– Nie tylko nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów, ale sam stawiam zarzut – oświadczył we wtorek w szczecińskim sądzie poseł Prawa i Sprawiedliwości Dariusz Matecki. Jest najbardziej znanym spośród ośmiu oskarżonych w procesie dotyczącym przede wszystkim niezgodnego z prawem wydawania pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości Ministerstwa Sprawiedliwości. Ma sześć zarzutów – m.in. przekroczenia uprawnień w związku z przeprowadzeniem konkursów na dotacje z FS w sposób zapewniający ich rozstrzygnięcie na rzecz stowarzyszeń Fidei Defensor i Przyjaciół Zdrowia, prania pieniędzy oraz fikcyjnego zatrudnienia w Lasach Państwowych.
Dariusz Matecki uważa, że jest ofiarą politycznej zemsty ze strony rządu Donalda Tuska. Przed wejściem na salę sądową mówił o posłance Lewicy Anicie Kucharskiej-Dziedzic, która kiedyś protestowała przed jego biurem poselskim przeciwko przyznawaniu dotacji z FS stowarzyszeniom związanym z polityką, a teraz pieniądze z FS dostała założona przez nią organizacja. Posła dziwi to, że ta sprawa akurat nie budzi zainteresowania prokuratury.
Na wcześniejszej rozprawie Dariusz Matecki przekonywał, że jego etat w Lasach Państwowych nie był fikcją. We wtorek skoncentrował się na kwestii FS.
– Całkowicie nie przyznaję się do stawianych mi zarzutów. Jednocześnie formułuję zarzut złamania prawa przez Ministerstwo Sprawiedliwości w związku z nielegalnym przerwaniem umowy, którą realizowało stowarzyszenie Fidei Defensor na organizację szkoleń dla seniorów. Umowa ta zgodnie z prawem powinna trwać do końca 2025 roku – tak zaczął swoje zeznania polityk prawicy.
Poseł mówił, że zarzuty, jakoby miał coś wspólnego ze zdefraudowaniem prawie 17 milionów złotych, są bezpodstawne, bo nie tylko ich nie zdefraudował, ale zostały wydane na jedne z najlepszych projektów wspartych przez FS – miał tak powiedzieć Tomasz Mraz, dyrektor jednego z departamentów resortu sprawiedliwości w czasach ministra Zbigniewa Ziobry, który teraz zeznaje na niekorzyść dawnych współpracowników.
Alan Sasinowski