Miłosierdzia” – przypomina amerykański biograf. Co więcej – dodaje – „według kalendarza świeckiego, była to pierwsza sobota miesiąca, a w katolickiej praktyce religijnej, właśnie te soboty poświęcone są Matce Bożej, której opiece oddał się papież”.
Zagraniczne agencje podawały, że tamtej nocy w wielu krajach opustoszały puby, na ulice miast wychodzili ludzie, nawet niewierzący, a następnego dnia miliony, na których życie wywarł wielki wpływ, układały pośpieszne plany wyjazdu do Rzymu. W niektórych państwach, m.in. w laickiej Francji, narodowe flagi opuszczono do połowy masztu. O Ojcu Świętym mówił i pisał cały świat. „Był mistrzem nowoczesnej komunikacji, który wyniósł papiestwo do takiego politycznego i społecznego znaczenia, jakim nie cieszyło się od średniowiecza” – napisał w nekrologu brytyjski „Daily Telegraph”. Amerykański „The Washington Post” proponował, by papieża z Polski uznać za „najbardziej niezwykłego świadka wizji charakteryzującej się humanitaryzmem, uczciwością i integralnością”. „Newsweek” (ten amerykański) uznał go, za „bezsprzecznie najbardziej wpływowy głos w sprawach moralności i pokoju na świecie od stu lat”.
Setki tysięcy wpisów zalewały internet. Ogrom miłości i szacunku wyrażany w różnych językach. „Ty mi ukazałeś życie! Dziękuję” – napisał pewien muzułmanin. Bardzo wzruszająca była relacja korespondentki tygodnika „The Time”, który kiedyś ustanowił Jana Pawła „Człowiekiem Roku: „Kiedy umiera ci ojciec, czujesz się mniejszy, ponieważ on był silny, on cię podnosił, niósł i uczył, więc gdy odszedł, pokój bez niego stał się zbyt duży. Tak było na placu św. Piotra, gdzie pielgrzymi czuwali z twarzami ledwie dostrzegalnymi w nikłym świetle świec, szepcząc „Nie opuszczaj nas”. Wśród owych wiernych panowało niemal niedowierzanie, że śmierć mimo wszystko przychodzi nawet do tak silnego człowieka – Ojca świętego, który zaniósł ludzi tak daleko, podniósł tak wysoko, nauczył ich tak wiele”.
W kraju papieża czas jakby się zatrzymał w tamtych dniach.
Polska była wtenczas „całym narodem na rekolekcjach”, cytuje George Weigel słowa dominikanina Macieja Zięby. Z kanałów publicznej telewizji poznikały reklamy, w całym kraju odprawiano msze żałobne z udziałem setek tysięcy wiernych. Prawie milion ludzi szło w Krakowie w „białym marszu” zorganizowanym przez studentów. Wieczorem i nocą cały kraj rozświetlały miliony zniczy palących się na placach miast i wsi. Tak było też w Szczecinie. Ludzie gromadzili się przed pomnikiem Jana Pawła II na Jasnych Błoniach już od godzin rannych. W całym mieście wyczuwało się jakiś inny niezwykły nastrój. Wielka powaga, spokój. To było wielkie, niepowtarzalne, wręcz mistyczne zatrzymanie się w czasie, wspomina się i dzisiaj. „Polacy zaczęli mówić lepszym językiem, nagle dostrzegli wokół siebie innych dobrych ludzi i dobre emocje. Ujrzeliśmy naród w stanie świętości” – mówią twórcy filmu film pt. „21.37” opowiadającego o tym, co działo się w naszym kraju po 2 kwietnia 2005 roku. Film można już obejrzeć w kinach.
Największe nabożeństwo religijne w historii
W czasie kilku dni przed pogrzebem na plac św. Piotra przybywały nieprzebrane tłumy. Katolicka rodzina napływająca z całego świata, pisze Weigel, była świadectwem tego, jak Jan Paweł II odmienił spojrzenie Kościoła na papiestwo. Setki tysięcy ludzi czekały, niektórzy nawet dwadzieścia godzin w kolejce przed bazyliką św. Piotra, by przystanąć na dziesięć, czy dwadzieścia sekund przy katafalku.
Transmisję telewizyjną z pogrzebu oglądały miliardy. Było to największe nabożeństwo religijne w historii świata, oceniły światowe agencje. Dla stacji NBC News – „wielkie wydarzenie w dziejach ludzkości na miarę pokolenia”. Na placu św. Piotra byli królowie, szefowie rządów, dygnitarze państwowi, przywódcy różnych religii, wokół placu i na przyległych ulicach prawie milion pielgrzymów, także z Polski.
Kim był dla świata ten papież z dalekiego kraju? Te pytania przewijają się do dzisiaj w wielu publikacjach nie tylko teologicznych, Kim jest dla dzisiejszego pokolenia? „Dlaczego tak bardzo go kochaliśmy? Niewidzialna ręka przewracająca Ewangeliarz na trumnie Jana Pawła II zdawała się mówić nam, że w tej księdze jest odpowiedź, powiedział niedawno włoski kardynał Angelo Comastri.
Kim był i jest dla rzeszy dla ludzi na całym świecie? Wielu podpisałoby się pod słowami niewierzącej, młodej wówczas pisarki. „Był stałym punktem odniesienia, dzięki któremu można było obłęd zidentyfikować jako obłęd”.
Uroczystości w Szczecinie
Jak informuje ks. dr Krzysztof Łuszczek, rzecznik Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, dzisiaj – 2 kwietnia – parafie Szczecina i archidiecezji organizują spotkania i czuwania modlitewne. W nowym kościele pw. MB Różańcowej przy ul. Lwowskiej 1, o godz. 17.45 rozpocznie się spektakl teatralny pt. „Ojcze Święty, dziękuję”, w wykonaniu aktorki Anny Gielarowskiej i przyjaciół.
Wspólne czuwanie i modlitwa z udziałem wiernych rozpocznie się Apelem Jasnogórskim o godz. 21 przy pomniku św. Jana Pawła II na Jasnych Błoniach. ©℗
Tekst i fot. Elżbieta BRUSKA