poniedziałek, 25 maja 2020.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Juniorscy mistrzowie charakterni i niespełnieni

Piłka nożna. Juniorscy mistrzowie charakterni i niespełnieni

Piłka nożna. Juniorscy mistrzowie charakterni i niespełnieni
Data publikacji: 2020-04-06 17:52
Ostatnia aktualizacja: 2020-04-06 19:41
Wywietleń: 697 450382

3 sierpnia 1986 roku na szczecińskim stadionie miały miejsce dwa historyczne wydarzenia. Tego dnia swój rewanżowy mecz w finale mistrzostw Polski juniorów rozgrywali piłkarze Pogoni Szczecin i Zawiszy Bydgoszcz. To był przedmecz do meczu Pogoni ze Śląskiem inaugurującego nowy sezon.

Juniorzy odrobili jednobramkową stratę do Zawiszy, wygrali po dwóch golach Jacka Cyzio 2:0 i wywalczyli pierwszy i do dziś ostatni tytuł mistrzowski dla Pogoni Szczecin. Trenerem zespołu był Włodzimierz Obst, który wychował całą plejadę piłkarzy przygotowanych do gry na poziomie ekstraklasy.

Dla dorosłej drużyny Pogoni był to natomiast początek sezonu zakończony historycznym wyczynem, wywalczeniem tytułu wicemistrza Polski, w który swój wkład miało czterech mistrzów Polski juniorów. W sezonie 1986/87 w meczach ekstraklasy grali bowiem: Jacek Cyzio, Artur Chwedczuk, Mariusz Borkowski i Robert Adamkiewicz.

W składzie mistrzowskiej drużyny Pogoni było jeszcze trzech piłkarzy, którzy później grali w pierwszym zespole Pogoni: Dariusz Adamczuk, Jan Daniec i Sławomir Borowski. Dwaj pierwsi w ekstraklasie, natomiast Borowski już tylko na poziomie drugiej ligi. Kolejny, ósmy już zawodnik z mistrzowskiej drużyny Włodzimierza Obsta Jarosław Olechowski również występował na poziomie drugiej ligi, ale w lokalnej Stali Stocznia Szczecin.

W dwa lata z nieba do piekła

Pogoń w roku 1987 wywalczyła tytuł wicemistrza Polski, rok wcześniej juniorzy tego klubu zostali mistrzami Polski i teoretycznie wydawało się, że przed szczecińskim klubem rysują się barwne perspektywy. Nic bardziej mylnego. Po roku 1987 nastąpił całkowity odwrót szczecińskiego klubu, który dwa lata po swoim historycznym sukcesie znalazł się na zapleczu ekstraklasy przy bardzo dużym współudziale niedawnych juniorskich mistrzów Polski.

Rzeczywistość okazała się brutalna. Okazało się, że zbyt duży napływ do drużyny piłkarzy młodych, niedoświadczonych spowodował załamanie jakości pierwszej drużyny, a konsekwencją były trzy lata na zapleczu ekstraklasy, gdzie podnieść się i powrócić do elity było bardzo trudno.

Gdy juniorzy Pogoni sięgnęli po tytuł mistrzów Polski juniorów, to pierwszoplanową postacią był mający już za sobą debiut w ekstraklasie Jacek Cyzio. 17-letni napastnik wiosną 1986 roku rozegrał w najwyższej klasie rozgrywkowej siedem spotkań, raz nawet w wyjściowym składzie i zdołał już strzelić swojego premierowego gola.

Piłkarzem pierwszej drużyny, ale jeszcze bez debiutu w ekstraklasie był Artur Chwedczuk. Obaj zostali pozyskani jako jedni z najbardziej uzdolnionych w kraju juniorów z rocznika 1968. Byli diametralnie różnymi postaciami. Cyzio był osobą bardziej dynamiczną, natomiast Chwedczuk bardziej koncentrował się na swojej karierze, prowadził się bardzo sportowo i wydawało się wtedy, że to on jest w stanie zrobić większą karierę. Tak się jednak nie stało.

Gol z Manchesterem United

Cyzio po spadku Pogoni do drugiej ligi odszedł do Legii Warszawa, wywalczył z tamtym klubem Puchar Polski, następnie dotarł z Legią do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów, w meczu z Manchesterem United zdobył nawet gola dającego prowadzenie i nadzieje na awans do wielkiego finału.

Był w zespole Legii postacią wiodącą, obok Szczęsnego, Pisza i młodziutkiego Kowalczyka jedną z najważniejszych, zmienił pozycję, stał się pomocnikiem i to takim bardziej defensywnym. Jego rola na boisku zmieniła się, mimo wciąż młodego wieku stał się graczem bardziej dojrzałym.

Chwedczuk zakończył praktycznie karierę w wieku niespełna 22 lat. Zmagał się z licznymi urazami, które mocno hamowały jego rozwój. Na pewno miał predyspozycje i charakter, żeby osiągnąć w sporcie zdecydowanie więcej. Pomocnik pochodzący z Białej Podlaskiej rozegrał dla Pogoni 61 spotkań, swojego premierowego gola w ekstraklasie zdobył nie mając jeszcze 20 lat. Było to w meczu ze Śląskiem Wrocław.

W sezonie, w którym Pogoń wywalczyła tytuł wicemistrzów Polski, Chwedczuk zadebiutował w pierwszym meczu rundy wiosennej przeciwko drużynie Śląska Wrocław. Wystąpił od pierwszej minuty i zagrał cały mecz. W meczu zagrało jeszcze dwóch mistrzów Polski juniorów: Jacek Cyzio i Mariusz Borkowski. Dla tego drugiego to też był debiut w ekstraklasie.

Nieszczęśliwa inauguracja i dwa debiuty

Dla Pogoni mecz zakończył się bardzo nieszczęśliwie, przegrała 1:4, ale były to złe miłego początki. Ostatecznie zespół na mecie rozgrywek uplasował się na drugim miejscu przed Śląskiem Wrocław, który dość mocno zdemolował portowców na inauguracje rundy wiosennej.

Pół roku po wywalczeniu mistrzostwa Polski juniorów debiuty na boiskach ekstraklasy miało już czterech piłkarzy. Jeszcze w rundzie jesiennej roku 1986 kwadrans w przegranym 3:4 meczu z Górnikiem Wałbrzych zaliczył Robert Adamkiewicz. To był kapitan juniorskiej drużyny, dobry duch tej drużyny, który nie zaliczał się do grzecznych chłopców, był raczej typem niepokornym, sprawiającym nawet problemy wychowawcze, ale trener Obst nigdy takich ludzi nie skreślał.

Wręcz przeciwnie, chciał wyzwolić w nich pozytywne cechy i nie jest przypadkiem, że to właśnie Adamkiewicz był kapitanem złotej, juniorskiej drużyny, a nie żaden z piłkarzy mających mocniejszą pozycję w pierwszym zespole Leszka Jezierskiego.

Dla Adamkiewicza występ w przegranym meczu z Górnikiem Wałbrzych okazał się jedynym na poziomie ekstraklasy. Po spadku Pogoni do drugiej ligi jeszcze przez dwa sezony zaliczał się do czołowych zawodników drużyny, został przekwalifikowany na pozycję środkowego obrońcy, ale ostatecznie trafił do Chemika Police, w którym przez kilka lat był ważną postacią, grał w tym klubie na zapleczu ekstraklasy i występował nawet w derbach przeciwko Pogoni.

Pewność siebie Dańca

Nietuzinkowych postaci, pełnych temperamentu było w mistrzowskiej, juniorskiej drużynie Pogoni jeszcze kilka. Jednym z takich piłkarzy był Jan Daniec. Po sezonie dającym juniorom Pogoni mistrzostwo Polski został wypożyczony do Energetyka Gryfino, następnie trafił na rok do Zagłębia Lubin, a do Pogoni wrócił w sezonie 1988/89 zakończonym degradacją.

To nie był piłkarz o jakimś szczególnym talencie, ale z wrodzoną pewnością siebie i dużym instynktem bramkowym. W drużynie juniorów grał w ataku w parze z Jackiem Cyzio i obaj rozumieli się znakomicie nie tylko na boisku, ale również poza nim. Przyjaźnili się, razem spędzali czas, a w sezonie 1988/89 rywalizowali o miejsce w składzie pierwszej drużyny.

Piłkarzem zdecydowanie wyżej notowanym był Cyzio, ale Daniec również dostawał swoje szanse. W całym sezonie 1988/89 rozegrał 14 spotkań i strzelił trzy gole. To był jego jedyny sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale niejedyny w pierwszym zespole Pogoni.

Pożegnanie z golem

Na boiskach drugiej ligi rozegrał 59 spotkań i zdobył aż jedenaście goli. W sezonie 1991/92 Pogoń awansowała po trzech latach do ekstraklasy. Daniec wystąpił w ostatnim meczu sezonu z Górnikiem Pszów, zdobył gola i jak się później okazało, było to jego pożegnanie ze szczecińskim klubem w wieku zaledwie 23 lat. Później piłkarz z powodzeniem występował w FC Magdeburg. W dwóch sezonach zdobył 15 goli.

Piłkarzem, który z mistrzowskiej drużyny juniorów zrobił największą karierę, był Dariusz Adamczuk. W zespole zdobywającym mistrzowski tytuł był piłkarzem najmłodszym, zaledwie 16-letnim. W finałowym meczu przeciwko Zawiszy wywalczył rzut karny, natomiast w ekstraklasie zadebiutował w wieku 18 lat przeciwko drużynie Śląska Wrocław.

Pogoń mecz przegrała 1:2, a 18-letni wychowanek, rodowity szczecinianin zagrał u boku takich piłkarzy, jak: Szczech, Urbanowicz, bracia Sokołowscy, Ostrowski, Leśniak. Adamczuk spośród złotych medalistów mistrzostw Polski juniorów został jedynym piłkarzem grającym później w pierwszej reprezentacji Polski, zdobył nawet gola w pamiętnym meczu przeciwko Anglii w roku 1993. Spośród wszystkich juniorskich mistrzów Polski zagrał w pierwszym zespole Pogoni na szczeblu ekstraklasy i pierwszej ligi najwięcej razy – 138, ale w ekstraklasie nie zdobył ani jednej bramki. ©℗ 

Wojciech PARADA

Komentarze

viktor
BURAKU po co szczekasz.
2020-04-06 19:34:15
Janek
Dosc tego odgrzewania niby to sukcesow .Teraz sa pilniejsze sprawy.Nudzisz pan tymi pseudo zestawieniami niby sukcesow.Komu to potrzebne I do czego szczegolnie teraz.Wez pan urlop redaktorze.Pozdrawiam!
2020-04-06 18:05:47

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
14
na godz. 18:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Wiadomości Szczecin

 
CZYTAJ WIĘCEJ

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Filmy

Spacerowy protest na Uznamie

kondolencje

Reni Charkiewicz

Z dostawą do domu

Pizzeria z rodu Gryfa

Sonda

Czy jesteś za zniesieniem obowiązku noszenia maseczek?

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie