środa, 01 kwietnia 2020.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Człowiek ŁKS z sukcesami w Pogoni

Piłka nożna. Człowiek ŁKS z sukcesami w Pogoni

Piłka nożna. Człowiek ŁKS z sukcesami w Pogoni
Data publikacji: 2020-02-20 16:01
Wywietleń: 648 443851

W piątkowy wieczór piłkarze Pogoni Szczecin podejmowani będą przez ŁKS Łódź w meczu inaugurującym 23 kolejkę piłkarskiej ekstraklasy. Człowiekiem mocno związanym z tymi dwoma klubami był w przeszłości Leszek Jezierski - piłkarz i mistrz Polski w ŁKS jako zawodnik, a następnie też trener w tym klubie.

W Pogoni jako szkoleniowiec pracował trzy razy. Za każdym razem w innej roli, ale za każdym razem odnosił sukces. To za kadencji Leszka Jezierskiego Pogoń po raz ostatni wygrała w Łodzi. Było to 33 lata temu w sezonie, w którym szczecinianie wywalczyli tytuł wicemistrza Polski

Leszek Jezierski po raz pierwszy przyszedł do Pogoni w połowie 1985 roku. Wydawało się, że jest to już szkoleniowiec, mający swoje najlepsze trenerskie lata za sobą. Nie powiodło mu się w Poznaniu z Lechem, a w Szczecinie był zespół, po którym też nie spodziewano się już za wiele dobrego. Okazało się, że zarówno Jezierski, jak i grupa ludzi, która była wtedy w Pogoni, stworzyli wręcz wybuchowy mariaż, zakończony wicemistrzostwem Polski.

- Jezierski przyjechał do Szczecina jako utytułowany trener - mówi Adam Benesz, który trafił do Pogoni właśnie za namową Jezierskiego. - Wszyscy go znali i wszyscy czuli przed nim respekt. Nikt nie poddawał w wątpliwość jego szkoleniowych metod, choć te nie zawsze były piłkarzom na rękę.

W roku 1985 Pogoń była rok po wywalczeniu trzeciego miejsca. Skład niewiele się zmienił, więc nie przypuszczano, że można jeszcze wykrzesać z drużyny coś więcej.

- Pierwszy rok naszej wspólnej pracy nie zapowiadał sukcesów - wspomina Benesz. - Byliśmy drużyną środka tabeli, a prym w kraju wiodły takie drużyny, jak: Górnik Zabrze, GKS Katowice, Widzew Łódź, Lech Poznań i Legia Warszawa. Nikt nie sądził, że możemy w tym gronie namieszać.
 
Wyczerpujące treningi
 
Jezierski pierwszy rok pracy poświęcił na dokładną analizę drużyny. Był znany z tego, że prowadził bardzo wyczerpujące treningi. Miał też sporo problemów kadrowych. W przerwie zimowej sezonu 1985/86 nielegalnie do Niemiec wyjechało dwóch podstawowych zawodników, na których bardzo mocno liczył: Janusz Turowski i Jarosław Biernat. Z szansy skorzystali byli piłkarze Stali Stocznia Szczecin, którzy ich zastąpili: Jerzy Hawrylewicz i Adam Benesz.

- Wystarczyło mu na sali kilka płotków - wspomina Benesz. - Skakaliśmy do przodu, do tyłu, płotki się łamały i piłkarze też. Wyciskał z nas siódme poty.

Podstawowym piłkarzem Pogoni był wtedy Mariusz Kuras grający w reprezentacji młodzieżowej, który spotykał się ze szkoleniowcem za każdym razem, gdy ten trafiał do Szczecina.

- Jest dużą sztuką ustawić zespół w ten sposób, by mieć korzyść z każdego piłkarza. Jezierski znakomicie potrafił wykrzesać wszystko co najlepsze z każdego z nas - ocenił po latach Mariusz Kuras.

Leszek Jezierski swój pierwszy trenerski sukces odniósł w Widzewie Łódź. Z czwartej ligi wprowadził tą drużynę do ekstraklasy. Wypromował wielu znakomitych piłkarzy, między innymi Zbigniewa Bońka.

- Pamiętam, że potrafił znaleźć kontakt z każdym - wspomina Kuras. - A już najlepszy miał właśnie z tymi najlepszymi i najbardziej zadziornymi - Zbigniewem Bońkiem, Włodzimierzem Smolarkiem, czy Mirosławem Tłokińskim.
 
Skonfliktowany z Tomaszewskim
 
Największą miłością Jezierskiego był ŁKS. Drużynę tę prowadził w sezonie 1976/77 i był bliski wywalczenia tytułu mistrza Polski. Pogoń też w tamtym sezonie grała znakomicie. Pod koniec sezonu drużyna zaczęła jednak przegrywać. Poniosła siedem porażek z rzędu i skonfliktowana zakończyła sezon w środku tabeli. Na czele zbuntowanej drużyny stał wtedy Jan Tomaszewski.

