Gołoledź zdemolowała transport publiczny w Szczecinie, ze szczególnym uwzględnieniem tramwajów. Stanęły w poniedziałek, nie jeździły we wtorek, w środę do dyspozycji mieszkańców była tylko część taboru. Urzędnicy tłumaczą, że warunki atmosferyczne są bezprecedensowe. Opozycja mówi o "chaosie" i "bałaganie informacyjnym".
- Dziś rano wyjechało 28 tramwajów. Na tę chwilę jeździ ich 38 (potem liczba składów stopniowo wzrosła do 45 - AS) - mówił prezes spółki Tramwaje Szczecińskie Krystian Wawrzyniak podczas konferencji prasowej zorganizowanej w środę po południu w zajezdni Pogodno. - Takie oblodzenie sieci trakcyjnej, tak intensywne, nigdy wcześniej nie wystąpiło. Czegoś takiego nie pamiętają pracownicy, którzy pracują od czterdziestu lat. Wcześniej z oblodzeniem radziliśmy sobie tramwajami "N", które mają bardzo specyficzny pantograf. One niwelowały zagrożenie. Nie mieliśmy takiej sytuacji, żeby w trakcie funkcjonowania pojazdów na mieście zamarznięcie trakcji powodowało utknięcie tych pojazdów.
To, co zdenerwowało wielu mieszkańców to fakt, że we wtorek ze strony władz miasta padła deklaracja, że w środę ruch na torach wróci w pełni do normy. Tak się nie stało. Dlaczego?
- Do godziny 24 mieliśmy zweryfikowane i odlodzone 100 proc. sieci trakcyjnej i torowisk. Na noc wypuściliśmy tramwaje liniowe, które miały przetrzeć sieć trakcyjną. Niestety od godzinie 1 nastąpiło wtórne oblodzenie sieci trakcyjnej - wyjaśniał prezes.
W środę przedstawiciele spółki Tramwaje Szczecińskie nie chcieli składać deklaracji, kiedy tramwaje będą jeździć normalnym trybem. Dzisiaj (czwartek) mają być czynne co najmniej te linie, które jako priorytetowe wskaże Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego.
Prezesa spółki pytano także, co zrobi, aby ta sytuacja się nie powtórzyła.
- Rozwiązań przy półtoracentymetrowych warstwach lodu nie ma. Są pewne możliwości zabezpieczenia prewencyjnego. Wstępnie je analizowaliśmy. Są specjalne nakładki na pantograf, które jakby zdzierają oblodzenie - mówił Krystian Wawrzyniak. - Oczywiście są rozwiązanie kolejowe. Mówimy o wirnikach, które fizycznie likwidują oblodzenie. Przygotujemy się do następnej zimy, będziemy testować te rozwiązania. Jeżeli chodzi o to, żeby czymś pryskać, to przy padającym deszczu to wszystko spływa.
Suchej nitki na władzy nie pozostawiają politycy opozycji. W środę rano Krzysztof Romianowski, szef klubu Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miasta napisał w mediach społecznościowych: "Jeśli od 3 dni władze miasta i służby walczą z oblodzeniem sieci trakcyjnej, i już wczoraj wieczorem pada informacja, że wszystko jest ok, po czym dziś z samego rana okazuje się, że znowu tramwaje nie wyjadą, to ja się pytam jako mieszkaniec i radny naszego miasta, czy ktoś coś tu ogarnia? I może znowu jest tak, że na tablicach informacyjnych tak jak w poniedziałek mieszkańcy mają informacje, że tramwaj będzie za 2 min… To już jest przesada. W innych miastach są tzw. „przecieraki”, które zabezpieczają sieć trakcyjną przed takimi sytuacjami. U nas? Są czekający mieszkańcy od 3 dni na tramwaj…"
Kolega klubowy Krzysztofa Romianowskiego Maciej Kopeć podzielił się taką oceną: "Sytuacja kryzysowa obnażyła słabość obecnej ekipy KO-Krzystek. Trudno mieć pretensje do zimy i faktu, że planeta jednak nie płonie. Ale za brak przygotowania na sytuację kryzysową, spóźnione reakcje, a przede wszystkim za chaos i bałagan informacyjny rządzący w mieście ponoszą jednak odpowiedzialność".
O tym, że tramwaje wciąż nie jeżdżą tak, jak powinny, przekonał się autor tego tekstu, który ze środowej konferencji prasowej wracał tramwajem linii "1". Pojazd stanął na wysokości Skweru im. Telesfora Badetki. Pasażerowie musieli wysiąść w poszukiwaniu alternatywnych sposobów dotarcia do celu... ©℗
Alan Sasinowski