poniedziałek, 25 marca 2019.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Święta na morzu

Święta na morzu

Data publikacji: 2015-12-23 15:02
Wywietleń: 2305
NA polskich statkach, z polskimi załogami święta Bożego Narodzenia to czas szczególny. Marynarze, przebywając z dala od swoich bliskich, starają się choć trochę przybliżyć atmosferę panującą w rodzinnych domach. Jest choinka, są tradycyjne potrawy, czasem prezenty. Nieco inaczej bywa na obcych statkach i z międzynarodową załogą.

W dniu Wigilii centralny punkt na polskim statku stanowi kuchnia, gdzie kucharz wraz ze stewardem dokładają starań, aby marynarzom nie brakowało tego, co spożywaliby w swoich domach.

– Tradycyjnie na statkowym wigilijnym stole – tego dnia wspólnym, przykrytym w jednej mesie – znaleźć możemy 12 potraw – mówi Krzysztof Gogol, rzecznik Polskiej Żeglugi Morskiej. – Jest m.in. barszcz z uszkami czy kapusta z grzybami. Nie może zabraknąć ryb, chociaż raczej nie karpia, którego próżno szukać w sklepach rybnych za granicą. Są tradycyjne polskie ciasta, wypieczone w statkowym piecu: sernik, makowiec czy drożdżowe.

W mesie stoi choinka, najczęściej sztuczna, która jest na stałym wyposażeniu każdego ze statków PŻM. Marynarze po swojemu przystrajają też do świąt swoje kabiny.

Kolację wigilijną rozpoczyna zazwyczaj o godz. 17 czasu statkowego kapitan. A potem, tak jak w kraju, wszyscy się dzielą opłatkiem i składają sobie życzenia. Późnym wieczorem każdy z marynarzy zaszywa się w swojej kabinie i stara się połączyć ze swoimi bliskimi za pośrednictwem telefonu komórkowego.

– Na statkach PŻM jest obecnie internet satelitarny, więc życzenia składać sobie można również za pomocą sieci, z dowolnej części globu – podkreśla K. Gogol.

Statki odwiedzane są przez duszpasterzy ludzi morza z takich organizacji jak Stella Maris czy The Mission to Seafarers, którzy przychodzą z drobnymi podarunkami. Misje te pomagają również w transporcie do kościołów, jeśli jest na to czas, gdy statek stoi w porcie.

– W Nowym Orleanie dostawaliśmy prezenty od misji katolickich i domów marynarza – wspomina kapitan żeglugi wielkiej i śródlądowej Włodzimierz Grycner. – Kobiety robią tam dla marynarzy czapki, rękawiczki itp. Na statkach dobrych obcych armatorów również były prezenty pod choinkę. Przykładowo, u jednego z niemieckich załoga szeregowa dostała nieprzemakalne kurtki w kolorze niebieskim, a oficerowie – czerwone. Zdarzały się też bonusy.

Wigilia na polskich statkach, jak dodaje kapitan, bywała smutna.

– Załoga szybko uciekała z mesy do kabin, żeby tam w samotności myślami łączyć się z rodziną – mówi. – Kiedyś radio było jedynym środkiem łączności i nie można było sobie intymnie porozmawiać. Czekaliśmy godzinami na połączenie. Potem głównie krzyczało się w słuchawkę: Halo! Odbiór! Ważne było tylko to, że tam na lądzie wszystko jest porządku. Chociaż w przypadku problemów żony o nich nie mówiły, żeby nie martwić marynarzy, którzy i tak mieli ciężko w samotności. Teraz są połączenia internetowe i można się poczuć na Wigilii prawie jak w domu.

Gdy Włodzimierz Grycner pływał jako pierwszy oficer na obcych statkach z wielonarodowymi załogami, widział jak święta organizują inni kapitanowie.

