środa, 19 czerwca 2019.
Strona główna > Akcje Kuriera > Kurier Morski > Lekcja historii w hotelu Vulcan

Lekcja historii w hotelu Vulcan

Lekcja historii w hotelu Vulcan
Data publikacji: 2018-12-20 12:52
Ostatnia aktualizacja: 2018-12-28 11:42
Wywietleń: 1430 367822

Stocznia Gdańska, Stocznia Szczecińska wraz z przemysłem stoczniowym na Wybrzeżu to ważne miejsca pamięci Polaków. To tam odbywały się protesty robotników, których owocem było powstanie „Solidarności”. O historii ludzi związanych z tymi miejscami, teraźniejszości i przyszłości obu stoczni rozmawiano podczas debaty w ubiegłą środę w szczecińskim hotelu Vulcan.

Dyskusja była częścią dwudniowej (12-13 bm.) ogólnopolskiej konferencji „Między Szczecinem a Gdańskiem – wspólne losy stoczni, wspólne dziedzictwo?”, zorganizowanej przez szczeciński oddział Instytutu Pamięci Narodowej oraz Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku.

Prelegentami dyskusji byli: Basil Kerski, dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności, prof. Adam Makowski, dyrektor Instytutu Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego oraz Sławomir Doburzyński ze Stoczni Szczecińskiej. Blisko półtoragodzinną debatę pt. „Między Szczecinem a Gdańskiem – wspólne losy, wspólne dziedzictwo?” poprowadził Zbigniew Jasina, zastępca redaktora naczelnego „Kuriera Szczecińskiego”.

Dodajmy, że konferencja nawiązywała do podobnej, organizowanej w Gdańsku w 2016 r. m.in. przez Europejskie Centrum Solidarności oraz Instytut Pamięci Narodowej, zatytułowanej „Historia Stoczni Gdańskiej”.

Historie obu stoczni nie ograniczają się jednak tylko do pokojowej rewolucji Solidarności. Decyzja o ich powstaniu i rozwój w XIX wieku znacząco wpłynęły na funkcjonowanie miast i okolic. W trakcie obu wojen światowych stocznie stały się elementem machiny wojennej, produkowano w nich m.in. okręty podwodne dla cesarskiej, a potem nazistowskiej marynarki wojennej. W okresie dwudziestolecia międzywojennego Stocznia Gdańska funkcjonowała jako współwłasność Polski i Gdańska, a po II wojnie światowej, państwowa Stocznia Gdańska im. Lenina stała się największym zakładem produkcji okrętowej w Polsce. Inaczej historia toczyła się w Szczecinie. Najpierw stocznia była rozkradana przez Sowietów, potem powoli odbudowywana z trudem znajdowała sobie miejsce w historii polskiego przemysłu okrętowego. Z kolei Gdynia stała się symbolem budowy nowoczesnego państwa po 1918 r.

Zmiany, jakie zaszły na przestrzeni ostatnich lat na terenach postoczniowych, nie tylko w wymiarze ekonomicznym, przestrzennym, ale i symbolicznym, spowodowały naturalny wzrost zainteresowania tymi miejscami. Jak stwierdził prof. Adam Makowski, losy Szczecina i Gdańska, jak i całej Polski zależały od kształtowania się relacji między największymi mocarstwami.

– Trudno powiedzieć, że przejmowaliśmy jakąkolwiek stocznię w Szczecinie. Były to resztki, na których można było cokolwiek budować – ocenił prof. Makowski. – Kiedy pojawiła się możliwość względnej modernizacji, do 1946 roku Polski niestety nie było na to stać. Przede wszystkim dlatego, że stocznia potrzebowała ogromnych nakładów. Z kolei kiedy podjęliśmy już konkretne działania, sytuacja międzynarodowa się zmieniła i nie pozwoliła otworzyć się na świat. A ciężko wyobrazić sobie gospodarkę morską funkcjonującą w świecie zamkniętym. Co najmniej do 1956 roku stocznia powstawała na sztucznych zastrzykach energii. Co prawda produkowała statki i byliśmy zadowoleni, jednak powstawały one na zamówienie radzieckie. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie powiedzieć, czy Polska na tym przedsięwzięciu cokolwiek zarobiła. Dzięki Bogu mieliśmy zlecenia, na których traciliśmy, ale bez nich stocznia nie mogłaby urosnąć.

Makowski podkreślał, że w drugiej połowie lat 50. z powodu dekoniunktury nie mogliśmy wykorzystać poprawiającej się sytuacji Stoczni Szczecińskiej. Natomiast w latach 60. Polska zaczęła wpadać w kryzys gospodarczy. Dopiero w latach 70. stocznia stanęła na nogi.

– Swój „gwiezdny czas” stocznia miała na początku lat 70. i to stosunkowo krótko, ponieważ ekipa Edwarda Gierka szybko zbankrutowała i druga połowa lat 70. była już trudniejsza – zauważył profesor. – Warto też spojrzeć na kwestie gospodarcze całego okresu PRL. One są w zasadzie niemierzalne. Dzisiaj nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jaka była dochodowość stoczni przynajmniej do końca lat 80.

Z kolei Basil Kerski mówił o tym, iż Gdańsk był związany z negatywną tradycją polityczną.

– To niezwykłe, że w mieście, które było punktem zapalnym w relacjach polsko-niemieckich narodził się pokojowy ruch społeczny – stwierdził Kerski. – Z jednej strony rozwój stoczni był zależny od polityki, z drugiej w tak dużych zakładach pracy powstała przestrzeń niezależna od władzy. Ta autonomiczność nie tylko wyrażała się w protestach, ale również w doskonaleniu produkcji i osiągnięciu imponującego poziomu technologicznego.

– W Szczecinie nie było ludzi, którzy nie mieliby czegoś wspólnego ze stocznią – dodawał Makowski. – Nasze miasto było nią naznaczone. Jestem przekonany, że żadna duża idea nie mogłaby się urodzić bez udziału stoczni.

Zdaniem Doburzyńskiego stocznie i porty powstają przede wszystkim po to, by budować w nich statki.

– Istnieje również mit wolności, który dzięki stoczniom można ucieleśniać – zaznaczał. – Była to odtrutka na szarość rzeczywistości.

Rozmawiano też o przyszłości przemysłu stoczniowego i przyczynach złej sytuacji gospodarki morskiej, która pojawiła się kilka lat po upadku komunizmu w Polsce. Wszyscy delegaci byli zgodni, że produkcji statków nie można zamknąć w granicach kraju. Zastanawiano się również jak zabezpieczyć miejsca, w których rodziła się historia powstania ruchów społecznych.

– Przemysł stoczniowy musi działać, produkować i obserwować rynek światowy, patrząc przy tym w przyszłość – tłumaczył dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności.

Zdaniem S. Doburzyńskiego, gospodarka morska ucierpiała po transformacji, ponieważ zarówno Gdańsk, jak i Szczecin znajdują się za daleko od Warszawy.

– Jeszcze w 1995 roku w Stoczni Szczecińskiej zwodowano dwadzieścia jeden statków, a później przyszła katastrofa – przypomniał prowadzący.

– Stocznia poza skomplikowanym procesem technologicznym to specyficzny zespół ludzi, który musi tworzyć się przez lata – wtrącił Makowski. – W latach 90. korzystano z tego potencjału. Stocznia to nie stal ani zlecenia, to przede wszystkim ludzie, którzy są w stanie rywalizować ze światem.

Według Basila Kerskiego, w latach 80. elity polityczne były mocno zajęte rozpadem autorytetu imperium i przemysł stoczniowy przesunął się w stronę Azji.

– W latach 90. sytuacja Stoczni Gdańskiej wyglądała inaczej niż w Szczecinie. Transformacja przyniosła natychmiastowy kryzys przemysłu stoczniowego – porównał dyrektor. – Dzisiaj w Gdańsku nie powstają całe statki, natomiast słychać, że pracownicy są ekspertami w produkcji poszczególnych elementów.

