Piłkarze Pogoni są wciąż mocno zagrożeni spadkiem z Ekstraklasy. Na pięć kolejek przed końcem sezonu zajmują 13. miejsce, mając tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Niepewnym losem Portowców zaniepokojony jest były piłkarz z Twardowskiego Paweł Skrzypek – od kilku lat mieszkający na stałe w Szwecji – który występował w szczecińskiej ekstraklasowej drużynie (wówczas nazywanej I ligą) przez dwa sezony, a w 2001 roku świętował wicemistrzostwo Polski. Wcześniej był zawodnikiem Legii Warszawa, a także rozegrał 10 meczów w reprezentacji Polski.
– Zakładam, że nawet na obczyźnie śledzi pan losy Pogoni. Jak się panu podoba projekt nowego właściciela, Alexa Haditaghiego?
– Śledzę polską ligę, więc i występy Pogoni. Niedawna wygrana z Piastem bardzo mnie ucieszyła, ale przy tak wyrównanej tabeli walka o utrzymanie będzie trwała do końca. Co do projektu nowego właściciela, to wydaje mi się, że prezesa Haditaghiego troszkę poniosło z przebudową drużyny. Nie wiem czy ma swoich doradców, czy też sam zna się na piłkarzach i na menadżerce. Sprowadził zawodników, wręcz gwiazdy, które coś znaczyły w świecie piłki nożnej, tyle że w polskiej lidze trzeba zostawić dużo zdrowia na boisku, żeby coś osiągnąć. Do tego wyłożył dużo pieniędzy, spłacając długi po poprzednim właścicielu. Ma prawo do takiego rządzenia klubem, ale intryguje mnie kwestia: czy to są jego pomysły, czy ludzi którzy mu doradzają.
– Jest człowiekiem apodyktycznym i wiele decyzji podejmuje sam, choć formalnie za transfery odpowiada Tan Kesler. Czy któryś z kilkunastu nowych piłkarzy zrobił na panu wrażenie?
– Nie. Każdy może zaliczył jakieś pojedyncze dobre występy, jak choćby Jose Pozo przeciw Koronie, czy Anglik Sam Greenwood, który strzelił jakąś bramkę z wolnego. To wszystko, co można było zapamiętać na dłużej. Złego słowa nie mogę powiedzieć o Skandynawach, Linusie Wahlqviście i Fredriku Ulvestadzie, którzy utrzymują wysoki poziom. Oni byli jednak ściągnięci za poprzedniego właściciela.
– Czy jest pan zaskoczony – uwzględniając oczywiście zmianę właściciela – tak niską pozycją Pogoni w tabeli?
– Jestem niemile zaskoczony. Z drugiej strony widzę jak inne kluby poszły do przodu, mocno się wzmocniły, a najlepszym przykładem jest Jagiellonia. Zdobyła mistrzostwo Polski, gra regularnie w europejskich pucharach i każdy chce iść w jej ślady według zasady: jeśli oni to zrobili, to my też możemy. Pojawili się nowi sponsorzy w polskich klubach jak pan Dobrzycki w Widzewie czy Jakubas w Motorze, bo widzą, że można zarabiać pieniądze, przy okazji rozsławiając miasto i klub. Jagiellonia nabiera ogłady europejskiej, co pokazała choćby w meczach z Fiorentiną, w których była równorzędnym rywalem. Widać więc, że można. Do takiej super Europy czyli Ligi Mistrzów mamy jeszcze za wysokie progi, ale do tej średniej, jaką jest Liga Europy, czy Konferencji, śmiało możemy już pukać.
– Wróćmy na szczecińskie podwórko. Jak pan widzi najbliższą przyszłość Pogoni?
– Podstawą jest utrzymanie się w lidze. Po sezonie prezes musi usiąść z zarządem i wyciągnąć wnioski, może porozmawiać też z władzami miasta. Jeśli Pogoń ma być swojego rodzaju dobrem miasta, to trzeba zmienić pewne struktury i funkcjonowanie kubu.
– Jednak sytuacja w tabeli jest trudna. Czy wyklucza pan spadek z Ekstraklasy?
– To byłaby tragedia. Nie można wykluczyć, że obecny właściciel chciałby się wówczas pozbyć klubu. W Szczecinie chyba nie widać nikogo na horyzoncie, kto byłby zainteresowany przejęciem Pogoni. Pamiętam dobrze okres, gdy po sezonie 2001/02 zaczęły się kłopoty, a rok później Pogoń spadła z ligi. Oby nie doszło do powtórki.
– Odwiedza pan Szczecin?
– Nie za często, ale teraz będę miał więcej okazji, gdyż zostałem dziadkiem. Wnuczki mieszkają w Szczecinie, więc to są wyjątkowe argumenty, żeby przyjechać, a przy okazji na pewno odwiedzę stadion Pogoni.
– Dziękujemy za rozmowę. ©℗
Jerzy CHWAŁEK