- Gdy Jezierski przychodził do Szczecina, miał już na koncie tytuł mistrza Polski, wywalczony z Ruchem Chorzów - mówi Kuras. - Nie miał wtedy w składzie wybitnych piłkarzy, a mimo to osiągnął sukces. Był trochę rozczarowany, że nie został trenerem reprezentacji.

Sam Jezierski wielokrotnie powtarzał, że nigdy nie wchodził w żadne nieformalne układy. To dlatego pracował i osiągał sukcesy w Widzewie, a nie w Legii, potem w Ruchu, a nie w Górniku i w Pogoni, a nie w Lechu.
 
Wierny ustaleniom
 
To był trener, dla którego najważniejsza była praca w okresie przygotowawczym. To wtedy ustalał skład i trzymał się jego przynajmniej przez kilka kolejek.

- W rundzie wiosennej sezonu 1986/87 przegraliśmy pierwszy mecz ze Śląskiem we Wrocławiu 1:4, potem z trudem zremisowaliśmy u siebie z broniącą się przed spadkiem Stalą Mielec 1:1, zdobywając gola w końcówce meczu - mówi Benesz. - Mimo to, Jezierski nie tracił głowy, wciąż ufał tym samym piłkarzom i opłaciło się. Graliśmy potem znakomicie, ofensywnie i zdobyliśmy tytuł wicemistrza Polski.

- Nie mogę zapomnieć wielkiej szansy, jaka nam przeszła koło nosa w Zabrzu - przypomina Andrzej Rynkiewicz, wtedy kierownik drużyny. - W Zabrzu remisowaliśmy 1:1, kiedy Leśniak strzelał do pustej bramki i już unosił ręce do góry w geście triumfu, kiedy Marek Kostrzewa w ostatniej chwili wślizgiem wybił piłkę z pustej bramki. Potem Andrzej Iwan strzelił gola na 2:1 i przegraliśmy. Gdyby nie Kostrzewa, bylibyśmy mistrzami Polski.
 
Ograł Pogoń 4:1
 
Jezierski po sezonie 1986/87 zakończonym największym sukcesem w dziejach szczecińskiej piłki nożnej, postanowił odejść do swojego ukochanego ŁKS. I w inauguracyjnym spotkaniu ograł w Łodzi ... Pogoń 4:1. To wtedy w wieku 16 lat debiutował w dorosłej drużynie Tomasz Wieszczycki. Za rok 1987 otrzymał z redakcji „Piłka Nożna" nagrodę dla trenera roku - już po raz trzeci - wcześniej za sukcesy z Widzewem Łódź.

Po raz drugi Jezierski przyjechał do Pogoni na wiosnę 1992. Pogoń była wtedy w zupełnie innej sytuacji. Walczyła o awans do ekstraklasy, miała w składzie młodych, niedoświadczonych piłkarzy i była nieukształtowaną drużyną.

- Pamiętam, że trener Jezierski przyjechał na kilka dni przed pierwszym meczem - wspomina Robert Dymkowski. - Tak dał nam w kość, że baliśmy się, jak wytrzymamy mecz kondycyjnie. Nawet jeden z piłkarzy, który miał nogę w gipsie, musiał zdjąć opatrunek i też ćwiczył bez taryfy ulgowej. Na odprawach meczowych nie było mądrych opowieści. Mieliśmy walczyć, gryźć trawę i nie odpuszczać. Do ekstraklasy awansowaliśmy.
 
Trzecie podejście - trzecie zadanie
 
I znów Jezierski po dobrze wykonanym zadaniu postanowił opuścić Pogoń. Wrócił do Szczecina jeszcze raz. Wiosną 1998 roku Pogoń broniła się przed spadkiem i uratowała się przed degradacją w ostatnim meczu z GKS Bełchatów, wygranym 1:0. To było ostatnie trenerskie zadanie Leszka Jezierskiego nie tylko w Pogoni, ale również w całym jego życiu.

- Byłem wtedy już grającym asystentem trenera Jezierskiego - wspomina Kuras. - Znałem dobrze trenera i wiedziałem, czego oczekuje ode mnie i drużyny. Miał świetny kontakt z trenerem Janem Juchą. Obaj przyjaźnili się i dobrze uzupełniali.

- Trener Jezierski miał świetne słownictwo - wtrąca Robert Dymkowski. - Należał do pokolenia takich trenerów, jak Wojciech Łazarek, czy Orest Lenczyk, którzy prócz znakomitego warsztatu pracy, potrafili zażartować, rozładować napięcie i dobrać odpowiednie słownictwo.

- To słownictwo nie było zbyt wyszukane, ale zawsze idealnie dopasowane do sytuacji - dodaje Kuras. ©℗ Wojciech Parada  

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
4
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Filmy

Kontrolują kierowców

Nekrologi

Gazetki promocyjne

Sonda

Czy wprowadzone przez rząd nowe zasady bezpieczeństwa skutecznie ograniczą rozprzestrzenianie się epidemii koronawirusa w Polsce?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie