Nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów - oświadczył w szczecińskim sądzie poseł Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki. W poniedziałek rozpoczął się proces w sprawie, w której polityk jest najbardziej znanym z ośmiu oskarżonych. Prokuratura zarzuca mu sześć przestępstw.
Sprawa mocno interesuje opinię publiczną, o czym można się było przekonać w poniedziałek rano pod sądem, gdzie na posła czekał tłum dziennikarzy, fotoreporterów, kamerzystów. Pojawili się tam także dwaj wrogo nastawieni wobec Dariusza Mateckiego mężczyźni z wymierzonym w niego i jego rodzinę transparentem - zrobili tak, bo, jak powiedzieli mediom, poseł jest "ancymonem", który hejtował środowisko LGBT.
Dariusz Matecki przyszedł do sądu z pokaźnym plikiem dokumentów, które, stwierdził, miały zawierać dowody świadczące o jego niewinności. Dziennikarzy nie unikał. Sam zachęcał ich do zadawania pytań. Przed rozprawą pytany o to, co będzie chciał udowodnić podczas procesu, odparł:
- To, że te zarzuty w przyszłości powinny być zarzutami wobec osób, które je kierowały. Między innymi wobec tamtego pana - tu wskazał na prokuratura Dariusza Ślepokurę, który stał po drugiej stronie sądowego korytarza. Poseł przekonywał, że jest ofiarą politycznych knowań środowiska Koalicji Obywatelskiej. - Zdecydowanie czuję, że jestem tu tylko dlatego, że jestem Dariuszem Mateckim.
I dodał:
- Będziemy występować o przesłuchanie i Marcina Romanowskiego i Zbigniewa Ziobro.
Według posła to zadaniem sądu jest skutecznie wysłać do nich wezwanie.
- Minister Ziobro może wystąpić zdalnie - ocenił Dariusz Matecki.
Akt oskarżenia przeczytał prokurator Dariusz Ślepokura.
Dariusz Matecki został oskarżony o popełnienie sześciu przestępstw.
Trzy czyny dotyczą „współdziałania z funkcjonariuszami publicznymi z Ministerstwa Sprawiedliwości przy przekroczeniu uprawnień w związku z przeprowadzeniem konkursów na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości w sposób zapewniający ich rozstrzygnięcie na rzecz powiązanych stowarzyszeń Fidei Defensor i Przyjaciół Zdrowia oraz przywłaszczenia środków w łącznej kwocie 16,5 mln zł”. Pozostałe zarzuty dotyczą prania pieniędzy oraz fikcyjnego zatrudnienia w Lasach Państwowych.
W mowie oskarżycielskiej prok. Dariusza Ślepokury powracał wątek "fikcyjnych zatrudnień i fałszywych faktur".
- W toku prowadzonego śledztwa ustalono, że pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości przy rozstrzyganiu konkursów często faworyzowali określone podmioty związane z politykami. O wynikach konkursu było wiadomo, zanim został ogłoszony. Pracownicy ministerstwa pomagali często oferentom przygotować wniosek, tak aby zdobył wystarczająco liczbą punktów, żeby otrzymać dotację. Oskarżony Dariusz M. korzystając ze swoich kontaktów z kierownictwem Ministerstwa Sprawiedliwości promował dwa szczecińskie stowarzyszenia, de facto nimi zarządzał, i on monitorował sposób przeprowadzania konkursów w zakresie tychże stowarzyszeń i też przygotowywał pośrednio ofertę stowarzyszeń - opowiadał prokurator w czasie przerwy w rozprawie.
Śledczy zwrócił uwagę, że w sprawie zapadły już cztery prawomocne wyroki - oskarżeni przyznali się do prania brudnych pieniędzy i dobrowolnie poddali się karze.
Dariusz Ślepokura odniósł się także do słów posła, że to on, prokurator, powinien mieć zarzut przekroczenia uprawnień:
- Śmieszne po prostu. Jako urzędnik państwowy mam obowiązek reagowania na nieprawidłowości i mam obowiązek prowadzić postępowania karne wobec osób, które naruszyły prawo.
Oprócz Dariusza Mateckiego w sprawie Funduszu Sprawiedliwości oskarżonych jest siedem osób.
Poseł nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu przestępstw.
W poniedziałek skupił się na polemice z zarzutem dotyczącym fikcyjnego zatrudnienia w Lasach Państwowych.
Przypomniał, że o tym, że ma pracę w LP, informował na konferencji prasowej - a przecież nie robiłby tego, gdyby nie chciał pracować.
Opowiadał, że zanim został zatrudniony, skończył na US studia MBA na bazie pracy dotyczącej kształtowania wizerunku Lasów Państwowych.
- Mam zarzut, że w chwili podpisywania umowy z Lasami Państwowymi nie zamierzałem pracować, zamierzałem świadczyć pozorną pracę - w sytuacji, w której byłem zatrudniony z gotowym programem zmian w zakresie prowadzenia polityki publicznej Lasów Państwowych. Jestem pewnie jedyną osobą w Polsce, która taką pracę naukową napisała - argumentował poseł.
Poseł wskazał, że jego posty mają olbrzymie zasięgi, co z perspektywy LP było dużym atutem.
Mówił, że pracował w LP niemal całą dobę, między innymi monitorując media.
Na sali czytał też maile, które dostawał i wysyłał ze służbowej skrzynki pocztowej. Skoro zaś prowadził taką korespondencję, przekonywał, to wykonywał obowiązki służbowe.
Dalsza część jego wyjaśnień zaplanowana jest na środę.
Dariusz Matecki w ub. roku spędził kilka tygodni w areszcie. Został zatrzymany 7 marca przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdy jechał do prokuratury. Prokuratura chciała, aby trafił do aresztu na trzy miesiące, sąd jednak zdecydował o dwumiesięcznym okresie izolacji. Polityk wyszedł za kaucją.
Z wątku fikcyjnego zatrudnienia w Lasach Państwowych śledczy wyodrębnili osobną sprawę, w której oskarżonych jest trzech byłych dyrektorów Lasów Państwowych. Oni także nie przyznają się do winy. W tamtej sprawie Dariusz Matecki jest świadkiem. ©℗
Alan Sasinowski