piątek, 28 lutego 2020.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Święta w Mostarze, sylwester w Moskwie

Piłka nożna. Święta w Mostarze, sylwester w Moskwie

Piłka nożna. Święta w Mostarze, sylwester w Moskwie
Data publikacji: 2019-12-24 11:47
Ostatnia aktualizacja: 2019-12-27 23:02
Wywietleń: 2302 435185

Rozmowa ze Zvonimirem Kozuljem, piłkarzem Pogoni Szczecin

Pomocnik z Bośni i Hercegowiny Zvonimir Kozulj, reprezentujący obecnie barwy występującej w ekstraklasie szczecińskiej Pogoni, w 66. Plebiscycie Sportowym „Kuriera Szczecińskiego” został uhonorowany tytułem „Obcokrajowiec Roku”. Jest on czołowym zawodnikiem ekipy portowców, bardzo skutecznym strzelcem i jednym z liderów drużyny.

Jego absencja (z powodu żółtych kartek) w ostatnim tegorocznym meczu, przegranym spotkaniu na Twardowskiego z Koroną Kielce 0:1, była dotkliwie odczuwalna. Sympatycznego zawodnika spotkaliśmy dzień przed wspomnianym pojedynkiem, na gali sportowej naszej redakcji w Restauracji „Bulwary”, i wykorzystując sposobność, przeprowadziliśmy rozmowę.

– Przebywa pan w Szczecinie już od ponad roku, więc chyba możemy śmiało zapytać o wrażenia z grodu Gryfa…

– Dobrze się czuję w Polsce i Szczecinie, między innymi dlatego że nie czuję się samotny, bo jest ze mną moja narzeczona Iva oraz rodzeństwo – siostra Kristina i brat Kresimir. Od razu uprzedzę ewentualne pytanie i powiem, że mój braciszek nie gra w piłkę. Miasto zdążyłem już trochę poznać i bardzo mi się podoba. Gdy jest ciepło, to najlepszym miejscem na spacery są nadodrzańskie bulwary. Podoba mi się też na Starówce, choć sprawia wrażenie bardziej nowej niż zabytkowej. Jednym z moich ulubionych miejsc jest także Centrum Handlowe Galaxy, gdzie mam swojego fryzjera i dziś też go odwiedziłem, by dobrze zaprezentować się na gali „Kuriera Szczecińskiego”. Gdy dowiedziałem się, że w polskim futbolowym światku słowo „fryzjer” ma specyficzne znaczenie i wiąże się z korupcją i ustawionymi meczami, to moją pierwszą reakcją był śmiech. To były stare sprawy, z czasów gdy nie było mnie w waszym kraju i nie mam na ten temat praktycznie żadnej wiedzy. Wracając zaś do Szczecina, to bardzo mi się w nim podoba, podobnie zresztą jak w Pogoni, w której bardzo dobrze ułożony jest trójkąt: trener – drużyna i klub. Choć mój kontrakt z zespołem portowców kończy się już w czerwcu 2020 roku, to z chęcią bym go przedłużył. W dokumencie jest zapis, że klub ma prawo automatycznego przedłużenia umowy o kolejny rok.

– A co pan sądzi o kibicach z Twardowskiego?

– Są bardzo autentyczni i utożsamiają się z granatowo-bordowymi barwami. Szczególnie cenię ich za liczny udział w wyjazdowych spotkaniach, choć ze Szczecina wszędzie jest daleko. Przykładowo na meczach w Gdańsku i Lubinie było ich tak wielu, że serce rosło. Ich obecność ma dla nas znaczenie i istotnie nas wspiera. Sympatyczne spotkania z kibicami mam też w Szczecinie i to niemal codziennie, gdy jestem proszony o autografy czy wspólne zdjęcia. Takie chwile napełniają mnie pozytywną energią!

– Jak znalazł się pan w Pogoni? Czy to zasługa menedżera, czy też może w Hajduku Split, gdzie pan poprzednio występował, wypatrzyli pana łowcy talentów ze Szczecina…?

– Mój przyjaciel zrobił mi dobrą reklamę i polecił moje usługi trenerowi Pogoni Koście Runjaicowi, a on już dalej pilotował całą sprawę i doprowadził do sfinalizowania transferu, a później umiejętnie wprowadził do drużyny.

– Przed kilkunastu laty w Pogoni występował pański rodak Admir Adżem. Czy zna go pan? Czy rozmawialiście może o tym, czego można się spodziewać w Szczecinie?

– Wiem, kto to jest Admir Adżem, bo to znany trener młodzieży w Bośni i Hercegowinie. Przed laty, gdy byłem jeszcze juniorem, chyba wpadłem mu w oko, bo czynił starania, by ściągnąć mnie do Żejleznicara Sarajewo. Nie wiedziałem jednak, że w przeszłości występował w Pogoni, więc choćby z tego powodu nie rozmawialiśmy o sytuacji w szczecińskim klubie.

– Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc przypominają nam się także te sprzed lat, gdy bośniacki trener, o którym rozmawiamy, przebywał w Polsce, a świąteczny okres mocno go stresował. Był on muzułmaninem, więc wzdragał się przed przełamaniem opłatkiem, ale nawet mocno się zastanawiał, czy wolno mu zjeść barszcz z krokietem…

– W pierwszej chwili to może śmieszyć, ale trzeba mieć szacunek dla przekonań religijnych innych ludzi. W moim przypadku nie mam tych problemów co trener, bo nie napotykam w Polsce na bariery kulturowe, gdyż jestem chrześcijaninem jak chyba większość szczecinian. Dodam, że nie jestem chrześcijaninem jedynie z nazwy, ale chodzę do kościoła.

– W takim razie musimy zapytać, gdzie spędzi pan Boże Narodzenie oraz jaka potrawa będzie królować na świątecznym stole?

– Wkrótce wracam do swojego kraju i święta spędzę z rodziną w Mostarze, skąd pochodzę. Jeśli chodzi o moje kulinarne sympatie, to najbardziej nie mogę się doczekać, kiedy skosztuję sarmy. Jest to nasza tradycyjna potrawa z mięsa i kapusty, także kiszonej. Nie wiem, z czym ją porównać w polskim jadłospisie. Chyba najbliższa jest gołąbkom, ale różnice są znaczne.

– A jakie są plany na sylwestrową zabawę?

– Nowy Rok 2020 witał będę kilka godzin wcześniej niż uczynią to Polacy, gdyż w wąskim gronie bliskich przyjaciół z mojego kraju wybieram się do Rosji. Jedziemy tam w trzy pary i szampańskiego, miejmy nadzieję, sylwestra spędzę w Moskwie.

– Pozostańmy przy temacie zabaw. Jak ta sprawa wygląda w Pogoni? Czy piłkarze-portowcy potrafią bawić się wspólnie, czy też preferowane jest spędzanie wieczornych godzin we własnych domach?

– Na wszystko musi być odpowiedni czas, ale mamy oczywiście wspólne wieczorowe wyjścia, szczególnie po meczach u siebie. Czasami spotykamy się całą grupą, z żonami lub z dziewczynami, a niekiedy w podgrupach. Jeśli chodzi o mnie, to najbliżej trzymam się z Dawidem Stecem i Soufianem Benyaminą. Jednym z powodów jest też fakt, że mieszkamy blisko siebie, niedaleko centrum, w pobliżu miejsca, gdzie jak słyszałem, nie tak dawno był jeszcze stadion klubu Pionier.

– W jakim języku rozmawiacie na spotkaniach, w szatni i na boisku?

– Nasza drużyna jest międzynarodowa, więc niejako z konieczności posługujemy się językiem angielskim, w prostym, ale komunikatywnym wydaniu. Tylko koledzy z austriackiego zaciągu pomiędzy sobą porozumiewają się po niemiecku. Jeśli jednak zauważą, że w pobliżu jest ktoś, kto ich nie rozumie, to od razu przechodzą na angielski.

– A jak jest u pana ze znajomością języka polskiego?

– Jak słucham polskiej mowy, to sporo rozumiem. Śpiewy i skandowania naszych kibiców oraz wywieszane przez nich transparenty potrafię zrozumieć, a przynajmniej tak mi się wydaje… Nie mogę się jednak przełamać, żeby zacząć mówić, ale tak po prawdzie to nie ma takiej pilnej potrzeby, bo jakoś daję sobie radę w Polsce.

– Dziękujemy za rozmowę. ©℗

(mij)

Fot. Ryszard Pakieser

Sportowy plebiscyt Kuriera Szczecińskiego

Komentarze

Zibi
Zvonimir, You Are Best
2019-12-27 22:14:03
Levy
Spoko gość i świetny zawodnik. POGOŃ FOREVER
2019-12-27 07:06:32

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
2
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Lanie betonu na węźle Łękno

Nekrologi

Sonda

Czy obawiasz się koronawirusa?

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie