poniedziałek, 16 lipca 2018.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Kaperowanie Jakóbczaka

Piłka nożna. Kaperowanie Jakóbczaka

Piłka nożna. Kaperowanie Jakóbczaka
Data publikacji: 2017-10-27 14:48
Ostatnia aktualizacja: 2017-10-27 21:44
Wywietleń: 1042 298562

W piątkowy wieczór Śląsk Wrocław zmierzy się na własnym boisku z Pogonią Szczecin (początek meczu o g. 18). Oba zespoły po raz pierwszy w ekstraklasie grały w sezonie 1964/65. Śląsk był wówczas beniaminkiem, a Pogoń spadła do drugiej ligi. O wszystkim zadecydował mecz właśnie ze Śląskiem, przegrany 0:3. Było to na cztery kolejki przed zakończeniem.

- To była nasza piąta porażka z rzędu - wspomina Bogdan Maślanka, obrońca Pogoni. - Byliśmy rozbici, skłóceni, wzajemnie się podejrzewaliśmy, osądzaliśmy. Brakowało dobrej atmosfery, z której Pogoń wcześniej słynęła.

Pogoń po roku wróciła jednak do ekstraklasy i zaczęła w niej odgrywać coraz poważniejsze role. Również Śląsk stawał się drużyną coraz silniejszą.

- Ze Śląskiem graliśmy już w pierwszej kolejce - wspomina B. Maślanka. - Zapamiętałem to spotkanie nie dlatego, że wygraliśmy 1:0, ale dlatego, że otrzymałem od naszego działacza Lucjana Kosobuskiego specjalne zadanie, ale dopiero po spotkaniu. Miałem dorwać na dworcu Romana Jakóbczaka - ich najlepszego napastnika i przekonać go do gry w naszym klubie. Zdążyłem przed odjazdem pociągu, a Roman chętnie zgodził się na zmianę barw klubowych.
 
Kaperowanie Jakóbczaka
 
Śląsk spadł do drugiej ligi, co Pogoni znacznie pomogło w prowadzeniu rozmów. Taki piłkarz, jak Jakóbczak nie mógł grać na zapleczu ekstraklasy, a Pogoń była jednym z pierwszych klubów, który zaproponował piłkarzowi przeprowadzkę.

Jakóbczak na trwałe wpisał się w kroniki wrocławskiej drużyny, bowiem to on strzelił 100 bramkę dla Śląska w meczach pierwszej ligi. Działo się to w pożegnalnym występie tego piłkarza w barwach tej drużyny, zakończonym wygraną 3:0 z Szombierkami Bytom.

- Całą transferową operację przeprowadził Lucjan Kosobuski - dodaje B. Maślanka. - To w dzisiejszych czasach byłby klasowy menadżer.

Śląsk pod koniec lat 60 miał w swoim składzie kilku innych utalentowanych piłkarzy, którzy później robili reprezentacyjne kariery. Aż trzy lata grał w tej drużynie Lesław Ćmikiewicz.

- W Śląsku niczym specjalnym nie wyróżniał się - opowiada Maślanka. - Dopiero przechodząc do Legii stał się klasowym pomocnikiem.
 
Ostatni sezon Tomaszewskiego
 
Sezon, w którym wrocławianie opuścili szeregi pierwszoligowców był pierwszym w tej klasie rozgrywkowej dla Jana Tomaszewskiego.

- Miał nieporównywalnie mniejszy talent od naszego Wojtka Frączczaka. - uważa Maślanka. - Gdyby Wojtek grał w klubie z centralnej Polski, to byłby etatowym reprezentantem Polski.

Śląsk spadając do drugiej ligi stracił takich piłkarzy, jak: Jakóbczak, Ćmikiewicz, Tomaszewski, czy Stefan Białas, który też dopiero zaistniał grając w Legii. Rozpoczął jednak mozolny proces odbudowy zespołu i do ekstraklasy powrócił po czterech latach, już jako zupełnie nowa siła w polskiej ekstraklasie.

Sezon 1973/74 był ich pierwszym w gronie najlepszych i wtedy jeszcze bronił się przed degradacją. Później jednak zdominował rozgrywki i przez wiele lat bił się o najwyższe miejsca. Jeszcze w drugiej lidze doświadczenia nabierał jeden ze słynniejszych napastników w historii klubu, Janusz Sybis, który w pierwszej drużynie grał nieprzerwanie przez 14 lat.

- Był piłkarzem nietypowym, bo o bardzo słabych warunkach fizycznych, bardzo niski - wspomina niskiego snajpera Henryk Wawrowski. - W tamtych czasach obrońcy nie byli tak sprawni i skoordynowani, jak obecnie. Mieli z Sybisem mnóstwo problemów.
 
Sybis pogrążył portowców
 
To właśnie Sybis pogrążył portowców w meczu rozegranym 2 kwietnia 1977 roku. To był sezon, który Śląsk zakończył na pierwszym miejscu w tabeli. Wywalczył tytuł mistrzowski po raz pierwszy w swojej historii, mając w składzie prócz Sybisa też takich piłkarzy, jak Władysław Żmuda i Zygmunt Kalinowski - uczestników finałowego turnieju o mistrzostwo świata w roku 1974.

- Siłą Śląska była jednak druga linia - uważa H. Wawrowski. - Tacy piłkarze, jak Erlich, Garłowski, Faber, czy Pawłowski dobijali się do reprezentacji, ale z marnym skutkiem. W klubie byli jednak zgraną grupą z określonym celem i świetnie się uzupełniali.


Faber zdobył nawet jubileuszowego gola dla Śląska, a działo się to w meczu z Pogonią. 13 września 1981 roku wrocławianie pokonali portowców 4:1, a Faber strzelił bramkę dla Śląska numer 400.
 
Do wspomnianego meczu rozgrywanego 2 kwietnia 1977 roku portowcy przystępowali z przewagą dwóch punktów nad Śląskiem. Byli zdecydowanym faworytem, a cała piłkarska Polska obserwowała serię drużyny, która od blisko dwóch lat nie przegrywała u siebie. Stoczyła 23 mecze, z których 16 wygrała i 7 zremisowała.

- Prasa przed meczem przypominała nam o tej serii i to chyba nas trochę sparaliżowało - mówi Wawrowski.

Śląsk wygrał w Szczecinie 2:1, zrównał się z portowcami punktami, a decydującego o zwycięstwie gola zdobył Sybis. (par)
 

Komentarze

nx
czy to po tym meczu w 1977 stadion Pogoni nie został zamknięty? Bo sędzia z Gliwic drukował jak wściekły przeciw Pogoni i publika się wściekła
2017-10-27 21:10:57

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
20
na godz. 09:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Flis przypłynął do Szczecina
Zjazd Młodych Gwiazd 2018 i „Siedem życzeń”
Różankowe urodziny Szczecina
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy