Larwy owadów mogą zasiedlać nawet muchomora sromotnikowego, dlatego ich obecność nie jest dowodem jadalności grzyba – przestrzegł w wywiadzie dla PAP entomolog prof. Stanisław Ignatowicz. Wyjaśnił też, jak ograniczyć liczbę niechcianych lokatorów w koszyku.
To, co grzybiarze nazywają „robakami”, to najczęściej larwy muchówek, poprawnie określane jako czerwie. W owocnikach można też znaleźć drutowce, czyli larwy chrząszczy z rodziny sprężykowatych. Nawet kurki, rzadko zasiedlane przez owady, nie są całkowicie od nich wolne. Profesor sam znalazł w tym roku drutowca w kurce, którą przyniósł do domu.
Entomolog przestrzegł przed ludowym przekonaniem, że grzyb z larwami musi być bezpieczny dla człowieka. Owady mogą żerować również w grzybach trujących.
– Różnimy się od owadów. Związki, które dla nich są nieszkodliwe, dla nas mogą być trujące, i odwrotnie. Nie można przenosić ich tolerancji na człowieka – podkreślił.
Muchówki znajdują grzyby dzięki zapachowi. Wabi je koktajl lotnych związków organicznych, m.in. alkoholi, ketonów i terpenów. Samice składają jaja w owocnikach, a larwy, które się z nich wylęgają, wgryzają się do środka i drążą kanały.
– Dla nas grzyb pachnie lasem i dobrym obiadem, a dla samicy jest miejscem, w którym może złożyć jaja i zapewnić potomstwu pokarm – powiedział Ignatowicz.
Owady chętnie korzystają z gatunków cenionych także przez grzybiarzy: borowików, podgrzybków, kań i niektórych gołąbków. Larwy można znaleźć również w rydzach. Obecność blaszek zamiast rurek nie chroni więc grzyba przed zasiedleniem.
– Co więcej, samice mogą składać jaja w grzybach, które jeszcze nie są dobrze widoczne dla zbierającego, bo znajdują się pod liśćmi – zaznaczył profesor.
Aktywności muchówek sprzyjają ciepło i wilgoć, czyli warunki, które cieszą również grzybiarzy. Jak wyjaśnił entomolog, ziemiórki mogą być aktywne przy temperaturze około 16-17 st. C, a gdy rozpoczynają loty, nawet mżawka lub deszcz nie muszą ich powstrzymać.
Profesor zalecił wybieranie młodych owocników i unikanie przerośniętych. Zastrzegł jednak, że przekrojenie grzyba w lesie nie daje pewności, iż nie ma w nim bardzo drobnych larw. Po powrocie do domu mogą one nadal się rozwijać.
– Dlatego po powrocie nie odkładałbym koszyka na długie godziny. Grzyby trzeba oczyścić i możliwie szybko przeznaczyć do przetworzenia – poradził.
Jeśli nie ma czasu na natychmiastowe przetworzenie zbiorów, należy umieścić je w lodówce. Niska temperatura hamuje rozwój larw, podczas gdy pozostawienie owocników w cieple daje im czas na dalsze żerowanie.
Według profesora moczenie w słonej wodzie może wypłaszać larwy, podobnie jak suszenie: opuszczają owocnik, kiedy staje się zbyt suchy. Na dole suszarki nie powinno więc być grzybów, na które spadałyby larwy z wyższych poziomów.
– Trzeba jednak pamiętać, że usunięcie larw to nie to samo, co cofnięcie wszystkiego, co działo się w owocniku podczas ich żerowania. One przecież drążyły kanały, pozostawiały odchody i wydzieliny – podkreślił.
Ignatowicz zwrócił uwagę, że silnie zaatakowany grzyb szybciej się rozkłada. Muchówki mogą ponadto przenosić między owocnikami m.in. roztocze, nicienie i zarodniki grzybów powodujących ich choroby. Dlatego problem nie sprowadza się do pytania, czy larwa jest dodatkowym źródłem białka. Nieprzyjemny zapach i zły wygląd grzyba są ostrzeżeniem, by go nie jeść.
Entomolog zaznaczył zarazem, że owady zasiedlające grzyby mają swoje miejsce w lesie: uczestniczą w rozkładzie owocników i mogą pomagać w rozprzestrzenianiu zarodników. Określenie „szkodnik” odzwierciedla przede wszystkim interes człowieka, który chciał zebrać grzyby przed innymi ich amatorami.
– Dla nas borowik miał być obiadem. Dla muchówki był miejscem, w którym mogło rozwinąć się jej potomstwo – powiedział profesor. (PAP)