– Stocznia to jest stałe myślenie o przyszłości, natomiast rolą miasta jest łączyć przeszłość z przyszłością poprzez nowoczesną technologię – dodawał Sławomir Doburzyński. – Na dzisiejsze czasy stocznia jest czymś, co pomoże polską gospodarkę wyrwać z pułapki deficytu badawczo-rozwojowego.

W 1980 roku w przestrzeni Stoczni Gdańskiej powstał pomnik upamiętniający wydarzenia Grudnia’70.

– Wybudowali go robotnicy, co doprowadziło do stworzenia placu Solidarności – mówił Kerski. – Jest to ważny symbol. Do dzisiaj nie było żadnego pomysłu, aby symboliczne miejsca zabezpieczyć. W 2014 roku zburzono jedną z hal, w której pracowała m.in. Anna Walentynowicz. Jeśli nie wpiszemy budynków w rejestr zabytków, za dziesięć lat one zginą. Politycznego pomysłu na symbiozę produkcji, rozwoju i upamiętnienia niestety nie ma.

Według Makowskiego, „powinniśmy stworzyć most między przeszłością a dniem dzisiejszym”.

– Jest to wielkie wyzwanie, by naszą pamięć wbudować w aktualną funkcjonalność i przekazać ją młodszemu pokoleniu – mówił profesor. – Jedynym rozwiązaniem będzie stworzenie świetlicy, miejsca, które stanie się dla nich pomostem między przeszłością a przyszłością.

Uczestnicy konferencji chętnie włączali się do dyskusji. Z sali padło pytanie do prelegentów, co obecnie się dzieje w Stoczni Szczecińskiej.

– Przez ostatnie dwa lata odbyło się kilkadziesiąt wodowań – odpowiadał S. Doburzyński. – Na terenie stoczni i w działających spółkach pracuje blisko trzy tysiące ludzi. Dynamika produkcji wynika z liczby zleceń. W planie jest realizacja projektu na sześć jednostek bliskiego zasięgu.

Jak zapewnił Sławomir Doburzyński, „Szczecin wraca na tory prowadzące do budowania całych statków”. ©℗

Kamil KRUKOWSKI


Partnerzy dodatku:

Lekcja historii w hotelu Vulcan Lekcja historii w hotelu Vulcan

Komentarze

Pyt1
czy IPN załatwi zlecenia na statki w miejsce zleceń dla ZSRR?
2018-12-28 11:01:49
Quistorp
1] oraz (prelegent) Sławomir Doburzyński ze Stoczni Szczecińskiej. 2] Zdaniem Doburzyńskiego stocznie i porty powstają przede wszystkim po to, by budować w nich statki. 3] Zdaniem S. Doburzyńskiego, gospodarka morska ucierpiała po transformacji, ponieważ zarówno Gdańsk, jak i Szczecin znajdują się za daleko od Warszawy. 4] Jak zapewnił Sławomir Doburzyński, „Szczecin wraca na tory prowadzące do budowania całych statków”. Kim jest ów tajemniczy pan Doburzyński? Ukończył Liceum Ogólnokrztałcące im. T. Kościuszki w :Łobzie. O sobie podaje; Klaster Chemiczny Zielona Chemia, Waterfront Forum 2013, Szczecińska Pielgrzymka, RO Warszewo,
2018-12-23 22:55:34
Apk
takie przedsiębiorstwo nie może być prywatne, i teraz to chyba trochę mniejsze niż gdy były zlecenia budowy statków dla ZSRR, Szczecin może budować okręty podwodne, bo one nie są takie duże i nie trzeba głębokości toru morskiego, do tego dochodzą całe jednostki do badań dna morskiego, rury podwodne do gazociągów i ropociągów, konstrukcje stalowe do zakotwiczania na dnie morskim(terminale w głębi morza), statki dla żeglugi po Bałtyku i Morzu Północnym i strefie Bieguna Północnego i wszystko co pływa po portach(barki, holowniki, łodzie dla Policji i Straży przybrzeżnej), system rakietowe i laserowe
2018-12-23 10:17:38

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
17
na godz. 06:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Widoki z wielkiego koła

Nekrologi

Sonda

Czy w Szczecinie powinien powstać pomnik Piotra Zaremby – pierwszego prezydenta Szczecina?

 

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie