Rozmowa z dr. Michałem Siedziako ze szczecińskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autorem książki „Bez wyboru. Głosowania do Sejmu PRL (1952-1989)”
– Jeśli wybory do Sejmu PRL były czystą fikcją, to po co komuniści w ogóle zadawali sobie trud, aby je organizować?
– Peerelowskie głosowania w sposób oczywisty nie spełniały głównej roli przypisywanej wyborom w krajach demokratycznych – wyłaniania reprezentacji społeczeństwa do rządzenia krajem. Nie oznacza to jednak, że nie pełniły innych istotnych funkcji. Między innymi pozwalały rządzącym na swoistą grę pozorów. Przez całe blisko pół wieku rządów PPR/PZPR oficjalna propaganda głosiła bowiem, iż Polska jest krajem demokratycznym. Gdyby nie imitowano przy tym wyborów, w ogóle nie byłoby można takim terminem się posługiwać. Powszechnie wiadomo bowiem, iż o tym, czy ustrój danego kraju jest demokratyczny, decydują w pierwszej kolejności właśnie wybory. Z tym, że muszą one być wolne, równe, powszechne, rywalizacyjne etc., o czym rządzący w PRL najwyraźniej nie chcieli pamiętać. Przeprowadzanie cyklicznych wyborów wzmacniało natomiast propagandowo rządy jednej partii popieranej przy urnach, w ramach głosowania na jedną listę wyborczą, przez niemal 100 proc. uczestników rzeczonej fikcji, bo na skreślenia na kartach wyborczych decydowało się niewielu. Ci natomiast, którzy nie głosowali w ogóle, byli w mniejszości, nawet mając na uwadze liczne manipulacje i fałszerstwa, jakich dopuszczali się organizatorzy peerelowskich wyborów. ©℗
Cały artykuł w „Kurierze Szczecińskim”, e-wydaniu i wydaniu cyfrowym z 9 listopada 2018 r.
Alan SASINOWSKI