– Anglik postawił nam wszystkim po piwie, a filipiński kucharz wniósł na stół jedną niewielką rybę – opowiada. – Potem kapitan podziękował kucharzowi za piękne święta. 
Na dodatek okazało się, że załoga filipińsko-gilbertowska co sobotę się biła. Kiedyś wpadłem do mesy, a tam mały Filipińczyk wymachując krzesłem bronił się przed potężnymi Gilbertami z równikowych wysp Pacyfiku. Rozgoniłem ich i poleciałem zameldować o tym kapitanowi. A ten zdenerwowany krzyknął, bym więcej tego nie robił, bo mnie zabiją.

Kiedy sam został kapitanem, organizował święta zgodnie z polską tradycją.

– Organizowałem też wszystkie święta dla międzynarodowej załogi – zaznacza. – Zdarzały się załogi mieszane, np. Filipińczycy i Polacy – i tu nie było problemu, bo większość była katolicka. Filipińczycy łowili ryby, byli specjalistami w tej dziedzinie, dlatego mieliśmy zawsze w lodówkach cały zapas ryb i innych owoców morza. Zwykle święta były bogate i wesołe. Filipińczycy grali na gitarach, śpiewali i tańczyli, polscy oficerowie włączali się wtedy do śpiewów i załoga się integrowała. 



Najtrudniejsze były obchody świąt Bożego Narodzenia w przypadku załóg mieszanych, np. polsko-chińsko-muzułmańsko-ukraińskich. 


– Pływałem z takimi załogami przez somalijskie wody, gdzie grasowali terroryści – wspomina kapitan. – Załogę szeregową stanowili muzułmańscy mieszkańcy Malediwów, też potencjalni terroryści. Jak ich przekonać, że jesteśmy jednym zespołem i wspólnie mamy się bronić? Moją metodą na zjednoczenie załogi było organizowanie wszystkich świąt obchodzonych przez jej członków – i tych muzułmańskich, i chińskich, ukraińskich i polskich. Na naszej Wigilii podkreślałem, że razem pracujemy, dbamy o statek, armatora i siebie. Dlatego też razem będziemy się bronić przed terrorystami. Potem tłumaczyłem, na czym polega nasza religia i składając sobie życzenia dzieliliśmy się wszyscy opłatkiem. Podobnie celebrowaliśmy święta innych narodowości, co cementowało załogę. My śpiewaliśmy kolędy, Chińczycy pieśni patriotyczne, a muzułmanie coś tam zawodzili. Chief mechanik z Ukrainy poprosił mnie o opłatek, bo chciał go zawieźć do domu i pokazać rodzinie. Zdziwiłem się, że u nich nie ma tego zwyczaju.

Kapitan dobrze wspomina święta Bożego Narodzenia obchodzone wspólnie z Chińczykami.


– Złożyli mi życzenia na laurkach z moim zdjęciem, po chińsku – opowiada. – Były też napisane na ścianie w mesie. Przetłumaczył mi je pierwszy oficer. Okazało się, że to piękny, mający pięć tysięcy lat poemat, znany w całych Chinach. Podzieliliśmy się opłatkiem, pośpiewaliśmy kolędy, a potem Chińczycy dali popis, śpiewając pieśni rewolucyjne. Potraw było wiele, gdyż chiński kucharz błysnął wyjątkowymi talentami. Wybijały się w zestawie trzy wielkie arbuzy z owocowym koktajlem, na których wyrzeźbił sceny z chińskich waz. Wyglądały więc, jakby powstały za czasów dynastii Ming. Kucharz zaprezentował też swój poemat, który potem poleciłem umieścić na szocie. Atmosfera była przyjacielska i załoga stała się sobie bliższa. ©℗

Elżbieta KUBOWSKA

Fot. Grzegorz WIERZBICKI

Na zdjęciu: Wigilijna kolacja na pokładzie 
„Demarest Tide”, statku obsługującego platformy wiertnicze.

Pogoda
2
na godz. 00:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Marzanna utopiona
Parowozem do Polic
Wystawa Makiet Kolejowych
Poprzedni Następny

Nekrologi

Sonda

Jak często masz problem ze znalezieniem miejsca do parkowania w Szczecinie?

 

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy