Środa, 04 lutego 2026 r. 
REKLAMA

O „Fusach” słów kilka, niewiele. Dariusz Bitner o swojej nowej książce

Data publikacji: 04 lutego 2026 r. 10:50
Ostatnia aktualizacja: 04 lutego 2026 r. 11:47
O „Fusach” słów kilka, niewiele. Dariusz Bitner o swojej nowej książce
 

Dariusz Bitner, jeden z najciekawszych współczesnych pisarzy polskich, szczecinianin wydał kolejną swoją książkę pod intrygującym tytułem „Fusy”. Z tej okazji w najbliższy czwartek o 18.00 w filii nr 54 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Szczecinie, czyli w Promediach przy al. Wojska Polskiego odbędzie się jego wieczór autorski.

REKLAMA

Rzadko się zdarza, żeby znany i ceniony autor specjalnie dla czytelników jakiegoś dziennika napisał swoiste wprowadzenie do swojej najnowszej książki. „Kurier Szczeciński” miał to szczęście, że autor nie odmówił… Tak o swojej najnowszej powieści pisze Dariusz Bitner:

„Jeśli spojrzeć na swoje dokonania z perspektywy czasu, a nikt nie jest wolny od takiej refleksji, zazwyczaj popada się w melancholię, niezależnie od tego, ile ma się osiągnięć, ile sukcesów… Zawsze z tyłu głowy czai się obawa, schowana w dwóch słowach: „zmarnowałem życie”. Niewykorzystane możliwości, błędy, za które płaci się sumieniem. Mało kto odczuwa satysfakcję i dumę, niewielu pod koniec życia osiąga spokój – ten stan ducha, który być może jest największą zdobyczą, złotym pucharem. Nagrodą.

W książce „Fusy” bohater, Eligiusz, spogląda na swoje czyny i emocje z perspektywy końca. Jest rok 2034 – więc czas, który dopiero nadejdzie (chociaż nadejdzie szybciej, niż się komukolwiek zdaje) – Szczecin nie jest już polski, a bohater znajduje ostatnią dla siebie przystań: w miłości. Jedynej niezmiennej. Rozpatruje to, co minęło – chwile wzniosłe i śmieszne, tragiczne i byle jakie. Widzi swoje życie jako metaforę wypitej filiżanki herbaty. Która tak naprawdę smakuje dopiero pod koniec, gdy już niewiele zostało…

Róża, pierwsza młodzieńcza miłość Eligiusza, odsłania przed nim prywatną ideę fusów. Po dobrej herbacie (nie takiej z torebki, nie z esencji w dzbanuszku) zostają fusy.

„Fusy muszą być fizycznie, tylko one nadają sens powolnemu upijaniu coraz chłodniejszego płynu, w takim tempie, by na koniec jeszcze sączyć ciepło. W końcu – łyk za łykiem – wypijamy całą zawartość filiżanki albo kubeczka, herbatę gęstą, treściwą; pijemy coraz wolniej… aż zaczynamy sączyć samą esencję z fusów, jeszcze kropelka, jeszcze, wysysamy sok, cierpliwie, i nie ma już nic, tylko fusy. Suche. Echo tego co było, wspomnienie, ślad, widmo. To, co zostaje. Zawsze. Tylko fusy.

Herbata – od połowy coraz bardziej wyrazista, pod koniec skondensowana i gorzka, atakuje język i policzki od środka, wprawia w stan hipnotycznego odrętwienia, by na koniec oddawać samą gorycz, stężałą, podobną do zastygłej krwi. To fusy, zawsze”.

Wieczór autorski odbędzie się w czwartek, 5 lutego, w Promediach, al. Wojska Polskiego, godzina 18.00.

(r.c.)

REKLAMA
Tylko zalogowani użytkownicy mają możliwość komentowania
Zaloguj się Zarejestruj
REKLAMA
REKLAMA