dr Jacek JĘDRYSIAK, Uniwersytet Wrocławski
Niemiecki minister spraw zagranicznych Gustav Stresemann – Laureat Pokojowej Nagrody Nobla i jednocześnie nieprzejednany wróg Polski – miał w 1925 r. wyrazić opinię, że ma nadzieję, iż Rosja nie pogodzi się z granicą ustaloną podczas rokowań w Rydze i z tego powodu rozstrzygnięcia terytorialne na wschodzie nie są wciąż ostateczne. Liczył na odnowienie konfliktu polsko‑sowieckiego, a moment, gdy Rosja zakwestionuje granice wyznaczone w Rydze, rozpocząć miał „nowa erę w historii europejskiej”. Była to maksyma przez wiele lat determinująca paradygmat niemieckiej polityki wschodniej, której symbolem był układ z Sowietami w Rapallo.
W Polsce w ostatnim czasie zaobserwować można tendencje od negowania znaczenia traktatu ryskiego, a nawet określania go jako układ haniebny. Wydaje się jednak, ze bliżej prawdy o znaczeniu tego wydarzenia są ci badacze, którzy uważają, że dzięki pokojowi zawartemu w 1921 r. Polska nie była jedynie biernym beneficjantem ładu wersalskiego, a stała się faktycznym kreatorem jego wschodnioeuropejskiego komponentu. Można nawet w tym kontekście mówić o swoistym „ładzie wersalsko‑ryskim”. Zdaniem prof. Mariusza Wołosa Niemcy traktowali konflikt polsko‑sowiecki, zwłaszcza latem 1920 r., jako okazję do rewizji traktatu wersalskiego. Traktat ryski kładł kres tym nadziejom, powodował też, że prawie na 20 lat w Berlinie przestano się obawiać ekspansji bolszewizmu. Dlatego też traktat ryski uzupełnił porządek wersalski dla Europy Środkowej i Wschodniej, zapewniając stabilność dla całego regionu, od Finlandii po Rumunię. Również Lew Trocki był zdania, że znaczenie pokoju w Rydze polegało na utworzeniu zapory między Rosją i Niemcami. Oddzielała ona od siebie dwa rewizjonistyczne mocarstwa, rządzące tą częścią Europy przed 1914 r. Bez zawarcia pokoju w Rydze niemiecka polityka zagraniczna po 1918 r. mogłaby być zdecydowanie bardziej agresywna.
Pułapki improwizowanej Mitteleuropy
Gdy wybuchła I wojna światowa kręgi polityczne i wojskowe Cesarstwa Niemieckiego nie miały sprecyzowanej koncepcji co do tego w jaki sposób zagospodarować potencjalne zdobycze na wschodzie. Preferowanym wariantem przebiegu wojny było szybkie pokonanie Rosji, wymuszenie na niej zawarcia separatystycznego pokoju, uwzględniającego być może jakieś korekty graniczne. Wprawdzie ogłoszona przez kanclerza Theobalda von Bethmann Hollwega we wrześniu 1914 r., deklaracja celów wojennych zakładała odrzucenie Rosji jak najdalej od granicy Niemiec i złamanie rosyjskiej kontroli nad „zwasalizowanymi” przez nią narodami, jednak realnie Berlin nie posiadał ani wizji działania, ani kontaktów z elitami potencjalnie „wyzwalanych” nacji. Obawiano się, że mniejsze państwa mogą ulegać wpływom państw zachodnich. Nie chciano też tracić w Rosji partnera gospodarczego.
W takich warunkach w latach 1915–1918 kształtowała się chwiejna, zmienna i zupełnie niekonsekwentna polityka Niemiec wobec Polski, państw bałtyckich i Ukrainy. Rozpatrywano dziesiątki rozwiązań. Preferowano dokonanie korekt granicznych, przy jednoczesnym tworzeniu z nowych bytów politycznych sieci zależnych „państw bluszczowych”, które oddzielałyby Rosję od Niemiec. Miały one mieć suwerenność ograniczoną przez konwencje regulujące spawy wojskowe, kolejowe, gospodarcze itd. W praktyce byłyby one członami Cesarstwa Niemieckiego funkcjonującymi na specjalnych zasadach. Jeszcze latem i jesienią 1918 r. realizacja tych planów wydawała się Berlinowi całkiem realna.
Wydarzenia z października i listopada 1918 r. były dla niemieckich elit politycznych i wojskowych wstrząsem. Dowodzi tego sposób w jaki oddano Polakom, w zasadzie bez walki, kontrolę nad Generalnym Gubernatorstwem Warszawskim. Zdemoralizowane przez ideologię bolszewicką rady żołnierskie uniemożliwiły zduszenie polskich wystąpień, choć gdyby Niemcy chcieli, bez trudu zachowaliby kontrolę nad tym obszarem. Pokazał to zresztą przykład państw nadbałtyckich, które bez wsparcia niemieckich „ochotników” miałby kłopot, by przetrwać sowiecki marsz na zachód. Dla Niemców wielkim szokiem był, jak to określali, polski „separatyzm” w Wielkim Księstwie Poznańskim. Powstanie wielkopolskie uświadomiło im, że Polacy, przy wsparciu zwłaszcza Francji, są w stanie w znaczący sposób uszczuplić niemiecki stan posiadania na wschodzie. Plany pruskiego fikcyjnie niezależnego Ost-Staat czy unicestwienia Polski na drodze militarnej (Operacja Wiosenne Słońce, niem. Frühlingssonne) z 1919 r. nie zostały zrealizowane.
Przyjaciel u bram: Niemcy wobec bitwy warszawskiej
Głównym architektem niemieckiej polityki wobec Rosji był legendarny szef Truppenamtu generał Hans von Seeckt. Już wiosną 1920 r. wprost sformułował on ideę współdziałania z bolszewikami. Seeckt uważał Polskę za śmiertelnego wroga Niemiec, a jej utworzenie za dzieło dokonane wyłącznie w interesie Francji. Upadek Rzeczypospolitej automatycznie polepszał w jego oczach położenie. Tylko ścisły sojusz z Rosją gwarantować miał zdaniem generała, że Niemcy odzyskają swój status mocarstwa. Niezależnie od tego czy Rosja była „biała” czy „czerwona”, nie było tu alternatywy wobec bloku państw Ententy.
Kierując się tymi pryncypiami 20 lipca 1920 r., gdy Sowieci parli na polską stolicę, władze w Berlinie zadeklarowały całkowitą neutralności w obserwowanej przez nich wojnie. Niemcy liczyli, że w obliczu pewnego zwycięstwa Armii Czerwonej i upadku Warszawy uda się uzyskać zgodę Ententy na zwiększenie liczebności Reichswehry ze 100 do 200 tys. ludzi. Używano zatem karty komunizmu jako straszaka wobec zachodu. Jednocześnie Niemcy wprowadziły zakaz tranzytu francuskiej broni przez swoje terytorium do Polski. Wywołano także strajk dokerów w Wolnym Mieście Gdańsku, co opóźniło transporty sprzętu. Polscy dyplomaci uważali, że propaganda niemiecka przygotowywała opinię europejską na nieunikniony upadek Warszawy. Niemcy wspierali również Armię Czerwoną w szkoleniu oficerów i ochotników, dostarczały jej też zaopatrzenie i wyposażenie. Niemiecki wywiad na terenach pogranicznych działał na rzecz Sowietów. Ludność niemiecka na Pomorzu udzielała im pomocy. Odnotowano liczne incydenty graniczne, zwłaszcza w czasie polskiego odwrotu. Znamienne było przekazanie przez Sowietów niemieckiej administracji należących przed 1914 r do Cesarstwa terenów w okolicach Działdowa i Brodnicy.
W oczekiwaniu na „nową erę”
Gdy zwycięstwo Sowietów zdawało się przesądzone, Seeckt przewidywał, że wymuszą oni na Polsce rozejm na swoich warunkach. Generał zakładał, że armie bolszewickie przesuną się za Wisłę ku granicom Niemiec, co stworzy w Europie nową sytuację geopolityczną Zniknąłby bowiem jeden z najważniejszych jego zdaniem celów traktatu wersalskiego – Niemcy i Rosja znów graniczyłby ze sobą. Zamiast otoczenia przez Francję i Polskę, na granicy wschodniej znów zagościłby potencjalny sojusznik. Seeckt uważał rozbicie Wojska Polskiego za warunek destrukcji ładu wersalskiego. Polakom nie tylko nie należało pomagać, Niemcy powinni wręcz liczyć na to, że Rosja, przy życzliwej bierności Berlina, odzyska tereny Polski oraz państw bałtyckich. Dopiero próba ekspansji rewolucji na obszar Niemiec miał być uznana za akt wrogi. Generał liczył jednak, że deklaracja przyjaźni z Rosją, niezależnie od jej ustroju, zapewni ramy do realizacji wspólnych interesów. Miał nadzieję, że bolszewicy uszanują granicę Niemiec z 1914 r., a jeśli nawet by tego nie zrobili, to i tak należało liczyć na zawarcie z nimi sojuszu. Był to plan wywrócenia na trupie Polski ustaleń konferencji pokojowej. W tym względzie „cud nad Wisłą” zapobiegł być może nie tyle ekspansji rewolucji na zachód, co nowej wojnie Ententy z aliansem Niemiec i Rosji.
Nieoczekiwana seria polskich zwycięstw i rozpoczęcie negocjacji pokojowych Rydze były dla Niemców dotkliwym ciosem. Od grudnia 1920 r. dowództwo Reichswehry ponownie rozpatrywało możliwość wojny z Polską. Seeckt forsował wówczas ideę udziału niemieckich specjalistów wojskowych w tworzeniu sowieckiego przemysłu zbrojeniowego. Klęska Armii Czerwonej była w tym względzie kolejnym czynnikiem zachęcającym do kooperacji. Z pewną nadzieją patrzono na spowolnienie negocjacji pokojowych po rozprawieniu się przez Sowietów z oddziałami gen. Piotra Wrangla ma Krymie. Niemcy naciskali na Sowietów, by przeciągnęli brak konkluzji rozmów z Polakami na okres po planowanym na 20 marca 1921 r. plebiscycie na Górnym Śląsku. Cel tego był jasny – propagandowe pokazanie mieszkańcom tego regionu, że Polska jest „państwem sezonowym”, niestabilnym, o nieustalonych granicach. Tym razem Sowieci zawiedli – mając własne problemy gospodarcze i wewnętrzne, szukali wówczas szybkiego pokoju z Polską i starali się polepszyć swoją pozycję w Londynie i Paryżu. Chcieli też pokazać Niemcom, że są partnerem, a nie narzędziem polityki Berlina.
Akuszerem dalszej polityki wobec nowego ładu był wciąż Seeckt. To on zainicjował współpracę w zakresie produkcji zbrojeniowej, wspierał układ w Rapallo, wreszcie w swoich koncepcjach planistycznych stale liczył się z możliwością wybuchu nowej wojny polsko-rosyjskiej, która da Rzeszy szansę na „nową erę”. Rewizjonizm terytorialny obu mocarstw doprowadził w końcu w 1939 r. do tak tragicznego w skutkach paktu Ribbentrop‑Mołotow. Traktat ryski spowolnił jednak niemieckie dążenia w nim zawarte o prawie dwie dekady.