„Szczeciński rok »zero«" - taką wystawę w Centrum Dialogu "Przełomy", filii Muzeum Narodowego na placu Solidarności w Szczecinie, możemy oglądać do 15 listopada. To część kolekcji znanego antykwariusza doktora Wojciecha Lizaka, zmarłego w maju pasjonata historii, który przez dekady się o stolicę Pomorza Zachodniego niestrudzenie spierał, pragnąc, aby dyskusja o niej nie osunęła się w pocieszycielski banał i pusty rytuał.
W bogatym zbiorze Wojciecha Lizaka znalazły się akta osób prywatnych i instytucji, mapy, plakaty, listy, dokumenty życia codziennego, książki i broszury – świadectwa pierwszych dni funkcjonowania polskiej administracji i polskich osadników w powojennym mieście.
- Liczymy, że wystawę zobaczy wiele osób. Zwłaszcza 11 listopada. Temat wolności będzie towarzyszył nam wtedy cały dzień - mówiła podczas sobotniego wernisażu kierownik "Przełomów" Agnieszka Kuchcińska-Kurcz.
Karol Lizak, syn antykwariusza, ocenił, że jego ojciec był największym kolekcjonerem w naszym mieście, i jednym z większych w Polsce.
- Tata był trochę jak alkoholik pracujący jako barman. Jego barem był antykwariat, który wspólnie prowadziliśmy przy ul. św. Wojciecha 1 - mówił Karol Lizak. - Alkoholizm przejawiał się w tym, że na każdym kroku odczuwał pokusę wręcz nie do przezwyciężenia, aby ten lub inny obiekt, tę lub inną kolekcję, schować do szuflady zamiast sprzedawać. Na tym nie koniec. Z czasem w te schowane pod ladą obiekty wlewał nowe życie, na ich podstawie pisał książki, artykuły, występował w audycjach radiowych. Tworzył z nich wystawy, które pokazywał w całej Polsce. Jedną z jego ukochanych była właśnie wystawa "Szczeciński rok >>zero<<".
Karol Lizak przypomniał, że jego ojciec cały czas zadawał sobie fundamentalne pytanie o tożsamość naszego miasta. Miał z nią problem, mocował się z nią, sam do końca nie zidentyfikował się jako Szczecinianin. Słynął ze swoich polemicznych bojów toczonych ze "szczecinerami" i germanofilami. A jednocześnie cały szukał metody, aby lokalną tożsamość zbudować - dla Szczecinian, dla Polski
- Szczecińska tożsamość potrzebuje silnego mitu, by móc się w pełni ukształtować i zakorzenić. Taki mit do tej pory nie zafunkcjonował - dowodził Karol Lizak. - Mimo upływu ponad 80 lat wciąż jesteśmy społecznością in statu nascendi, w trakcie rodzenia się. Mamy sporo opowieści zastępczych mniejszego kalibru, ale one nie są w stanie spełnić swojego zadania. Moim zdaniem na taki mit idealnie nadaje się mit szczecińskiego roku zero, czyli roku 1945 i kilku lat następnych.
Taki mit - skupiony na wysiłku pionierów i egzorcyzmowaniu miasta z pruskich upiorów - budował już pierwszy prezydent Szczecina, Piotr Zaremba. Ale jest też drugi składnik tego mitu, nie tak wzniosły. Chodzi o aurę miasta, jaką przedstawiła w książce "Ucieczka za druty" Maria Boniecka - miejsca zmarnowanych nadziei, walki o przetrwanie, miejsca trudnego, ale fascynującego.
- Dokumenty, które tu państwo znajdziecie, są niepowtarzalne - podkreślał prof. Artur Kubaj, historyk z Instytutu Pamięci Narodowej.
Na wystawie można zobaczyć m.in. unikatowe plakaty propagandowe, druki urzędowe z 1945 r., mapy wojskowe, a nawet grę planszową z tamtego okresu.©℗
Alan Sasinowski