Koniec lata. Najstarsza (początek 1972 r.) i największa (ponad 100 zdarzeń) impreza filmowa województwa zachodniopomorskiego dobiegła końca. Uczestnicy, zadowoleni, rozjechali się, nagrody (Złote Rybki!) rozdano – do zobaczenia - 54. Ińskie Lato Filmowe – za rok. A ja tego (minionego) lata obejrzałem aż trzy (!) zadziwiające filmy, a były to: Fatherland, Minotaur i, nie do uwierzenia, film z Bhutanu – Ja jestem pieśnią. Chociaż film Pawła Pawlikowskiego ma tytuł Ojczyzna i w obradach Jury reprezentował film polski, wolę posłużyć się tytułem oryginalnym – Fatherland.
Opowieść o wizycie w 1949 r. w Niemczech, (z których wyjechał w 1933) Tomasza Manna, laureata literackiej Nagrody Nobla (1929), najwybitniejszego (do dziś?) pisarza niemieckiego. A Niemcy to trzy strefy okupacyjne: amerykańska, brytyjska i francuska oraz jeszcze jedna – radziecka, a tę różnicę widać, a to czy bohater widzi, czy woli nie dostrzegać - tego nie wiemy. Tomasz Mann, świadom własnej wielkości nie chce lub nie może wybrać pomiędzy stalinizmem a kapitalizmem, zdystansowany, spokojny, pomnikowy, najwybitniejszy, jak sam to wie, pisarz niemiecki. Wielkość ta przytłacza, a jej koszt to obcość córki Eriki i, obecny w filmie, homoseksualizm, a i w rezultacie samobójstwo syna Klausa, co przyjmuje spokojnie.
Owszem przemawiając, zarówno po jednej (kapitalistycznej), jak i po drugiej (komunistycznej?) stronie zachowuje dystans, odwołując się do niewątpliwych wartości: kultury i twórczości Johanna Wolfganga Goethe, co świadczy zarówno o dystansie do obu stron i uchyleniu się od wyboru, jak i o przekonaniu o własnej wielkości. Podróż Tomasza Manna po zrujnowanych, pamiętajmy 1949 r., Niemczech kończy się w kościele, gdzie, wraz z córką Eriką towarzyszącą mu w podróży, słuchają muzyki organowej Jana Sebastiana Bacha(?), a widz może upewnić się, że ojczyzną Tomasza Manna, jest kultura, niemiecka kultura, ów tytułowy Fatherland.
Kolejny film to Minotaur Andrieja Zwiagincewa. Rzecz dzieje się w dzisiejszej Rosji przygotowującej się do kolejnej wojny, a tytułowy Minotaur to prowincjonalny kacyk – potwór niszczący wszystko dokoła; wysyła na front swoich pracowników, zabija kochanka żony i, jak prawdziwy Minotaur – potwór, zdolny jest do wszystkiego w swoim labiryncie – dzisiejszej Rosji. Metaforę domykają wakacje, na które wyrusza wraz z synem i żoną, tą od kochanka, na Kretę.
Ja jestem pieśnią film z Bhutanu (Królestwa Bhutanu), który zadziwia znakomitą konstrukcją scenariusza. A film opowiada o nauczycielce wyrzuconej z pracy I dotkniętej ostracyzmem społecznym, gdy w Internecie pokazał się filmik/klip/rolka z nią właśnie. Bohaterka – nauczycielka musi udowodnić, że to nie ona i rusza na poszukiwanie tej bliźniaczo, podobnej osoby. Nie zepsuję zabawy i nie powiem, co było dalej, bo niespodzianki nie będzie, a przecież chwalę scenariusz.
A teraz o części towarzyskiej Ińska, czyli o spotkaniach z twórcami – reżyserami i np. aktorami, a były to: po filmie Droga rzadziej przemierzane spotkanie na molo z reżyserką Zuzanną Grabowską i aktorem (skądinąd jej mężem) Pawłem Domagałą (piosenka Weź nie pytaj 170 milionów wejść na You Tubie), po filmie Błazny, też na molo, z reżyserką Gabrielą Muskałą i, wisienka na torcie, spotkanie w kinie ze Zbigniewem Zamachowskim; były tłumy, oklaski, entuzjazm, a i formuła była inna – Zbigniew Zamachowski opowiadał jak został aktorem, a gdy przerywał, prowadzący Krzysztof Spór wyświetlał fragment filmu, od debiutu Wielka majówka poprzez Trzy kolory: biały, Zawróconego (uważa, że to najlepsza rola), Ogniem i mieczem (Michał Wołodyjowski rola po Tadeuszu Łomnickim), Wiedźmin itd. do dziś.
Tak to było na 53. Ińskim Lecie Filmowym, a ja opisałem nie wszystko, ale tylko to, co chciałem, pozostawiając innym dużo miejsca, bo opisać całości się nie da, a 54. Lato za rok. Czekam.
Jacek GAŁKOWSKI