„Dać mieszkańcom coś za darmo na poziomie. Nie traktuję tego jako spełniania marzeń, ale faktycznie cieszy mnie, że mogę je realizować” – mówił przed laty Jan Waraczewski, pomysłodawca koncertów „Muzyka na wodzie”. W sobotni wieczór jego słowa po raz kolejny wybrzmiały na przystani JK AZS w Dąbiu, gdzie odbyła się już 24. edycja tego wydarzenia.
To był jeden z najgorętszych dni tego lata. Temperatura przez większą część dnia przekraczała 30 stopni, a rozgrzane miasto dopiero wieczorem zaczęło oddychać nieco chłodniejszym powietrzem znad Jeziora Dąbie. Mimo tropikalnego upału na przystani Jacht Klubu AZS pojawiły się setki mieszkańców. Jedni zajęli miejsca na ustawionych krzesłach, inni rozłożyli plażowe leżaki i koce. Nad wodą, w blasku zachodzącego słońca, rozpoczął się koncert, który od ponad dwóch dekad stał się jednym z najbardziej charakterystycznych wakacyjnych wydarzeń w Szczecinie.
Pomysł narodził się z dwóch wielkich pasji Jana Waraczewskiego – skrzypka, wieloletniego koncertmistrza Filharmonii Szczecińskiej i żeglarza. To właśnie on wymyślił, by muzyka klasyczna zabrzmiała nad wodą, w otoczeniu masztów i jachtów.
Podczas koncertu przypomniano fragment jednego z jego ostatnich radiowych wywiadów.
– Żeglarstwo jest dla mnie ucieczką od spraw zawodowych i całego stresu. Te koncerty są między innymi formą promocji klubu. Mnóstwo ludzi przychodzi tu pierwszy raz i mówi: „Jezu, jak tu pięknie”. O to głównie chodzi – dać mieszkańcom coś za darmo na poziomie – mówił Jan Waraczewski w rozmowie z Katarzyną Wolną-Sajną z Polskiego Radia Szczecin.
Choć od śmierci pomysłodawcy koncertów minęło już dziewięć lat, jego obecność była wyczuwalna niemal przez cały wieczór. Wspominali go zarówno prowadzący wydarzenie, jak i osoby od lat związane z przystanią.
– Jasio był niezwykle charyzmatyczną postacią. Przechodząc po przystani rozsiewał uśmiech i każdemu potrafił powiedzieć coś miłego. To sprawiało, że wokół niego zawsze byli ludzie gotowi pomagać. Do dziś go wspominamy i robimy wszystko, żeby te koncerty trwały – mówiła Anna Kaźmierczak.
Przez lata pogoda sprzyjała koncertom nad wodą, choć tegoroczna aura okazała się wyjątkowa. Nawiązał do tego komandor Jacht Klubu AZS Marek Hermach.
– Cieszę się, że możemy gościć Filharmonię na 24. koncercie „Muzyka na wodzie”. Janek chyba z góry zawsze załatwiał nam dobrą pogodę. W tym roku jednak trochę przesadził, bo zrobiło się naprawdę bardzo gorąco. Mam nadzieję, że za rok będzie już trochę chłodniej – żartował.
Program wieczoru przygotował dyrygent Adam Domurat, który postanowił połączyć wiedeńskie tańce z muzycznymi motywami rzek i jezior.
– Pomyślałem, że skoro koncert nosi tytuł „Muzyka na wodzie”, to warto wpleść do repertuaru wodne akcenty. Centralnym punktem stał się „Nad pięknym modrym Dunajem”, ale zabrzmiała również „Wełtawa” Bedřicha Smetany i walc z „Jeziora łabędziego”. Chcieliśmy delikatnie mrugnąć do publiczności i sprawić, by cały program nawiązywał do miejsca, w którym się znajdujemy – wyjaśniał dyrygent.
W pierwszej części koncertu publiczność usłyszała między innymi „Wełtawę” Bedřicha Smetany, „Walc kwiatów” z „Dziadka do orzechów” Piotra Czajkowskiego, „Tritsch-Tratsch Polkę” i „Nad pięknym modrym Dunajem” Johanna Straussa. Po przerwie zabrzmiały tańce węgierskie Johannesa Brahmsa, uwertura do „Cyrulika sewilskiego” Gioacchina Rossiniego, „Jubelfest-Marsch”, walc z „Jeziora łabędziego” oraz tradycyjnie wieńczący koncert „Marsz Radetzky’ego”.
Słuchacze przez cały wieczór nagradzali orkiestrę długimi brawami.
– Przyjechaliśmy z centrum Szczecina specjalnie na ten koncert. W taki upał nad wodą jest po prostu najlepiej. A kiedy zaczęła grać orkiestra i słońce zaczęło zachodzić, zrobił się naprawdę niezwykły klimat – mówiła pani Ewa, która koncertu słuchała z plażowego leżaka.
– To już nasza kilkuletnia tradycja. Zabieramy koc, coś do picia i przyjeżdżamy całą rodziną. Takie połączenie muzyki, wody i wakacyjnego wieczoru trudno znaleźć gdziekolwiek indziej – dodawał pan Tomasz.
Pierwszy koncert „Muzyki na wodzie” odbył się ponad dwadzieścia lat temu z inicjatywy Jana Waraczewskiego. Inspiracją była słynna „Muzyka na wodzie” Georga Friedricha Händla, wykonana w XVIII wieku na Tamizie dla angielskiego monarchy. Szczecińska odsłona wydarzenia z biegiem lat stała się własną tradycją miasta, gromadząc co roku liczną publiczność na przystani w Dąbiu.
(dg)