Z Radosławem MAJEWSKIM, byłym piłkarzem Pogoni, 9-krotnym reprezentantem Polski, rozmawia Jerzy CHWAŁEK
- Odchodząc z Pogoni, mówił pan, że zawsze z uśmiechem będzie wracał do Szczecina i obserwował losy klubu. Czy tak jest w rzeczywistości?
- No może obecnie, nie aż tak dokładnie obserwuję, bo z racji współpracy z TVP śledzę rozgrywki I ligi. Natomiast patrzyłem na Pogoń dokładnie do momentu, gdy grali w niej piłkarze, których znałem i grałem z nimi. Przyglądałem się pracy trenera Roberta Kolendowicza, który za moich czasów był asystentem Kosty Runjaica, a później już samodzielnie prowadził Pogoń. Bardzo ciepło wspominam ten klub i ludzi w nim pracujących. Niedawno zadzwonił do mnie były kitman drużyny Olek Jakubik i powiedział, że naszła go chwila, żeby pogadać. Spytał, czy wiem, że pani Basia pracująca w Pogoni, która bardzo często mnie wspominała, odeszła od nas z tego świata. Mieliśmy chwilę takiej refleksji, pogadaliśmy sobie o Pogoni, zresztą Olka też nie ma już w klubie. Natomiast w międzyczasie odwiedzałem Szczecin, bo byłem na kursie trenerskim.
– Trenera Kolendowicza zwolniono już w trakcie jesiennej rundy, gdy trwała przebudowa zespołu. Zaskoczyło to pana?
– Jeśli właściciel dochodzi do wniosku, że chce mieć drużynę taką, jaką on widzi, według swoich planów i odczuć, to zakładam, że Robert nie pasował. Jeżeli miałby wyniki, to by się obronił. Niestety, piłka jest brutalna. Jeżeli jesteś słaby albo niewystarczająco dobry dla osób, które cię oceniają, to ci dziękują i budują swoje potrzeby, bo to jednak oni są szefami. Ja odszedłem do Pogoni z Lecha, w którym w pierwszym sezonie miałem liczby 10/10 (bramki/asysty – red.), w drugim 4 gole i 7 asyst, a w trzecim już mnie nie potrzebowali. To jest brutalne dla zawodnika, ale prawdziwe w piłce.
– Jak się panu podoba obecna Pogoń oparta na cudzoziemcach?
– Podejrzewam, że tak wygląda budowa zespołu, gdyż jest zagraniczny inwestor oraz trener, a także inni ludzie przyszli z zagranicy i robią to po swojemu. Nowy właściciel nie obawia się tego robić w obcym kraju, tak jak ludzie w innych branżach robią biznesy za granicą we współczesnym świecie. Oczywiście, że mogę powiedzieć, czy taki projekt Pogoni mi się podoba czy nie, ale jeżeli będzie sukces, to pewnie ludzie będą chodzić na Pogoń.
– Chodzą dosyć tłumnie, choć sukcesu na razie nie ma. Jak pan ocenia to, co pokazują Portowcy na boisku?
– Zawsze będzie się mówiło, że jeśli piłkarz przychodzi z zagranicy, to powinien być przynajmniej dwa razy lepszy, jeżeli zarabia dwa razy więcej, bo tak jest zazwyczaj. Cała Ekstraklasa się bardzo zmieniła, bo kluby sprowadzają zawodników za takie pieniądze, za jakie ja odchodziłem do Anglii w 2010 roku (1,5 mln euro-red.), a nawet większe. Wracając do pytania i budowy zespołu, to jeśli ci piłkarze będą jakościowi, to nie ma co patrzeć, czy gra Polak, Bułgar czy Anglik.
...